Rosja zabiła setki tysięcy Polaków. Kto teraz śpiewa jej peany?
Historia zapisana krwią
Między 1937 a 1938 rokiem NKWD rozstrzelało w Związku Sowieckim około 111 tysięcy zamieszkałych tam Polaków – w ramach tak zwanej Operacji Polskiej. Dwa lata później, wiosną 1940 roku, funkcjonariusze NKWD zamordowali blisko 22 tysiące polskich oficerów, policjantów i przedstawicieli inteligencji w Katyniu i kilku innych miejscach kaźni.
Deportacje lat 1940–1941 dotknęły od 320 tysięcy do nawet miliona polskich obywateli wywiezionych na Syberię i do Azji Środkowej. Szacuje się, że kilkadziesiąt – a może kilkaset – tysięcy z nich zginęło z głodu, mrozu i chorób. Sowiecka agresja z 17 września 1939 roku zapoczątkowała łańcuch cierpień, który do dziś pozostaje trudny do pełnego opisania liczbami.
Uwzględniając represje po powstaniach 1831 i 1863 roku oraz powojenne zbrodnie na żołnierzach Armii Krajowej i NSZ, łączna liczba ofiar śmiertelnych rosyjskich i sowieckich działań wymierzonych w Polaków szacowana jest przez historyków na kilkaset tysięcy do około 1–1,5 miliona.
| Okres | Zdarzenie | Szacunkowe ofiary śmiertelne |
|---|---|---|
| XIX w. | Powstania (1831, 1863), zsyłki | Dziesiątki tysięcy |
| 1937–1938 | Operacja Polska NKWD | ok. 111 000 |
| 1940 | Katyń i inne miejsca kaźni | ok. 22 000 |
| 1940–1941 | Deportacje na Syberię i do Azji Środkowej | Kilkadziesiąt – kilkaset tysięcy |
| Po 1944 | Represje wobec podziemia niepodległościowego (AK, NSZ) | 6 000 – 8 000 |
Pułapka fałszywej symetrii
Na tle tych liczb regularnie pojawia się w polskim dyskursie inne pytanie: jaka była rola Żydów w komunistycznych zbrodniach na Polakach po 1944 roku? Część wyższych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa rzeczywiście była pochodzenia żydowskiego – wśród nich Jakub Berman czy Julia Brystiger. Instytut Pamięci Narodowej szacuje, że UB zamordowało od 6 do 8 tysięcy polskich żołnierzy podziemia i przedstawicieli opozycji.
Historycy i IPN konsekwentnie jednak wskazują, że aparat bezpieczeństwa działał na bezpośredni rozkaz Moskwy, a większość jego funkcjonariuszy stanowili etniczni Polacy. Żydzi byli wśród kierownictwa obecni nieproporcjonalnie licznie, lecz nie działali „w imieniu Żydów” – działali jako element sowieckiego systemu terroru. Izrael jako państwo nie prowadził żadnych działań zbrojnych przeciwko Polsce.
Dysproporcja skali jest tu fundamentalna: setki tysięcy ofiar rosyjskich i sowieckich działań z jednej strony, kilka tysięcy ofiar UB z drugiej – to przepaść liczona w rzędach wielkości. Traktowanie tych dwóch zjawisk jako porównywalnych jest historyczną nieścisłością, która – celowo bądź nie – odwraca uwagę od sprawcy głównego: Kremla.
Moskiewska inwestycja w europejską destabilizację
Gdyby historia była wyłącznie materią podręczników, można by zatrzymać narrację w tym miejscu. Problem polega na tym, że rosyjskie wpływy nie ograniczają się do przeszłości. Według udokumentowanych ustaleń europejskich służb specjalnych i dziennikarzy śledczych, Moskwa od lat wspiera partie skrajnie prawicowe – te same, które sprzeciwiają się sankcjom wobec Rosji i podważają atlantyckie sojusze. Potwierdzone przypadki tworzą ponurą mozaikę:
- Rassemblement National (Francja) – pożyczka w wysokości 9,4 mln euro od banku powiązanego z Kremlem w 2013 roku, potwierdzona m.in. w rezolucji Parlamentu Europejskiego
- AfD (Niemcy) – asystent posła Maximiliana Kraha utrzymywał kontakty z oficerem FSB w sprawie finansowania partii; wobec samego Kraha toczy się śledztwo w sprawie przyjmowania korzyści majątkowych od Rosji i Chin; praski portal Voice of Europe – finansowany przez Kreml – przekazywał setki tysięcy euro europejskim politykom prawicowym, co potwierdziły służby wywiadowcze w 2024 roku
- Lega (Włochy) – ujawnione negocjacje o ukryte finansowanie z Moskwy przed wyborami europejskimi w 2019 roku
- FPÖ (Austria) – partia zawarła umowę o współpracy z Jedną Rosją Putina; skandal „Ibiza” z 2019 roku odsłonił kuluarowe rozmowy o rosyjskich funduszach w zamian za kontrakty rządowe
Polska wobec rosyjskich sieci wpływu
Polska wydawałaby się na pierwszy rzut oka gruntem wyjątkowo niepodatnym na rosyjskie wpływy. Pamięć Katynia i deportacji jest wciąż żywa w polskim społeczeństwie, a Rosja od stuleci figuruje w świadomości zbiorowej jako zagrożenie egzystencjalne, nie sąsiad do naśladowania. A jednak analitycy i badacze od lat zwracają uwagę, że również nad Wisłą wykiełkował nurt polityczny, którego retoryka geopolityczna wyraźnie służy Kremlowi.
Konfederacja – koalicja partii skrajnej prawicy, która w wyborach parlamentarnych 2023 roku zdobyła 7,2 proc. głosów. Przez lata była opisywana przez zachodnich analityków jako formacja o charakterze prorosyjskim. Janusz Korwin-Mikke, jeden z założycieli tej formacji, który ostatecznie znalazł się poza jej szeregami, bronił publicznie Putina i sugerował, że to nie rosyjskie wojsko, lecz ukraińskie siły mogły odpowiadać za masakrę w Buczy.
Grzegorz Braun zwykł tytułować przywódcę Kremla mianem „jego ekscelencji”, a sam Korwin-Mikke doczekał się reprymendy parlamentarnej za swoje wypowiedzi w sprawie Buczy. Politycy Konfederacji regularnie pojawiali się jako rozmówcy w rosyjskich mediach państwowych – czego nie można powiedzieć o większości innych polskich ugrupowań politycznych.
Nie ma przy tym twardych, publicznie dostępnych dowodów na bezpośrednie finansowanie Konfederacji przez Moskwę – w odróżnieniu od potwierdzonych przypadków zachodnioeuropejskich. Ideologiczna zbieżność i wspólne narracje są jednak uderzające: antyukraińskość, antyunijność i kwestionowanie atlantyckich sojuszy doskonale wpisują się w to, czego Kreml oczekuje od swoich partnerów.
Dlaczego skrajna prawica i dlaczego Polska
Anton Shekhovtsov, ukraiński politolog z Wiednia specjalizujący się w powiązaniach europejskiej prawicy z Rosją, wskazał, że Moskwa traktuje europejskie wybory jak „poligon doświadczalny” – sprawdza, jakie strategie i taktyki najskuteczniej działają, zanim przeniesie je na inne elektoraty. To nie teoria spiskowa, lecz udokumentowana metodologia zagranicznej ingerencji.
Polska, będąca przez stulecia ofiarą rosyjskiej ekspansji, powinna być na takie wpływy szczególnie odporna. Historia pokazuje jednak, że trauma zbiorowa bywa zagospodarowywana na rozmaite sposoby i że narracje antysystemowe łatwo podszywają się pod patriotyzm.
Narracje o „zdradzieckich elitach”, „zaborczym Zachodzie” czy „Żydach u władzy” nie noszą rosyjskiego logo, a jednak służą dokładnie tym samym celom, co rosyjska propaganda za granicą: destabilizują, dzielą i odwracają uwagę od rzeczywistego zagrożenia. Historyk Timothy Snyder opisał ten mechanizm jako „politykę wieczności” – zastąpienie analizy mitem o odwiecznym wrogu i własnej niewinności.
Czy naród, który zapłacił tak kolosalną cenę za rosyjskie ambicje imperialne, może sobie pozwolić na popieranie partii, których retoryka leje wodę na kremliński młyn – świadomie lub nie? Skalę tych wpływów ilustruje jeden fakt: prowadzona od stuleci strategia dezintegracji sąsiadów przybrała dziś formę bankowego przelewu i wpisu w mediach społecznościowych. Narzędzia są nowe – zamiar pozostał ten sam.
Źródła:
Investigate Europe
Visegrad Insight
German Marshall Fund of the United States
European Council on Foreign Relations (ECFR)
Center for European Policy Analysis (CEPA)
Parlament Europejski (rezolucja 2024)
New Lines Magazine
International Centre for Counter-Terrorism (ICCT)