Nvidia i Super Micro w cieniu afery: przemyt chipów do Chin
W poniedziałek, 24 sierpnia, tajwańska prokuratura w portowym Keelung ogłosiła coś, co jeszcze niedawno wydawało się niemal niemożliwe – oskarżyła dziewięć osób, w tym pracowników lokalnych biur Nvidii i Super Micro, o zorganizowanie przemytu zaawansowanych serwerów AI do Chin. To jedna z najpoważniejszych, jak dotąd, spraw dotyczących nielegalnego handlu układami AI na wyspie, która produkuje większość najbardziej zaawansowanych chipów świata.
Jak działał proceder
Zgodnie z aktem oskarżenia cały proceder opierał się na sfałszowanych dokumentach użytkownika końcowego. 130 serwerów Super Micro, wyposażonych w zaawansowane układy Nvidia B300, miało formalnie trafić do centrum danych na Tajwanie. W rzeczywistości firma obsługująca ten obiekt nie dysponowała ani mocą elektryczną, ani przepustowością, by pomieścić taką liczbę maszyn.
Ze wszystkich zamówionych urządzeń 74 trafiły ostatecznie do chińskich odbiorców – częściowo bezpośrednio, częściowo przez Indonezję, Japonię i Hongkong. Pozostałych 56 miało popłynąć do firmy w Japonii, ale tajwańscy celnicy wychwycili nieprawidłowości w dokumentacji i zatrzymali przesyłkę, zanim opuściła wyspę.
Śledztwo ustaliło, że początki procederu sięgają lutego 2025 roku, gdy dwaj mężczyźni z firmy Flying Tiger Technology uzyskali pozycję na białej liście zatwierdzonych nabywców i znaleźli pierwszego chińskiego kontrahenta. W kolejnych miesiącach skala operacji rosła, aż do zamówienia partii 130 serwerów, która ostatecznie ściągnęła uwagę tajwańskich celników na cały łańcuch dostaw.

Kto figuruje w akcie oskarżenia
Wśród oskarżonych prokuratura wymienia menedżera ds. dystrybucji z tajwańskiego biura Nvidii oraz dwóch menedżerów sprzedaży z tajwańskiego oddziału Super Micro, a do tego prezesa autoryzowanego dystrybutora sprzętu. Proceder angażował niemal każde ogniwo lokalnego łańcucha dostaw:
- dystrybutora, który formalnie nabywał serwery od producenta,
- operatora centrum danych, mającego je rzekomo przechowywać na miejscu,
- firmę zajmującą się odprawą celną i logistyką,
- pośrednika handlowego, poszukującego nabywców w Chinach.
Śledczy twierdzą, że mężczyzna kierujący firmą Flying Tiger Technology, wciąż poszukiwany, zarobił na odsprzedaży 74 serwerów ponad 21 milionów dolarów. W osobnym wątku tej samej sprawy inny z oskarżonych miał wystawiać fałszywe faktury, by ukryć przepływ nielegalnych zysków wewnątrz firmy dystrybucyjnej.
Firmy zabierają głos
Nvidia zapewniła, że jej pracownicy mają wszelkie powody, by rzetelnie przestrzegać obowiązujących przepisów, i zadeklarowała współpracę z tajwańskimi władzami w wyjaśnianiu sprawy. Super Micro podkreśliło z kolei, że to dzięki jego własnej współpracy ze śledczymi doszło do zatrzymań, a sama spółka nie jest celem dochodzenia ani nie postawiono jej żadnych zarzutów.
Obie firmy od lat chwalą się rygorystycznymi procedurami zgodności – białymi listami klientów, obowiązkową weryfikacją użytkownika końcowego, kontrolami na miejscu przy większych zamówieniach. Jak więc doszło do tego, że to właśnie ich własni pracownicy znaleźli się w centrum procederu, który te mechanizmy miały wykrywać?
Wzorzec, który się powtarza
Tajwańska sprawa nie jest odosobniona. Pięć miesięcy wcześniej, w marcu, amerykański Departament Sprawiedliwości oskarżył współzałożyciela i członka zarządu Super Micro, Wally’ego Liawa, o kierowanie niemal identycznym procederem wartym około 2,5 miliarda dolarów. Wraz z nim oskarżono dyrektora generalnego tajwańskiego oddziału firmy oraz zewnętrznego pośrednika, który pomagał organizować cały przerzut towaru.
Metody zacierania śladów, jakie opisuje amerykański akt oskarżenia, brzmią niemal jak scenariusz filmu sensacyjnego. Gdy inspektorzy mieli skontrolować magazyn z zakupionymi serwerami, oskarżeni ustawili tam tysiące niedziałających atrap. Nagrania z kamer przemysłowych pokazują, jak jeden z podejrzanych suszarką do włosów odklejał naklejki z numerami seryjnymi z prawdziwych kartonów, by nakleić je na fikcyjny sprzęt.
„Oskarżeni rzekomo fałszowali dokumenty i ustawiali fikcyjny sprzęt, by zmylić kontrolerów” – powiedział James Barnacle Jr., szef nowojorskiego biura FBI, dodając, że ukryli prawdziwą listę klientów za spółką przykrywką. Jak podkreślił John Eisenberg, wiceprokurator generalny ds. bezpieczeństwa narodowego, zaawansowane układy to „owoc amerykańskiej pomysłowości”, a władze nie odpuszczą w egzekwowaniu przepisów eksportowych.
| Element | Sprawa tajwańska | Sprawa amerykańska |
|---|---|---|
| Ogłoszenie zarzutów | 24 sierpnia 2026 | 19 marca 2026 |
| Prowadzący śledztwo | Prokuratura w Keelung | Departament Sprawiedliwości USA |
| Liczba oskarżonych | 9 osób | 3 osoby |
| Skala procederu | 130 serwerów, 74 wysłane do Chin | ok. 2,5 mld dolarów w serwerach |
| Metoda ukrycia | Sfałszowane dokumenty użytkownika | Atrapy serwerów, fałszowane numery |
| Status sprawy | Akt oskarżenia, część sprawców na wolności | Liaw nie przyznaje się do winy |
Dlaczego Tajwan jest na pierwszej linii
Tajwan produkuje dziś ponad 90 procent najbardziej zaawansowanych układów scalonych na świecie, co czyni wyspę zarówno kluczowym ogniwem globalnej gospodarki cyfrowej, jak i najsłabszym punktem systemu kontroli eksportu. To właśnie tutaj krzyżują się interesy amerykańskich producentów, chińskich nabywców i lokalnych pośredników gotowych zarobić na każdej luce w przepisach.
Presja na globalny rynek układów AI jest dziś tak ogromna, że nawet legalne dostawy nie nadążają za popytem – ceny pamięci serwerowej wzrosły w tym roku o kilkadziesiąt procent, a giganci tacy jak Samsung czy SK Hynix mówią o najpoważniejszym niedoborze od 15 lat. W takich warunkach nielegalny kanał sprzedaży do Chin, gdzie najnowocześniejsze układy wciąż są towarem deficytowym, staje się kuszący jak nigdy wcześniej.
System białych list, weryfikacji użytkownika końcowego i inspekcji na miejscu przypomina w praktyce dziurawe sito – szczelne na papierze, ale przepuszczające wszystko, gdy ktoś wewnątrz łańcucha dostaw zdecyduje się zarobić kilkanaście milionów jednym telefonem. Czy jakikolwiek system kontroli nadąży za zyskami idącymi w dziesiątki milionów dolarów?
Waszyngton nałożył ograniczenia na eksport najbardziej zaawansowanych układów AI do Chin jeszcze w 2022 roku, tłumacząc je względami bezpieczeństwa narodowego. Od tego czasu władze i firmy toczą z przemytnikami swoistą grę w kotka i myszkę – każda zamykana luka szybko ustępuje miejsca kolejnej.

Co dalej
Część uczestników opisanego procederu wciąż pozostaje na wolności, w tym mężczyzna, który miał zarobić najwięcej na odsprzedaży serwerów. Amerykański proces Wally’ego Liawa toczy się równolegle – współzałożyciel Super Micro nie przyznał się do winy i, jak dotąd, korzysta z domniemania niewinności przysługującego każdemu oskarżonemu.
Obie sprawy pokazują jednak wyraźnie, że kontrola nad najcenniejszą technologią świata nie kończy się na przepisach eksportowych ani na deklaracjach zgodności – zaczyna się i kończy na ludziach, którzy mają dostęp do towaru wartego fortuny. Ile podobnych przypadków wciąż czeka na ujawnienie?
Źródła:
- Reuters
- Focus Taiwan
- Nikkei Asia
- Unite.AI
- Departament Sprawiedliwości USA
- Bloomberg