Ekologia 16.06.2026

Super El Niño 2026: pogoda, ceny i wakacje staną na głowie

Avatar photo
1 komentarz 9 minut

Jeszcze wiosną meteorolodzy mówili o scenariuszu jeden na cztery. Dziś nie pytają już, czy nadejdzie kolejne El Niño, lecz jak potężne się okaże. Światowa Organizacja Meteorologiczna ocenia prawdopodobieństwo jego rozwoju do listopada na ponad 90 procent, a modele zgodnie wskazują na anomalię, która może pobić wszystkie dotychczasowe rekordy pomiarów. Stawką nie są przy tym wyłącznie upalne wakacje, lecz ceny żywności, stabilność rolnictwa i kondycja lasów łagodzących skutki globalnego ocieplenia.

Z 25 do 90 procent w kilka tygodni

El Niño to ciepła faza naturalnego cyklu na Oceanie Spokojnym, która powraca co dwa do siedmiu lat i zwykle trwa od dziewięciu do dwunastu miesięcy. Tym razem nakłada się jednak na rozgrzaną już atmosferę, w której rok 2024 zamknął się rekordowym odczytem 1,55 stopnia Celsjusza powyżej poziomu przedprzemysłowego. To różnica jak między dolaniem oliwy do letniej patelni a do takiej, która i tak już skwierczy.

Tempo, w jakim rosły kolejne prognozy, robi wrażenie. NOAA 11 czerwca wydała oficjalny komunikat (El Niño Advisory), potwierdzając, że zjawisko już się rozpoczęło, a jego siła ma narastać aż do zimy. Amerykańska agencja szacuje przy tym szanse na 63 procent, że tegoroczne El Niño okaże się „bardzo silne” – w żargonie klimatologów to tak zwane super El Niño, czyli anomalia przekraczająca dwa stopnie Celsjusza.

Sekretarz generalny ONZ António Guterres nie owijał w bawełnę. „Warunki El Niño doleją paliwa do ognia rozgrzanego świata. Skutki uderzą jeszcze mocniej, sięgną jeszcze dalej i z niszczycielską prędkością przekroczą granice państw” – ostrzegł. Słowa te padły w kontekście aktualnych prognoz, a nie jako luźna zapowiedź, co tylko podkreśla wagę sytuacji.

Co mówią liczby

Europejskie Centrum Prognoz Średnioterminowych (ECMWF) przedstawiło modele, według których temperatura powierzchni morza w kluczowym regionie centralnego Pacyfiku może wzrosnąć do grudnia o trzy stopnie Celsjusza powyżej średniej, a w skrajnych scenariuszach nawet o ponad cztery. Jeśli prognoza się sprawdzi, obecna anomalia z dużym zapasem przebije dwóch dotychczasowych rekordzistów.

OkresSzczytowa anomaliaCharakterystyczne skutki
1997/1998ok. +2,4°Crekordowe susze i powodzie na kilku kontynentach
2015/2016ok. +2,6°Csusza w Etiopii, niedobory wody w Portoryko
2023/2024wśród pięciu najsilniejszychrok 2024 najgorętszym w historii pomiarów
2026/2027prognoza +3°C, skrajnie ponad +4°Cspodziewane przekroczenie wszystkich rekordów

Warto pamiętać, że pełnia skutków zwykle przychodzi z opóźnieniem. WMO zwraca uwagę, że wpływ El Niño na globalne temperatury bywa najsilniejszy w drugim roku po rozwinięciu się zjawiska. Innymi słowy, choć lato 2026 zapowiada się ekstremalnie, planeta może odczuć cieplną kumulację dopiero w 2027 roku. To zła wiadomość dla tych, którzy liczyli, że burza przejdzie szybko.

Katastrofalne niedobory wody i spieczona słońcem, popękana gleba to brutalna rzeczywistość regionów, w które anomalie pogodowe uderzają najmocniej, paraliżując lokalne rolnictwo.

Gdzie uderzy najmocniej

Skutki super El Niño rozkładają się po globie nierównomiernie, choć latem przeważać mają temperatury powyżej normy niemal wszędzie. Regionalne centra klimatyczne przewidują osłabienie monsunu w Azji Południowej oraz susze w Ameryce Środkowej i w północnej części Półwyspu Somalijskiego. Na Pacyfiku ciepła woda będzie napędzać niszczycielskie huragany, jednocześnie hamując ich powstawanie nad Atlantykiem.

Historia pokazuje, że to nie są abstrakcyjne ostrzeżenia. Anomalia z lat 2015–2016 przyczyniła się do rekordowo intensywnego sezonu huraganów na środkowym północnym Pacyfiku, dotkliwych niedoborów wody w Portoryko oraz głębokiej suszy w Etiopii, która uderzyła w miliony ludzi zależnych od rolnictwa. Te wydarzenia są dziś podręcznikowym przykładem tego, jak odległy od Europy fenomen potrafi wstrząsnąć życiem na drugim końcu świata.

Sekretarz generalna WMO Celeste Saulo podkreśliła wymiar praktyczny tych prognoz. „Musimy przygotować się na potencjalnie silne El Niño, które nasili susze i ulewne deszcze oraz zwiększy ryzyko fal upałów zarówno na lądzie, jak i w oceanie” – stwierdziła. Świat ma więc twardy orzech do zgryzienia, bo przygotowania trzeba prowadzić, zanim anomalia osiągnie szczyt, a nie po fakcie.

Europa nie jest bezpieczną przystanią

Czy Europa, leżąca daleko od centrum zjawiska, może czuć się bezpieczna? Analizy historyczne mówią, że niezupełnie. Silne anomalie ENSO wiązano w przeszłości z falami upałów, suszami, pożarami lasów oraz gwałtownymi powodziami w różnych częściach kontynentu. Przekłada się to wprost na zagrożenie europejskiego rolnictwa, a w dalszej kolejności na dostępność i ceny żywności w sklepach.

Skala potencjalnych strat jest niebagatelna. Według analizy Światowego Forum Ekonomicznego nadchodzące El Niño to nie tyle pojedyncze zdarzenie pogodowe, ile systemowy wstrząs uderzający równocześnie w systemy żywnościowe, rynki energii i finanse publiczne. Dla porównania – poprzednie super El Niño z lat 1982–1983 oraz 1997–1998 odpowiadały za globalne straty dochodów szacowane na 4,1–5,7 biliona dolarów.

Pożary przesuszonych lasów tworzą bezlitosne sprzężenie zwrotne – niszczą zielone płuca planety i uwalniają do atmosfery gigantyczne, zmagazynowane dotąd ładunki węgla.

Wakacje w czasach klimatycznej ruletki

Dla branży turystycznej i samych podróżnych zmiana klimatu przestaje być tematem konferencji, a staje się elementem planowania urlopu. Tradycyjne ubezpieczenia rzadko rekompensują koszty wyjazdu zepsutego przez falę upałów czy anomalię pogodową, o ile nie towarzyszą jej oficjalne komunikaty rządowe odradzające podróż. Turysta zostaje więc często sam na sam z kapryśną aurą.

Rynek zaczyna się dostosowywać. Coraz większą popularność zyskują tak zwane coolcations, czyli wyjazdy w chłodniejsze rejony świata, oraz podróże poza sezonem. Pojawiają się też nowe produkty: firmy takie jak Sensible Weather czy linie lotnicze JetBlue testują systemy oferujące zwrot pieniędzy, jeśli w trakcie urlopu spadnie więcej deszczu, niż zakładały historyczne normy dla danego kierunku.

Elastyczność i wiedza o pogodzie stają się więc równie ważnym elementem bagażu co paszport. Czy wybrany kierunek i termin naprawdę wytrzymają próbę roku, w którym pogoda gra według zupełnie nowych zasad?

Lasy – ostatni bezpiecznik klimatu

Tu pojawia się wątek, który w doniesieniach o El Niño bywa pomijany, a jest kluczowy. Klimatu nie da się ustabilizować bez zatrzymania wycinki lasów, zwłaszcza tropikalnych. Lasy działają jak gigantyczna klimatyzacja planety: pochłaniają dwutlenek węgla, chłodzą powierzchnię i napędzają obieg wody. Gdy znikają, uwalniają zmagazynowany węgiel i przestają tłumić ocieplenie, które El Niño dodatkowo podkręca.

Sprzężenie zwrotne jest tu bezlitosne. El Niño zmniejsza opady nad lasami deszczowymi i sprzyja przesuszeniu, co osłabia drzewa. Osłabiony, przerzedzony las gorzej pochłania węgiel, a jego część zaczyna go wręcz emitować. Im więcej wycinki, tym niżej położony jest klimatyczny punkt krytyczny, po przekroczeniu którego procesy stają się nieodwracalne.

Liczby z Amazonii nie pozostawiają złudzeń. Las ten magazynuje od 150 do 200 miliardów ton węgla, a w ciągu ostatnich 40–50 lat utracono około 17 procent jego powierzchni. Naukowcy szacują, że wycięcie jednej piątej puszczy może przekroczyć punkt krytyczny i uwolnić ponad 90 miliardów ton CO₂, czyli mniej więcej dwuipółkrotność rocznych globalnych emisji z paliw kopalnych, zamieniając las w sawannę.

Nowe badania opublikowane w 2026 roku w czasopiśmie „Nature” pokazują, jak wiele zależy od samej wycinki. Bez uwzględnienia wylesiania próg destabilizacji Amazonii leży przy ociepleniu rzędu 3,7–4,0 stopnia. Gdy jednak dołożyć realną skalę wycinki, ryzyko obejmuje już od 62 do 77 procent powierzchni lasu przy ociepleniu zaledwie 1,5–1,9 stopnia. Różnica decyduje o tym, czy próg przekroczymy za dekady, czy za kilka lat.

Problem nie kończy się na Ameryce Południowej. Z analiz opublikowanych na początku 2026 roku wynika, że lasy Afryki po 2010 roku zmieniły się z pochłaniacza węgla w jego źródło, a południowo-wschodnia część Amazonii emituje już więcej dwutlenku węgla, niż jest w stanie pochłonąć. Brazylijski klimatolog Carlos Nobre od lat powtarza, że z wycinką trzeba skończyć natychmiast, bo nie istnieje żaden zapasowy plan dla planety.

Intensywne pozyskanie drewna oraz osłabienie drzewostanów przez susze sprawiają, że europejskie i polskie lasy w zastraszającym tempie tracą swoją rolę naturalnego pochłaniacza CO₂.

Bliżej domu, czyli Europa i polskie lasy

Nie trzeba lecieć do Amazonii, by zobaczyć słabnący las. Według Europejskiej Agencji Środowiska unijne lasy i grunty pochłonęły w 2023 roku netto około 198 milionów ton CO₂, a w ciągu dekady zdolność tego pochłaniacza spadła o blisko 30 procent. Wśród przyczyn wymienia się nasiloną wycinkę, coraz częstsze pożary, susze i gradacje szkodników, a także starzenie drzewostanów. To ostatnie nie znaczy, że stare lasy są gorsze – chodzi o to, że dojrzałe drzewa przyrastają wolniej i wiążą mniej nowego CO₂ rocznie, choć w pniach, korzeniach i glebie wciąż trzymają ogromny węgiel zgromadzony przez dekady.

Polska nie jest wyjątkiem. Rodzime lasy magazynują ponad miliard ton węgla i wciąż pochłaniają rocznie około 40 milionów ton CO₂, ale ich możliwości topnieją. Krajowy Raport Klimatyczno-Rozwojowy z 2024 roku, oparty na danych Banku Światowego, wskazuje, że lasy w zarządzie Lasów Państwowych tracą rolę pochłaniacza, głównie z powodu wieku drzewostanów. Do tego dochodzi monokultura sosny na blisko 70 procentach powierzchni oraz świerk masowo wybijany przez kornika.

Czy zatem sadzenie nowych drzew w miejsce wyciętych rozwiązuje problem? I tak, i nie. Młody las potrzebuje dekad, by zgromadzić tyle węgla, ile mieścił dojrzały drzewostan, a szybko rosnące monokultury jałowią glebę i drenują wodę. Eksperci Polskiej Akademii Nauk przypominają, że nasadzenia są pożyteczne, lecz nie zastąpią ani ochrony starych lasów, ani redukcji emisji z paliw kopalnych. Kontrola NIK z 2024 roku oceniła zresztą, że dekada działań adaptacyjnych w polskim leśnictwie została w dużej mierze zmarnowana.

Co dalej

Super El Niño 2026 nie jest prognozą rodem z katastroficznego filmu, lecz scenariuszem, pod którym podpisują się dziś WMO, NOAA i ECMWF. Nie da się go odwołać, można jednak ograniczyć jego skutki: przygotowaniem rolnictwa, rozsądnym planowaniem podróży i, przede wszystkim, ochroną lasów, które pozostają jednym z nielicznych bezpieczników globalnego klimatu.

Źródła:

National Geographic Polska
Live Science
Science Alert
Euronews
Nature
NOAA
World Resources Institute
Europejska Agencja Środowiska
Bank Światowy
Najwyższa Izba Kontroli
Lasy Państwowe
Polska Akademia Nauk

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Z zawodu jestem grafikiem komputerowym. Sporą część mojego czasu poświęcam zagadnieniom związanym z historią, polityką, kulturą i sztuką. W gronie moich zainteresowań jest też ogrodnictwo i przyroda - prawdziwe inspiracje można znaleźć w pięknie natury.

1 komentarz

  1. woda pisze:

    Zostaje mi w głowie więcej niż się spodziewałem.Tekst był wyjątkowo przystępny. Doceniam brak zbędnych ozdobników. Warto mieć taki blog pod ręką, kiedy ma się przesyt informacji, a szuka się czegoś bardziej osobistego ale i konkretnego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *