Bałtyk podrzucił Polsce rosyjski sekret. Co skrywa dron z Rusinowa?
Około godziny 2:20 w nocy z wtorku na środę żołnierze ręcznie załadowali na ciężarówkę drona znalezionego na plaży w Rusinowie koło Jarosławca i wywieźli go na teren wojskowy. W środę prokuratura ujawniła, że bezzałogowiec miał głowicę bojową odłamkowo-burzącą, a według wstępnych ustaleń to rosyjska Gerbera 2. Nazwa brzmi niewinnie, bo gerbera kojarzy się raczej z bukietem niż z wojskiem.
Znalezisko, które dopłynęło pod okiem marynarzy
O znalezisku poinformował w poniedziałek wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Wojsko podjęło drona z morza w rejonie plaży w Rusinowie, a wstępne oględziny wskazały na wojskowy bezzałogowiec pochodzący z Rosji. Rzecznik Dowództwa Operacyjnego ppłk Jacek Goryszewski wyjaśniał, że dryfujący obiekt zauważyła motorówka hydrograficzna Marynarki Wojennej, a dron dopłynął do brzegu pod jej obserwacją.
Skąd maszyna wzięła się przy polskim wybrzeżu? Wojsko podkreślało, że od końca lipca polskie systemy nie odnotowały naruszenia przestrzeni powietrznej. Dron najpewniej przydryfował więc z wód międzynarodowych. Jeszcze w poniedziałek szef MON napisał, że coraz więcej danych wskazuje na nowy model Gerbery utracony przez Rosjan. Zaapelował też o wyjątkową ostrożność w komentarzach i analizach.
Okolica znaleziska ma dla wojska szczególne znaczenie. Rusinowo leży około 40 km od Słupska, niedaleko poligonu Sił Powietrznych w Wicku Morskim. Prof. Piotr Mickiewicz z Uniwersytetu Gdańskiego zwracał uwagę w Polsat News na pobliskie poligony, gdzie ćwiczy się obronę przed desantem. Wskazał też, że nieopodal przebiega kabel energetyczny łączący Polskę ze Szwecją.
Od chemików do głowicy bojowej
Służby postanowiły dmuchać na zimne. Wyznaczono strefę bezpieczeństwa o promieniu do 300 metrów, a do zabezpieczenia drona użyto policyjnego robota. W poniedziałek około godz. 17 maszynę przymocowywano do podłoża, żeby fale nie zniosły jej z powrotem do morza.
Zastępca komendanta Żandarmerii Wojskowej w Ustce mjr Tomasz Dawidowicz tłumaczył, że przy takim znalezisku kolejność działań wyznaczają procedury, a służby będą pracować „do skutku”. Plan wyglądał następująco:
- najpierw chemicy sprawdzają, czy obiekt nie jest radioaktywny i nie grozi skażeniem,
- potem pirotechnicy badają wszystkie elementy pod kątem materiałów wybuchowych,
- następnie technicy kryminalistyki prowadzą oględziny pod nadzorem prokuratora,
- na końcu dron trafia do dalszych badań.
We wtorek rano ppłk Dariusz Rozkosz, rzecznik Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej, przekazał, że wykluczono zagrożenie chemiczne, radiologiczne i biologiczne. Z pirotechniką było trudniej. Jak ustalił reporter RMF FM, poszycie drona nie przepuszczało promieniowania rentgenowskiego, a wojskowi chcieli zbadać maszynę w całości. Tak dobrze zachowany dron wojskowy to bowiem rzadki łut szczęścia.
We wtorek wieczorem na miejscu pojawiły się dwa śmigłowce Black Hawk. W środę prokuratura ujawniła, że dron miał głowicę bojową odłamkowo-burzącą z zapalnikiem. Specjaliści oddzielili ją od bezzałogowca i ze względów bezpieczeństwa wysadzili jeszcze we wtorek wieczorem na plaży. Pozbawioną głowicy maszynę wojsko przewiozło na teren wojskowy, gdzie czekają ją szczegółowe oględziny. Według wstępnych ustaleń śledczych to rosyjska Gerbera 2.
Pierwsze informacje wyglądały inaczej. W poniedziałek szef MON oceniał, że dron nie ma cech uzbrojenia i ma więcej cech zwiadowczych niż bojowych. RMF FM informowało z kolei nieoficjalnie o niewielkim ładunku przeznaczonym do autodestrukcji. Późniejsze oględziny wykazały jednak obecność głowicy bojowej.
Oględziny prowadził prokurator z działu do spraw wojskowych Prokuratury Rejonowej Szczecin-Niebuszewo. Nowe ustalenia przekazał w środę płk Bartosz Okoniewski, zastępca prokuratora okręgowego ds. wojskowych w Poznaniu. Śledztwo dotyczy sprowadzenia niebezpiecznego zdarzenia w postaci eksplozji materiałów wybuchowych, które mogło zagrozić życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu dużej wartości. Drugi wątek to nielegalne przekroczenie granicy państwa przez statek powietrzny.
Kalendarium wydarzeń
| Dzień | Co się wydarzyło |
|---|---|
| Niedziela, 13 września | Rosyjski dron trafia w lokomotywę pociągu Kijów–Warszawa 2 km od granicy. Według MON dron z Rusinowa mógł wtedy lecieć nad Litwą. |
| Poniedziałek, 14 września | Wojsko podejmuje drona z morza w Rusinowie, szef MON wskazuje na rosyjską Gerberę. |
| Wtorek, 15 września | Chemicy wykluczają skażenie, wieczorem saperzy wysadzają oddzieloną od drona głowicę. |
| Środa, 16 września | Około 2:20 dron zostaje wywieziony. Prokuratura podaje, że to Gerbera 2 z głowicą bojową. |
Tania konstrukcja, bezcenna wiedza
Gerbera to najpopularniejszy rosyjski dron-wabik. Ma ściągać na siebie uwagę oraz siły i środki obrony przeciwlotniczej. Część egzemplarzy przenosi jednak niewielkie głowice, a niektóre wykorzystuje się do rozpoznania. Polskie służby znają ten typ maszyn. W nocy z 9 na 10 września 2025 roku polską przestrzeń powietrzną naruszyło, według wstępnych ustaleń, 19 rosyjskich dronów. Wśród szczątków rozpoznano właśnie Gerberę.
| Cecha | Co wiadomo o wcześniejszych wersjach |
|---|---|
| Konstrukcja | styropian i sklejka, są też modele z tworzywa sztucznego |
| Rozpiętość skrzydeł | ok. 2,5 m |
| Długość kadłuba | nieco ponad 2 m |
| Napęd | śmigło i niewielki silnik spalinowy |
| Wyposażenie | kamera wideo i modem do transmisji danych |
| Zasięg | ok. 300 km (szacunek) |
| Koszt wabika | ok. 10–20 tys. dolarów (szacunek) |
Parametry z tabeli, opisywane przez „Polskę Zbrojną” i Interię, dotyczą wcześniejszych wersji, bo szczegółów egzemplarza z Rusinowa nie ujawniono. To właśnie jego nowość budzi największe zainteresowanie. Kosiniak-Kamysz mówił w TVN24, że dron jest pewnie „jeszcze bardziej zaawansowany niż te, które do tej pory mogliśmy analizować”. Podkreślał też wagę znaleziska dla Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Nieoficjalnie RMF FM ustaliło, że poszycie drona nosi rosyjskie napisy, a na nowszą wersję wskazuje wysoki numer boczny. Dla analityków to prawdziwa gratka, coś jak notes z taktyką, który rywal zgubił tuż przed meczem. Nie wszystko da się z niego wyczytać, ale każda strona coś zdradza.
Starożytny chiński strateg Sun Tzu pisał w „Sztuce wojny”: „Jeśli znasz wroga i znasz siebie, nie musisz obawiać się wyniku stu bitew”. Po ponad dwóch tysiącach lat zmieniły się głównie narzędzia. Według RMF FM dzięki bardzo dobremu stanowi maszyny specjaliści będą mogli szczegółowo przeanalizować technologie wykorzystywane przez Rosjan w takim sprzęcie.
Trop prowadzi przez Litwę
We wtorek pojawił się nowy wątek. Po nocnej rozmowie z litewskim ministrem obrony Robertasem Kaunasem szef MON przekazał, że dron mógł w niedzielę przelatywać nad Litwą, gdzie go poszukiwano i próbowano zneutralizować. Potem miał przekroczyć granicę z obwodem królewieckim i najpewniej operować nad Bałtykiem. Przypadkowa zguba czy lot z konkretnym zadaniem? W poniedziałek szef MON zapewniał, że nic nie wskazuje, by maszynę wymierzono w Polskę. Ostateczną odpowiedź ma jednak dać dopiero pełna analiza.
W nocy z poniedziałku na wtorek włoski myśliwiec z misji NATO zestrzelił nad Litwą innego drona, który wleciał od strony Białorusi. Według ministra Kaunasa miał on ładunek wybuchowy, zneutralizowany później przez saperów. Szef włoskiego resortu obrony Guido Crosetto ocenił, że zagrożenie najpewniej pochodziło z Rosji. Według tamtejszych urzędników i mediów to pierwsze zestrzelenie drona w litewskiej przestrzeni powietrznej.
W tle są wydarzenia przy granicy z Ukrainą. W niedzielę rosyjski dron uderzył w lokomotywę pociągu z Kijowa do Warszawy dwa kilometry od przejścia granicznego, ale nikt z 206 podróżnych nie został ranny. Premier Donald Tusk zapowiadał w niedzielę „okres bardzo wzmożonych akcji ze strony rosyjskiej”. Wiceszef MON Cezary Tomczyk mówił z kolei, że Polska jest pod wieloma względami „celem numer jeden” ataków hybrydowych.
Fałszywe zdjęcie i praktyczne wskazówki
Niedługo po odnalezieniu drona w sieci trwała już wojna na obrazki. Jak opisała PAP, krążyły dwa zdjęcia rzekomo tego samego obiektu, a to z białymi napisami i oznaczeniem „540” było fałszywe. Narzędzie Hive Moderation oceniło na 83,5 proc. prawdopodobieństwo, że wygenerowała je sztuczna inteligencja. Wirtualna Polska zauważyła, że fałszywka trafiła nawet do niektórych mediów, w tym TVP.
Kosiniak-Kamysz przekonywał, że Rosji zależy przede wszystkim na sianiu lęku, dlatego zamiast strachu potrzebne jest przygotowanie. Co zrobić, jeśli podczas spaceru plażą natkniemy się na nieznany obiekt? Nie dotykać go ani nie przesuwać, oddalić się i zadzwonić pod numer 112. Rusinowo pokazało, że nawet maszyna, która początkowo nie wyglądała na uzbrojoną, może skrywać głowicę bojową.
Lekcja sprzed 82 lat
Nie pierwszy raz nowoczesna broń przeciwnika trafia w polskie ręce w dobrym stanie. 20 maja 1944 roku niemiecka rakieta V-2 spadła w rozlewiska Bugu niedaleko Klimczyc pod Sarnakami i nie eksplodowała. Żołnierze AK z pomocą miejscowych zamaskowali ją tak dobrze, że szukający jej Niemcy kilkakrotnie przechodzili obok. Rakietę rozdzielono na części i wywieziono wozami ciągniętymi przez konie.
Najważniejsze elementy badali w Warszawie m.in. prof. Janusz Groszkowski, prof. Marceli Struszyński i inż. Antoni Kocjan. W nocy z 25 na 26 lipca 1944 roku w ramach operacji „Most III” pod Tarnowem wylądowała Dakota z 267. Dywizjonu RAF. Koła ugrzęzły w błocie, a załoga rozważała nawet spalenie samolotu. Ostatecznie maszyna wystartowała do bazy w Brindisi, a części rakiety i dokumentacja trafiły potem do Wielkiej Brytanii.
Alianci chcieli wtedy poznać budowę V-2, by przygotować się do obrony przed jej atakami. Dziś, 82 lata później, polskie służby stoją przed podobnym zadaniem, tyle że zamiast rakiety z bagien mają drona z Bałtyku. Dalszy ciąg tej historii rozegra się już nie na plaży, lecz w laboratoriach.
Źródła:
- Polska Agencja Prasowa
- GospodarkaMorska.pl
- TVN24
- Polsat News
- RMF FM
- Interia
- Wirtualna Polska
- Gazeta Prawna
- Rzeczpospolita
- Do Rzeczy
- Głos Szczeciński
- Defence24
- Polska Zbrojna
- Reuters
- Fox News
- Kurier Wileński
- Zawsze Pomorze
- KoszalinInfo
- Żeglarski.info
- i.pl
- Podlaskie24
- dlapilota.pl
- Wszystko co najważniejsze
- Sun Tzu, „Sztuka wojny”