Koniec marzeń o pokoju. Trump rezygnuje ze spotkania z Putinem
Rozmowy o zakończeniu wojny na Ukrainie znów utkneły w martwym punkcie. Ledwo kilka dni temu Donald Trump ogłaszał spotkanie z Władimirem Putinem w stolicy Węgier, a już we wtorek amerykański prezydent odwołał szczyt, mówiąc wprost, że nie chce marnować czasu. Co sprawia, że negocjacje pokojowe topnieją jak śnieg na wiosnę?
Błyskawiczny zwrot w dyplomacji
Po dwugodzinnej rozmowie telefonicznej 16 października Trump z entuzjazmem zapowiadał spotkanie z rosyjskim przywódcą w Budapeszcie. Miało ono nastąpić w ciągu dwóch tygodni i przynieść przełom w negocjacjach dotyczących konfliktu ukraińskiego. Sekretarz stanu Marco Rubio oraz minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow mieli przygotować grunt pod ten szczyt. Jednak zaledwie pięć dni później scenariusz całkowicie się zmienił.
Biały Dom poinformował, że nie ma planów spotkania prezydentów w najbliższej przyszłości. Trump w rozmowie z dziennikarzami nie ukrywał rozczarowania – stwierdził, że sytuacja nie wydaje się prowadzić we właściwym kierunku. Kreml z kolei bagatelizował sprawę, twierdząc przez rzecznika Dmitrija Pieskowa, że nie można odwołać czegoś, co nigdy nie zostało oficjalnie zaplanowane. Czy to zwykła gra dyplomatyczna, czy rzeczywista przepaść między stanowiskami?
Rosyjskie warunki nie do przyjęcia
Według nieoficjalnych informacji Putin podczas rozmowy z Trumpem wyraził jasne żądania – Ukraina miałaby wycofać się z części obwodu donieckiego, którą nadal kontroluje. W zamian Rosja mogłaby rozważyć pewne ustępstwa terytorialne dotyczące okupowanych fragmentów obwodów chersońskiego i zaporoskiego. Trump sugerował zamrożenie walk wzdłuż obecnej linii frontu, lecz stanowisko Moskwy okazało się znacznie bardziej maksymalistyczne.
| Strona | Główne żądania |
|---|---|
| Rosja | Pełna kontrola nad obwodem donieckim, neutralność Ukrainy, demilitaryzacja |
| USA | Zamrożenie walk wzdłuż obecnej linii frontu, rozpoczęcie negocjacji |
| Ukraina | Zachowanie integralności terytorialnej, członkostwo w NATO |
Rozmowa między Rubio a Ławrowem w poniedziałek miała wyjaśnić pozycje obu stron, jednak nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Źródła CNN sugerują, że głównym problemem były odmienne oczekiwania dotyczące zakończenia konfliktu. Moskwa najwyraźniej nie była gotowa odejść od swoich maksymalistycznych żądań, co skłoniło Waszyngton do wstrzymania dalszych przygotowań.
Po co Budapeszt?
Wybór stolicy Węgier jako miejsca spotkania nie był przypadkowy. Premier Viktor Orban od dawna utrzymuje bliskie relacje z Putinem i przedstawia swój kraj jako „oazę pokoju”. Dla Rosji było to jedno z niewielu miejsc w Europie, gdzie taki szczyt mógłby się odbyć bez konieczności obawy o aresztowanie Putina na podstawie nakazu Międzynarodowego Trybunału Karnego. Dla Ukrainy ta lokalizacja budziła jednak niepokój – prezydent Wołodymyr Zełenski wskazywał na symbolikę Memorandum Budapeszteńskiego z 1994 roku, które ostatecznie nie ochroniło jego kraju przed rosyjską agresją.
Były ambasador USA na Ukrainie Steven Pifer w ostrych słowach określił planowany szczyt jako „pułapkę Kremla”, ostrzegając przed powtórką scenariusza ze szczytu na Alasce, gdzie Trump miał dać się przekonać Putinowi do niekorzystnych dla Ukrainy ustaleń. „Myślę, że Rosjanie z chęcią pojadą do Budapesztu” – mówił Pifer, sugerując, że sam wybór miejsca był już zwycięstwem Moskwy.
Tomahawki jako karta przetargowa
W tle całej tej dyplomatycznej układanki pojawia się kwestia pocisków Tomahawk dla Ukrainy. Te pociski manewrujące o zasięgu około 2500 kilometrów mogłyby dosięgnąć Moskwy i innych strategicznych celów w głębi Rosji. Zełenski twierdzi, że taka broń zmusiłaby Putina do poważnych negocjacji. Putin natomiast ostrzega, że dostarczenie Tomahawków pogorszyłoby stosunki amerykańsko-rosyjskie i przekreśliło szanse na pokój.
Trump, zapytany o możliwość przekazania rakiet, był powściągliwy. Stwierdził, że Ameryka również ich potrzebuje i preferuje rozwiązania dyplomatyczne. Obserwatorzy zauważają, że ton prezydenta znacząco złagodniał po rozmowie z Putinem – czy to oznacza, że Kreml skutecznie wywiera presję na Waszyngton?
Alaskańskie wspomnienia
Warto przypomnieć, że to nie pierwszy raz, gdy rozmowy Trump-Putin kończą się fiaskiem. W sierpniu 2025 roku obaj liderzy spotkali się w bazie wojskowej Joint Base Elmendorf-Richardson na Alasce. Szczyt zakończył się bez konkretnych ustaleń, chociaż obie strony deklarowały postępy. Trump później przyznał, że został poddany długiemu wykładowi Putina o historycznej roli Rosji na Ukrainie – co podobno wywołało frustrację amerykańskiego prezydenta. Mimo to, już wtedy Trump sugerował, że to na Ukrainie spoczywa odpowiedzialność za osiągnięcie pokoju.
Teraz, po nieudanej próbie zorganizowania kolejnego spotkania, Trump wyraził nadzieję, że może pomóc prezydent Chin Xi Jinping. Amerykański przywódca zamierza poruszyć temat wojny na Ukrainie podczas nadchodzącego szczytu APEC w Korei Południowej. Jak mówił Henry Kissinger: „Dyplomacja to sztuka opóźniania katastrofy wystarczająco długo, aby stała się problemem kogoś innego.” Czy Trump próbuje teraz przerzucić odpowiedzialność na innych graczy globalnej polityki?
Europa z niepokojem obserwuje
Europejscy sojusznicy z napięciem śledzą amerykańską politykę wobec konfliktu ukraińskiego. Obawiają się, że Trump może być skłonny do ustępstw wobec Moskwy w zamian za szybkie, choć powierzchowne porozumienie. Senator Lindsey Graham, znany z determinacji we wspieraniu Ukrainy, próbował tonować niepokój, porównując potencjalne działania Trumpa do polityki Ronalda Reagana wobec Michaiła Gorbaczowa. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że sytuacja znacznie różni się od tamtych czasów.
Zełenski w rozmowach z europejskimi liderami podkreśla, że Ukraina jest gotowa do negocjacji, ale nie za cenę suwerenności i integralności terytorialnej. Wskazuje też, że to Rosja unika prawdziwej dyplomacji – Moscow odrzuciła propozycję Trumpa dotyczącą zamrożenia walk wzdłuż obecnej linii frontu. Tymczasem rosyjskie drony i rakiety nadal bombardują ukraińską infrastrukturę energetyczną, używając zimy jako broni przeciwko cywilom.
Co dalej z negocjacjami?
Trump w Gabinecie Owalnym stwierdził, że wciąż wierzy w możliwość zakończenia wojny, ale przyznał, że rozmowy z Putinem „nie prowadzą donikąd”. Prezydent USA zapowiedział, że szczyt odbędzie się w przyszłości, jednak nie podał konkretnej daty. W międzyczasie Rosja kontynuuje swoją ofensywę w Donbasie, powoli zajmując kolejne kilometry ukraińskiego terytorium.
Wiceprezydent JD Vance poleciał na Bliski Wschód, gdzie Trump właśnie tydzień wcześniej głosił osiągnięcie „wiecznego pokoju” między Izraelem a Hamasem. Ten rozejm ledwo trzyma się, przypominając o tym, jak trudno jest przekuwać dyplomatyczne deklaracje w trwały pokój. Podobnie z Ukrainą – życzenie pokoju to jedno, a jego faktyczne osiągnięcie to zupełnie inna sprawa.
Czy kolejne próby negocjacji przyniosą inne rezultaty? Putin wydaje się grać na zwłokę, licząc że czas działa na jego korzyść. Trump próbuje pokazać światu, że jest skutecznym negocjatorem, ale na razie jego wysiłki spełzają na niczym. A Ukraina? Walczy dalej, wiedząc, że każdy dzień zwłoki kosztuje życie jej obywateli.
Źródła:
Al Jazeera
The Washington Post
CNN
Axios
Foreign Policy
1 komentarz
Od zapowiedzi spotkania do jego odwołania minęło tylko 5 dni. Trump powiedział wprost że nie chce marnować czasu, bo rozmowy nie prowadzą donikąd. Ta tabela z żądaniami stron pokazuje jak daleko są od siebie – Rosja chce pełnej kontroli nad Donbasem i demilitaryzacji Ukrainy, USA chcą zamrożenia walk, a Ukraina członkostwa w NATO. Nie ma tu przestrzeni na kompromis.