Islandia decyduje o Unii, patrząc bardziej na dorsza niż na Trumpa
Za niespełna dwa tygodnie, 29 sierpnia, o przyszłości kraju zadecydują Islandczycy uprawnieni do głosowania – nieco ponad 270 tysięcy osób spośród blisko czterystu tysięcy mieszkańców wyspy, bo prawo głosu mają wyłącznie pełnoletni obywatele, nie cudzoziemcy ani dzieci. Odpowiedzą na pytanie, czy kraj ma wznowić negocjacje akcesyjne z Unią Europejską, zamrożone od trzynastu lat.
Z zewnątrz sprawa wygląda jak kolejny epizod sporu o Arktykę, Grenlandię i groźby Donalda Trumpa wobec Kopenhagi. Islandzka kampania wyborcza toczy się jednak wokół zupełnie innych spraw – i to one, a nie geopolityka wielkich mocarstw, mogą ostatecznie przeważyć szalę.
Pytanie, które niczego nie przesądza
Formalnie Islandczycy nie zdecydują 29 sierpnia o wstąpieniu do Unii. Odpowiedzą jedynie na pytanie, czy rząd powinien wznowić rozmowy akcesyjne przerwane w 2013 roku. Nawet pozytywny wynik nie oznacza automatycznego członkostwa – warunki ewentualnej akcesji trafiłyby pod głosowanie w odrębnym referendum, zapewne za kilka lat. Islandia zna już tę drogę:
- 2009 – wniosek o członkostwo złożony w cieniu krachu bankowego
- 2013 – zawieszenie rozmów przez eurosceptyczną koalicję rządzącą
- 2015 – formalne wycofanie wniosku, bez konsultacji z wyborcami
- 2024 – wybory, po których władzę objęła centrolewicowa koalicja premier Kristrún Frostadóttir
- 2026 – obietnica referendum wreszcie zrealizowana
Rząd, w którym poza ugrupowaniem premier zasiadają liberalna Viðreisn i Partia Ludowa, doprecyzował datę głosowania w marcu. Tylko dwie z sześciu partii zasiadających w islandzkim parlamencie, Althingu, otwarcie popierają członkostwo – reszta wyborców rozstrzygnie sprawę mimo braku jednoznacznego przywództwa politycznego w tej kwestii.
Cień Trumpa, który okazał się mgłą
Najprostsze wytłumaczenie przyspieszenia referendum brzmiałoby: Rosja, wojna w Ukrainie i roszczenia Donalda Trumpa wobec Grenlandii sprawiły, że mała wyspa poczuła się osaczona między mocarstwami, jak łódka między dwoma tankowcami. Amerykański prezydent od miesięcy domaga się przejęcia duńskiego terytorium, nie wykluczając nawet użycia siły.
W styczniu, przemawiając w Davos, aż czterokrotnie pomylił przy tym Grenlandię z Islandią, mówiąc między innymi o kosztach, jakie miały wyniknąć dla amerykańskiej gospodarki. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt zaprzeczała później, jakoby prezydent się pomylił, choć nagranie i oficjalny transkrypt przemówienia mówiły co innego.
Czy taka pomyłka może wydawać się zabawna? Dla Reykjavíku, pozbawionego własnej armii i zdanego na amerykańskie gwarancje w ramach NATO, nie było w tym wiele komizmu. Jak zauważa islandzki politolog Eirikur Bergmann z Uniwersytetu Bifröst, decyzja o referendum zapadła jeszcze przed drugą kadencją Trumpa. „Islandczycy są podzieleni na pół” – mówi Bergmann, dodając, że debata od lat kręci się wokół euro i ryb, nie bezpieczeństwa.
Prawdziwa stawka pływa w wodzie
To rybołówstwo, a nie polityka wielkich mocarstw, bywa islandzką piętą achillesową w rozmowach z Brukselą. Nie od dziś: w latach 1958–1976 kraj stoczył z Wielką Brytanią trzy tak zwane wojny dorszowe o granice stref połowowych – i je wygrał. Rybołówstwo odpowiadało w 2024 roku za około 8 procent islandzkiego PKB, a w wielu nadmorskich miejscowościach wciąż stanowi główne źródło utrzymania.
Problem w tym, że unijna Wspólna Polityka Rybołówstwa zarządza również tak zwanymi wspólnymi zasobami rybnymi, dzieląc kwoty połowowe między państwa członkowskie. Islandia ma własny, uznawany za jeden z najbardziej dopracowanych na świecie, system limitów połowowych, w którym uprawnienia można kupować i sprzedawać.
Rybacy z miejscowości takich jak Ísafjörður czy Vestmannaeyjar obawiają się nie tyle utraty ryb, ile utraty kontroli nad tym, kto o tych rybach decyduje. Minister spraw zagranicznych Þorgerður Katrín Gunnarsdóttir sama przyznała, że rybołówstwo i rolnictwo będą najtrudniejszymi rozdziałami ewentualnych negocjacji.
Rolnicy patrzą na Brukselę z podobną podejrzliwością. Wspólna Polityka Rolna, choć niesie dopłaty, oznaczałaby koniec systemu wsparcia dostosowanego do surowego klimatu i niewielkiego rynku wewnętrznego. Zwolennicy integracji kontrują argumentem ekonomicznym: przyjęcie euro wyeliminowałoby wahania korony, obniżając inflację i koszty kredytu, na co zwracała uwagę Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.

Islandia i tak jest już w połowie drogi
Warto pamiętać, że Islandia nie startowałaby od zera. Kraj od dawna należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego i strefy Schengen, stosując większość unijnego prawa dotyczącego rynku wewnętrznego. Do zawieszenia rozmów w 2013 roku otwarto 27 rozdziałów negocjacyjnych, z których 11 zamknięto tymczasowo. Unijni urzędnicy przyznają nieoficjalnie, że Reykjavík wszedłby do rozmów o krok przed innymi krajami kandydującymi.
| Obecny status Islandii | Co zmieniłoby pełne członkostwo |
|---|---|
| Dostęp do rynku wewnętrznego (EOG) | Głos w instytucjach unijnych i Parlamencie Europejskim |
| Strefa Schengen | Możliwość przyjęcia euro |
| Brak wspólnej polityki rolnej i rybołówstwa | Objęcie unijnymi kwotami połowowymi i WPR |
| Własna waluta, korona islandzka | Utrata autonomii walutowej i celnej |
Głos w tej debacie zabierają też politycy z Brukseli. Eurodeputowana Valérie Hayer, szefowa liberalnej frakcji Renew Europe, przekonuje, że Islandia od lat spełnia unijne standardy demokratyczne i odgrywa istotną rolę w bezpieczeństwie północnego Atlantyku, a jej akcesja wzmocniłaby pozycję Wspólnoty. Przyjęcie kraju o zaledwie czterystu tysiącach mieszkańców, lecz wysokim standardzie demokratycznym, byłoby stosunkowo bezbolesne.
Sondaże jak rzut monetą
Kto właściwie zdecyduje o wyniku – młodzi wyborcy z Reykjavíku czy sceptyczni rolnicy i rybacy z prowincji? Sondaż Maskíny dla RÚV z czerwca dawał 53,1 procent głosów za wznowieniem rozmów wobec 46,9 procent przeciw. Gallup w tym samym mniej więcej okresie notował 52 do 48 procent na korzyść zwolenników. Na początku sierpnia Bloomberg pisał już jednak o remisie między obozami, co pokazuje, jak bardzo chwiejny jest to elektorat.
| Sondażownia | Termin badania | Za wznowieniem rozmów | Przeciw |
|---|---|---|---|
| Maskína / RÚV | czerwiec 2026 | 53,1% | 46,9% |
| Gallup | 12–24 czerwca 2026 | 52% | 48% |
Poparcie mocno zależy od wieku i sympatii politycznych. Wśród osób w wieku 18–29 lat aż 63 procent deklaruje głos na tak, podczas gdy zwolennicy eurosceptycznych Partii Niepodległości i Partii Centrum w większości mówią nie. Głosowanie przedterminowe, otwarte od 27 lipca, cieszyło się w pierwszych dniach większym zainteresowaniem niż analogiczne głosowania przed wyborami samorządowymi.

Wątek, który zaskoczy niejednego czytelnika znad Wisły
Największą grupą imigrantów w Islandii są Polacy – i to właśnie oni, paradoksalnie, pojawiają się jako argument strony eurosceptycznej. Dilja Mist Einarsdóttir, posłanka do Althingu z opozycyjnej Partii Niepodległości, mówiła niedawno „Rzeczpospolitej”, że rozmawiała z wieloma polskimi imigrantami, którzy przestrzegają rodaków: „nie wstępujcie do Unii Europejskiej”.
Zdaniem posłanki część z nich obawia się unijnej polityki migracyjnej. Czy imigranci mogą sprzeciwiać się otwartości, z której sami skorzystali? Islandzka rzeczywistość pokazuje, że owszem – obawa przed zmianą reguł gry bywa silniejsza niż wdzięczność za wcześniejszą szansę.
Mała wyspa, duży dylemat
Dla wielu Islandczyków sprawa wykracza poza rachunek ekonomiczny. Pełną niepodległość od Danii kraj uzyskał dopiero w 1944 roku, a pamięć o tej stosunkowo świeżej autonomii wciąż ciąży nad debatą publiczną. Oddanie części suwerenności ponadnarodowej instytucji, nawet w zamian za stabilność finansową i miejsce przy unijnym stole, dla sporej części wyborców przypomina cofnięcie się o krok, którego kraj nie chce już raz robić.
Wynik 29 sierpnia nie zamknie sprawy raz na zawsze – otworzy najwyżej kolejny rozdział historii, która ciągnie się od krachu bankowego sprzed niemal dwóch dekad. Jedno wydaje się jednak pewne: o przyszłości islandzkich relacji z Unią zadecydują nie prezydenckie wypowiedzi zza oceanu, lecz coś bardziej przyziemnego – ile dorsza zostanie w sieciach i kto będzie o tym decydował.
Źródła:
- Euronews
- Bloomberg
- RÚV
- Rzeczpospolita
- International Centre for Defence and Security
- Konrad-Adenauer-Stiftung
- Iceland Review
- Newsweek