Polska testuje czterodniowy tydzień pracy. Czy to rewolucja?
Trzydziesta ósma godzina czeka na wycięcie
Polacy pracują więcej niż większość Europejczyków. Według danych Eurostatu przeciętny tydzień pracy w Polsce wynosi 38,9 godziny, podczas gdy średnia unijna kształtuje się na poziomie 36 godzin. To różnica, która na przestrzeni roku przekłada się na kilkanaście dodatkowych dni przy biurku. Czy to musi tak wyglądać?
Od 1 stycznia 2026 roku odpowiedź na to pytanie próbuje znaleźć Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, które oficjalnie uruchomiło pilotażowy program skróconego czasu pracy. W eksperymencie bierze udział 90 pracodawców z różnych regionów kraju, a łączna liczba pracowników objętych projektem przekracza 5 000 osób. Wyniki poznamy najwcześniej w maju 2027 roku.
Jak działa program „Skrócony czas pracy – to się dzieje”
Program nie narzuca jednego sztywnego modelu. Każdy pracodawca może wybrać rozwiązanie dopasowane do specyfiki swojej działalności: czterodniowy tydzień pracy z wolnym piątkiem, skrócenie dnia roboczego do sześciu lub siedmiu godzin, dodatkowe dni wolne w ciągu roku albo hybrydowe połączenie tych form. Warunek jest jeden – wynagrodzenia muszą pozostać bez zmian.
Budżet programu wynosi 50 milionów złotych, a każde z zakwalifikowanych przedsiębiorstw mogło otrzymać do 1 miliona złotych dofinansowania, przy czym kwota na jednego pracownika nie przekracza 20 000 złotych. Zainteresowanie przeszło wszelkie oczekiwania: do ministerstwa wpłynęły niemal 2 000 wniosków, choć początkowo liczono na zaledwie 500. Na realizację trafiło niespełna 4,5 procenta aplikacji.
„Organizacje publiczne i prywatne wszelkich rozmiarów zgłosiły swój udział. Pozwoli nam to przetestować skrócony czas pracy w różnych środowiskach” – powiedziała minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ogłaszając listę zakwalifikowanych podmiotów. Co istotne, wśród uczestników wyraźnie dominuje sektor samorządowy, który odpowiada za połowę biorących udział organizacji.

Europa jako laboratorium nowych godzin
Polska nie wchodzi na nieznane wody. Kontynent od kilku lat prowadzi eksperymenty z krótszym tygodniem pracy, a wyniki tych prób są na tyle spójne, że coraz trudniej je zbagatelizować – nawet środowiskom biznesowym, które jeszcze niedawno traktowały całą koncepcję z wyraźnym sceptycyzmem.
W Wielkiej Brytanii w 2022 roku przeprowadzono największe kontrolowane badanie tego rodzaju – 61 firm, model 100:80:100, czyli pełne wynagrodzenie za 80 procent godzin przy zachowaniu pełnej produktywności. Wypalenie zawodowe spadło wśród uczestników o 71 procent, rotacja pracowników zmalała o 57 procent, a przychody firm nie ucierpiały. 70 procent pracowników zgłosiło wyraźne zmniejszenie poziomu stresu.
Niemcy poszły podobną drogą w 2024 roku. Czterdzieści pięć firm z różnych branż testowało model 100:80:100 przez sześć miesięcy pod nadzorem naukowców z Uniwersytetu Westfalskiego w Münster. Ponad 90 procent pracowników odnotowało poprawę samopoczucia, a przedsiębiorstwa nie zanotowały spadku wydajności – 73 procent z nich zdecydowało się kontynuować nowe zasady.
Opublikowany w lutym 2026 roku raport uzupełniający potwierdza trwałość tych zmian: 70 procent uczestniczących organizacji wciąż stosuje skróconą formę czasu pracy, a 22 procent dostosowało pierwotny model, by zwiększyć elastyczność operacyjną. Co charakterystyczne, badacze pobrali od pracowników próbki włosów do pomiaru poziomu kortyzolu – hormonu stresu – i tu też zanotowano istotną poprawę.
Belgia jako pierwsza w Europie wpisała prawo do kompresji godzin w ramy prawne – od 2022 roku tamtejsi pracownicy mogą formalnie wnioskować o przepracowanie tej samej liczby godzin w cztery zamiast pięciu dni. Nie jest to ograniczenie godzin, ale zmiana ich rozkładu. To ważne rozróżnienie, do którego wracamy poniżej.
| Kraj | Model pilotażu | Kluczowy wynik |
|---|---|---|
| Islandia (2015–2019) | Redukcja do 35–36 h/tydzień | Brak spadku wydajności, poprawa dobrostanu |
| Wielka Brytania (2022) | 100:80:100, 61 firm | Wypalenie –71%, rotacja –57% |
| Niemcy (2024–2026) | 100:80:100, 45 firm | 73% firm kontynuuje; poprawa snu i aktywności fizycznej |
| Belgia (od 2022) | Kompresja godzin (prawo) | Formalne prawo do 4-dniowego tygodnia |
| Polska (2026–2027) | Pilotaż, 90 firm, 50 mln zł | Wyniki oczekiwane maj 2027 |
Kompresja czy redukcja? To nie to samo
Warto zatrzymać się przy pewnym nieporozumieniu, które często umyka w debacie publicznej. Czterodniowy tydzień pracy może oznaczać dwie zupełnie różne rzeczy. Pierwsza to kompresja – pracownik nadal przepracowuje 40 godzin, tyle że rozłożonych na cztery dni zamiast pięciu. Drugi wariant to realna redukcja – mniej godzin przy tej samej pensji.
To właśnie drugi model testują Polska, Niemcy i Wielka Brytania. On budzi największy opór pracodawców, a zarazem przynosi najbardziej przekonujące wyniki. Różnica między kompresją a redukcją jest zasadnicza i decyduje o tym, z którą reformą faktycznie mamy do czynienia.
Sceptycyzm jest zrozumiały. Jak firma ma wygenerować tę samą wartość w mniejszej liczbie godzin? Badania wskazują na kilka mechanizmów: redukcja bezproduktywnych spotkań (w niemieckim pilotażu firmy ograniczyły je o 60 procent), usprawnienie procesów wewnętrznych i – paradoksalnie – wyższy poziom skupienia u pracowników, którzy wiedzą, że mają mniej czasu i lepiej z niego korzystają. Coś jak sprint zamiast joggingu.
Czy Polacy są gotowi?
Polska specyfika rynku pracy nie ułatwia zadania. Badania SWPS wskazują na wysokie oczekiwania pracowników wobec większej elastyczności, ale pracodawcy podchodzą do zmian z mieszanymi uczuciami. Branże oparte na ciągłości usług – ochrona zdrowia, logistyka, produkcja przemysłowa – mają uzasadnione trudności z wdrożeniem modelu, który zakłada dzień wolny dla wszystkich naraz.
Pytania dotyczą też sektora małych i średnich firm, które stanowią kręgosłup polskiej gospodarki. Czy model sprawdzony w korporacjach technologicznych z Zachodu da się przeszczepić do warsztatu samochodowego albo regionalnego zakładu produkcyjnego? Program pilotażowy ma po części odpowiedzieć właśnie na to pytanie.
Polski rynek pracy ma też specyfikę, której nie da się pominąć. Ośmiogodzinny dzień pracy obowiązuje w Polsce od 107 lat, a wolne soboty wprowadzono ponad 50 lat temu. Każda z tych zmian wymagała dekad debat, oporu i przekonywania. Pytanie, czy tym razem cykl przyspieszył, pozostaje otwarte.

Co wyniki powiedzą nam o Polsce
Po zakończeniu pilotażu, najpóźniej do 15 maja 2027 roku, pracodawcy zobowiązani są złożyć szczegółowe raporty końcowe wraz z ankietami pracowniczymi do ministerstwa. Na podstawie tych danych rząd zdecyduje, czy i w jakim zakresie zmienić Kodeks pracy. Warto podkreślić, że to nie będzie zwykłe podsumowanie satysfakcji – program wymaga mierzalnych wskaźników: kosztów operacyjnych, efektywności i dobrostanu załogi.
Eksperyment ma szansę dać odpowiedź na pytanie, które krążyło w europejskich debatach od lat: czy skrócony tydzień pracy działa tylko w firmach technologicznych z Zachodu, czy można go wdrożyć w środkowoeuropejskiej gospodarce opartej w dużej mierze na przemyśle i usługach. Polska – z 38,9-godzinnym tygodniem pracy – jest pod tym względem interesującym przypadkiem.
John Maynard Keynes, przewidując w 1930 roku, że wnuki jego pokolenia będą pracować po 15 godzin tygodniowo, stwierdził, że zmierzamy do celu naszego przeznaczenia szybciej, niż zdajemy sobie sprawę. Pomylił się o kilka dziesięcioleci – być może jednak słusznie wyznaczył kierunek.
Źródła:
EUobserver
Gov.pl
DLA Piper
Careers in Poland
4dayweek.io
Fortune
1 komentarz
Czterodniowy tydzień pracy brzmi świetnie na papierze, ale dla małych firm oraz jednoosobowych działalności to utopia. Kto zapłaci za dodatkowe etaty tam, gdzie praca musi być wykonywana ciągle? W małym biznesie i usługach nikt nie skróci nam terminów ani nie obniży kosztów. Taki pomysł to luksus głównie dla wielkich korporacji.