Ekologia 27.10.2025

Klimatyczna katastrofa: 90% państw zbojkotowało termin na cele emisyjne

Avatar photo
2 komentarze 5 minut

Listopadowa konferencja klimatyczna COP30 w brazylijskim Belém miała być momentem przełomowym. Organizatorzy nazwali ją „konferencją natury”, bo po raz pierwszy szczyt odbędzie się w regionie Amazonii, symbolicznym sercu płuc naszej planety. Jednak zaledwie kilka tygodni przed jej rozpoczęciem stało się jasne, że świat jest dramatycznie nieprzygotowany. Z 196 sygnatariuszy Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie Zmian Klimatu (UNFCCC) zaledwie około 10 procent złożyło zaktualizowane plany klimatyczne, zwane NDC (Nationally Determined Contributions). Pierwotny termin na złożenie tych zobowiązań minął w lutym 2025 roku, ale został przedłużony do września. Mimo to większość państw, w tym największe gospodarki świata, wciąż milczy. Czy to oznacza, że cel utrzymania globalnego ocieplenia poniżej 1,5 stopnia Celsjusza jest już poza zasięgiem?

NDC to kluczowy mechanizm Porozumienia Paryskiego z 2015 roku. Każde państwo określa w nich swoje cele redukcji emisji gazów cieplarnianych i przedstawia plany działania na kolejną dekadę. W teorii zobowiązania te powinny być na tyle ambitne, by łącznie utrzymać wzrost temperatury globalnej w bezpiecznych granicach. Praktyka jednak znacznie odbiega od teorii. Według International Climate Policy Hub, do 17 października 2025 roku 62 kraje złożyły nowe NDC, w tym Australia, Nigeria, Pakistan, Rosja, Islandia i Etiopia, jednak pokrywają one zaledwie około 30 procent globalnych emisji gazów cieplarnianych. Co z pozostałymi 70 procentami? Brak zobowiązań ze strony Chin, Unii Europejskiej czy Indii pozostawia ogromną lukę w globalnych wysiłkach klimatycznych.

Największe gospodarki zwlekają z decyzjami

Chiny, odpowiedzialne za ponad 30 procent globalnych emisji gazów cieplarnianych, ogłosiły na wrześniowym szczycie klimatycznym ONZ, że do 2035 roku zredukują emisje netto o 7-10 procent w stosunku do poziomów szczytowych. To pierwsza deklaracja Państwa Środka dotycząca całej gospodarki, ale krytycy zwracają uwagę, że nie określono precyzyjnie, kiedy Chiny osiągną swój szczyt emisji. Prezydent Xi Jinping zapewnił, że NDC zostaną formalnie ogłoszone przed COP30, ale brak konkretów budzi obawy. Z kolei Unia Europejska, która dotychczas była liderem w działaniach klimatycznych, zaproponowała podniesienie swojego celu redukcji z 55 do 66-72 procent. Jednak propozycja ta wymaga zgody wszystkich państw członkowskich, co w obecnym klimacie politycznym nie jest pewne. A co z USA? Stany Zjednoczone pod prezydencją Donalda Trumpa zamknęły swój urząd ds. dyplomacji klimatycznej, co stanowi symboliczny krok wstecz w globalnych działaniach.

Sekretarz Generalny ONZ António Guterres na wrześniowym szczycie klimatycznym nazwał obecną sytuację „alarmującą”. „Potrzebujemy nowych planów na 2035 rok, które pójdą znacznie dalej i znacznie szybciej” – powiedział. Guterres podkreślił pięć kluczowych obszarów działania: przyspieszenie przejścia na czystą energię, radykalne ograniczenie emisji metanu, ochrona lasów, cięcia emisji w rolnictwie oraz zwiększenie finansowania klimatycznego dla krajów rozwijających się. Brazylia, gospodarz COP30, zobowiązała się do redukcji wszystkich emisji gazów cieplarnianych o 59-67 procent i zapowiada zakończenie wylesiania do 2030 roku. Czy jednak te deklaracje przełożą się na realne działania? Czas pokaże.

Klimatyczny koszmar już tu jest

W tle tych politycznych gier toczy się prawdziwa katastrofa. Rok 2024 był oficjalnie najcieplejszym rokiem w 175-letniej historii pomiarów, z globalną średnią temperaturą wynoszącą 1,55 stopnia Celsjusza powyżej poziomu przedindustrialnego. To pierwszy raz, kiedy cały rok przekroczył próg 1,5 stopnia, wyznaczony jako granica bezpieczeństwa w Porozumieniu Paryskim. Koncentracja dwutlenku węgla w atmosferze osiągnęła najwyższy poziom w ciągu ostatnich 800 tysięcy lat. Każdy z ostatnich dziesięciu lat był jednym z dziesięciu najcieplejszych w historii. Oceany biją rekordy zawartości ciepła, lodowce topnieją w rekordowym tempie, a poziom mórz rośnie dwukrotnie szybciej niż na początku pomiarów satelitarnych. Co to oznacza dla ludzi? Powodzie w Azji Południowej, pożary w Ameryce Północnej, rekordowe upały w Europie – to tylko przedsmak tego, co czeka nas w przyszłości, jeśli świat nie podejmie radykalnych działań.

WskaźnikDane
Kraje, które złożyły NDC do 17 października 202562
Procent globalnych emisji pokrytych przez złożone NDCokoło 30%
Wzrost temperatury globalnej w 2024 roku1,55°C powyżej poziomu przedindustrialnego
Koncentracja CO₂ w atmosferzenajwyższy poziom w ciągu 800 tysięcy lat

Czy COP30 okaże się punktem zwrotnym, czy kolejną okazją do pustych obietnic? Eksperci z międzynarodowego panelu ds. zmian klimatu (IPCC) szacują, że globalne emisje musiałyby spaść o 43 procent do 2030 roku, aby osiągnąć cel 1,5 stopnia Celsjusza. Tymczasem złożone do tej pory NDC zakładają redukcję zaledwie o 5,9 procent. To gigantyczna przepaść między tym, co jest potrzebne, a tym, co oferują rządy. Świat stoi na rozdrożu: albo podejmie zdecydowane działania teraz, albo będzie zmuszony żyć w świecie o 3 stopnie cieplejszym, gdzie ekstremalne zjawiska pogodowe staną się normą, a miliony ludzi będą musiały opuścić swoje domy. Czas na pusty dyplomatyczny rytuał minął – teraz liczy się tylko realne działanie.

Źródła:

United Nations
Chatham House
IPI Global Observatory
Human Rights Watch
WMO

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Kiedy zaczynam pisać, wtedy czuję, że żyję. Ukończyłam polonistykę i dziennikarstwo, na obu kierunkach uzyskałam tytuł magistra. Przez dwa lata studiowałam też kulturoznawstwo. Staram się kierować dewizą "faktom na usługach, opinii w ryzach" - zgodnie z zasadami Ryszarda Kapuścińskiego.

2 komentarze

  1. KlimatRealista pisze:

    To co naprawdę przygnębia w tym wszystkim to ta przepaść między tym, co jest potrzebne, a tym, co państwa faktycznie oferują. Potrzeba 43 procent redukcji emisji do 2030 roku, a złożone plany dają zaledwie 5,9 procent. To nie jest już kwestia dyskusji o tym, czy zmiany klimatu są realne, bo jak mówi artykuł – rok 2024 był najcieplejszy w historii i przekroczyliśmy już próg 1,5 stopnia. Najbardziej frustrujące jest to, że największe gospodarki jak Chiny, UE czy USA ciągle zwlekają lub wycofują się z działań. Czytałem niedawno raport IPCC i tam jasno mówią, że okno czasowe się zamyka. Za kilka lat nie będzie już możliwości powstrzymania najgorszych skutków. A tymczasem politycy na kolejnych szczytach gadają i gadają, podczas gdy ludzie w Azji giną w powodziach, a Europa się pali latem.

  2. eco pisze:

    Te coroczne konferencje klimatyczne to już taki teatrzyk dla mediów. Wszyscy się spotykają, robią sobie zdjęcia, składają obietnice, a potem wraca się do interesu jak zwykle. Te NDC to papierek, który nic nie znaczy jeśli nie ma mechanizmów egzekucji. Chiny mówią o redukcji „netto” ale nie podają kiedy osiągną szczyt emisji, UE nie może się dogadać między sobą, USA zamknęły biuro klimatyczne. A my zwykli ludzie mamy segregować śmieci i jeździć elektrycznymi samochodami żeby ratować planetę, podczas gdy te wielkie korporacje emitują więcej niż całe kraje. Szkoda tylko że ten artykuł nie wspomina ile CO2 wygenerowało przelecenie wszystkich tych delegacji do Brazylii.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *