Filozofia 14.06.2026 Zaktualizowano: 16.06.2026

Stary kontynent, nowe zagrożenia – filozofia demokracji wraca

Avatar photo
1 komentarz 6 minut

Europa od kilku lat zmaga się z czymś więcej niż tylko doraźnymi kryzysami politycznymi. W maju 2026 roku na wiedeńskim placu Judenplatz – symbolicznym sercu europejskiej pamięci – padły słowa, które brzmią jak filozoficzny rachunek sumienia dla całego kontynentu i każdego z jego mieszkańców.

Anne Applebaum, polsko-amerykańska historyczka i laureatka Nagrody Pulitzera, wygłosiła coroczne przemówienie cyklu „A Speech to Europe” pod tytułem „The European Moment”. Jej teza jest prosta, lecz niepokojąca: Europa ma swoją historyczną chwilę – tyle że większość Europejczyków jeszcze tego nie wie.

Przemówienie na tle historii

Cykl „A Speech to Europe” zainicjowała fundacja ERSTE w 2019 roku właśnie po to, by zakotwiczać europejską ideę w debacie publicznej. Poprzedni mówcy – m.in. historyk Timothy Snyder oraz ukraińska działaczka Ołeksandra Matwiejczuk – snuli narracje o kruchości porządku zbudowanego po 1945 roku. Applebaum przesuwa jednak akcent: nie tylko pyta, co można stracić, ale też wskazuje, czego Europa jeszcze nie zrobiła, by to ochraniać.

Wybór miejsca nie jest przypadkowy. Plac Judenplatz w Wiedniu, z pomnikiem upamiętniającym żydowskie ofiary Holokaustu, stanowi skondensowany symbol europejskiej historii – tej tragicznej i tej, która mogła się powtórzyć, gdyby nie instytucje zbudowane z powojennego gruzu. To tu Applebaum postawiła pytanie, które filozofowie polityki zadają od dziesięcioleci w zupełnie innym kontekście: czy instytucje demokratyczne mogą przeżyć własny sukces?

Filozofia demokracji kontra filozofia wroga

Serce przemówienia Applebaum stanowi analiza pewnego paradoksu. Instytucje liberalne – praworządność, niezależne sądy, wolna prasa, mechanizmy konsensusu – działały na tyle skutecznie przez osiem dekad, że Europejczycy przestali je traktować jako wynik ciężkiej pracy i trudnych kompromisów. Zaczęli uważać je za coś naturalnego, za swego rodzaju tło, które „po prostu istnieje”.

To właśnie ten rodzaj politycznej amnezji otwiera przestrzeń dla idei, które zdawały się zdyskredytowane na dobre. Applebaum wskazuje tu na Carla Schmitta – niemieckiego prawnika i teoretyka polityki, który wstąpił do NSDAP w 1933 roku. W swym dziele „Pojęcie polityczności” z 1932 roku Schmitt uznał, że istotą polityki jest rozróżnienie na przyjaciela i wroga.

Liberalna polityka – nastawiona na konsensus, kompromis i zarządzanie różnicami – była dla Schmitta zwykłym oszustwem. Dziś, jak podkreśla Applebaum, ta sama logika powraca w ustach europejskich polityków, którzy mówią o „zdegenerowaniu” demokracji lub „słabości” liberalizmu – posługując się językiem rodem z lat trzydziestych.

Gdy do głosu wraca archaiczne rozumienie suwerenności, a demokratyczny kompromis ustępuje miejsca filozofii wroga, ostatecznym argumentem staje się naga siła.

Powrót zdyskredytowanych idei

Czy jest coś bardziej niepokojącego niż renesans filozofii politycznej, która w swoim czasie służyła jako intelektualne uzasadnienie dla totalitaryzmu? Applebaum wymienia kilka nurtów, które wracają do obiegu w europejskiej – i szerzej, zachodniej – debacie politycznej:

  • Nacjonalizm etniczny, zakładający, że narody są lepsze, kiedy są „czystsze”, niezależnie od tego, jak się ową czystość definiuje.
  • Teokracja i dominionizm, czyli przekonanie, że jedynie społeczeństwo zarządzane przez Kościół jest prawdziwie dobre.
  • Archaiczne rozumienie suwerenności, oddające pełnię władzy jednostce lub partii, której z definicji nie można krytykować.
  • Systemowe podważanie faktów i zastępowanie dziennikarstwa propagandą.
  • Tworzenie kozłów ofiarnych – mniejszości, na które zrzuca się winę za gospodarcze i społeczne bolączki.

Każdy z wymienionych nurtów, jak zauważa historyczka, był już gdzieś przetestowany – i każdy zakończył się katastrofą. Niezależnie od tego, czy ruch podawał się za lewicowy, prawicowy, narodowy czy religijny, ostateczny rachunek historyczny okazywał się zawsze taki sam.

Kiedy infrastruktura demokracji należy do kogoś innego

Applebaum nie zatrzymuje się jednak na diagnozie ideologicznej. Jej przemówienie przesuwa się w kierunku filozofii suwerenności w epoce cyfrowej – i tutaj dotyka sprawy, o której europejskie media rzadko mówią w kategoriach filozoficznych. Historyczka stawia prowokacyjną tezę: można mieć własne wybory i odrębny system prawny, a mimo to utracić kontrolę nad sferą publiczną.

Cyfrowa infrastruktura demokratycznej debaty – platformy mediów społecznościowych, chmury obliczeniowe, algorytmy rekomendacji – w przeważającej mierze należy do podmiotów spoza Europy. Odpowiada przed prywatnymi interesami i jest projektowana bez udziału europejskich obywateli.

W takim układzie formalna niezależność polityczna, bez suwerenności informacyjnej, staje się czymś na kształt pustej fasady. Kilka tygodni po tym przemówieniu Komisja Europejska zaprezentowała pakiet „suwerenności technologicznej”, obejmujący ograniczenia dostępu do wrażliwych kontraktów rządowych dla podmiotów niespełniających unijnych kryteriów.

Polityczna amnezja, systemowe podważanie faktów i utrata kontroli nad sferą informacyjną to prosta droga do zakneblowania wolności obywatelskich.

Lekcja z Europy Środkowej i Wschodniej

Jest w tej narracji wymiar szczególnie ważny dla czytelników z Polski i regionu. Applebaum – która przez lata mieszkała w Warszawie i dobrze zna specyfikę postkomunistycznej transformacji – podkreśla, że Rosja zaatakowała Ukrainę nie tylko po to, by zniszczyć ukraińską państwowość, lecz by udowodnić, iż traktaty są bez wartości, sojusze są słabe, a brutalna siła nadal decyduje o losach narodów.

Hybryda zagrożeń – militarnych, cybernetycznych, informacyjnych – rozciąga rosyjskie wpływy od Morza Bałtyckiego po Morze Śródziemne i afrykański Sahel. Polska, jako kraj graniczący z Ukrainą, doświadcza tego procesu wyjątkowo bezpośrednio. Filozoficzny punkt Applebaum jest jednak szerszy: zagrożenie demokracji nie przychodzi tylko z zewnątrz, lecz wyrasta też z wewnątrz – z powolnego zapominania, po co w ogóle zbudowano te instytucje.

Co może Europa?

Applebaum nie kończy diagnozą kryzysu. Proponuje też kierunek działania, który jest zarazem filozoficznym wyborem: odbudowę infrastruktury demokratycznej debaty, tworzenie europejskich alternatyw technologicznych, zmianę reguł zarządzania platformami w taki sposób, by użytkownicy odzyskali kontrolę nad własnymi danymi i algorytmami. Powołuje się na przykłady Francji i Tajwanu jako krajów, które zaczęły już taką współpracę.

„Jeśli infrastruktura demokratycznej debaty należy do kogoś innego, jest zarządzana poza Europą i odpowiada przed prywatnymi interesami, to formalna niezależność staje się bez znaczenia” – stwierdziła historyczka w Wiedniu. To zdanie dobrze oddaje, jak głęboki jest dziś filozoficzny problem europejskiej samorządności.

Wartość przemówienia Applebaum polega właśnie na tym, że nie pozwala sprowadzić tych kwestii wyłącznie do sfery geopolityki czy technologii. Pyta o coś głębszego: czy demokratyczne społeczeństwa są w stanie bronić wartości, w które deklaratywnie wierzą, kiedy naprawdę jest to wymagane – i zanim będzie za późno.

Źródła:

ERSTE Foundation
Institute for Human Sciences (IWM Vienna)
Wiener Festwochen
The Atlantic
Vindobona.org

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Z zawodu jestem grafikiem komputerowym. Sporą część mojego czasu poświęcam zagadnieniom związanym z historią, polityką, kulturą i sztuką. W gronie moich zainteresowań jest też ogrodnictwo i przyroda - prawdziwe inspiracje można znaleźć w pięknie natury.

1 komentarz

  1. hanna z. pisze:

    Współczesne wyzwania geopolityczne i społeczne zmuszają Europę do ponownej, głębokiej refleksji nad swoimi fundamentami. Powrót do filozofii demokracji przestaje być tylko akademicką dyskusją, a staje się próbą odpowiedzi na realne zagrożenia. Stary Kontynent szuka balansu między wolnością a bezpieczeństwem a to jest w obecnych czasach niezwykle duże wyzwanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *