Genewa decyduje o wojnie. Trump i Iran w ostatniej rozmowie przed atakiem
Ostatnie godziny dyplomacji
Kiedy delegacje amerykańska i irańska zasiadały dzisiaj rano przy stole w rezydencji ambasadora Omanu w Genewie, nad Zatoką Perską krążyły już amerykańskie lotniskowce. To trzecia runda negocjacji nuklearnych, która może być ostatnią. Prezydent Donald Trump wyznaczył Iran krótki termin: albo porozumienie, albo „złe rzeczy się zdarzą”. Nie trzeba być ekspertem od dyplomacji, żeby rozszyfrować, co kryje się za tym eufemizmem.
Steve Witkoff i Jared Kushner, specjalni wysłannicy Trumpa, przybyli z żądaniami brzmiącymi jak ultimatum: Iran ma całkowicie zdemontować swoje główne obiekty nuklearne, a każde porozumienie ma obowiązywać wiecznie. Z drugiej strony stołu irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi przedstawił bardziej realistyczną, ale trudną dla Waszyngtonu propozycję.
Co właściwie jest na stole
Według czterech irańskich urzędników, którzy rozmawiali z New York Times, Teheran jest gotów zawiesić działalność nuklearną i wzbogacanie uranu na okres trzech do pięciu lat. Po tym czasie Iran dołączyłby do regionalnego konsorcjum nuklearnego, utrzymując bardzo niski poziom wzbogacania wynoszący 1,5 procent. Irańczycy oferują także stopniowe rozcieńczenie 400 kilogramów wysoko wzbogaconego uranu.
Brzmi jak kompromis, ale diabeł tkwi w szczegółach. Okres trzech do pięciu lat oznacza w praktyce: do czasu, gdy Trump opuści Biały Dom. Irańczycy najwyraźniej liczą, że następna administracja będzie bardziej skłonna do negocjacji. Problem w tym, że Trump wie o tym równie dobrze jak oni. Wiceprezydent JD Vance był zresztą brutalnie szczery, określając zapobieżenie Iranowi posiadania broni nuklearnej jako „ostateczny cel militarny”, jeśli dyplomacja zawiedzie.
Arsenał na wyciągnięcie ręki
Oman, który pośredniczy w rozmowach, nazywa obecną atmosferę „bezprecedensową otwartością na nowe i kreatywne pomysły”. To dyplomatyczny żargon oznaczający, że obie strony są wystarczająco zdesperowane, by rozważyć rzeczy, których wcześniej nawet nie brały pod uwagę. Niemniej przepaść między pozycjami pozostaje ogromna. Stany Zjednoczone chcą, by Iran całkowicie zrezygnował z wzbogacania uranu na swoim terytorium. Teheran utrzymuje, że wzbogacanie potrzebne jest do produkcji energii i stanowi niezbywalne prawo.
Jeszcze bardziej skomplikowany jest spór o irański program rakiet balistycznych. Sekretarz stanu Marco Rubio nazwał odmowę Iranu włączenia tego tematu do negocjacji „wielkim, wielkim problemem”. Teheran twierdzi, że rakiety mają charakter obronny. „Służą tylko budowaniu odstraszania i pomagają nam się bronić”, tłumaczył Araghchi.
Czy Iran naprawdę może zagwarantować, że nie przekształci swojego programu cywilnego w wojskowy? Historia pokazuje, że kraje, które podjęły taką decyzję – od Pakistanu po Koreę Północną – robiły to w tajemnicy, niezależnie od podpisanych wcześniej zobowiązań.
Flota przed wybrzeżami
Podczas gdy w Genewie trwają rozmowy, Ameryka buduje w regionie największą od 2003 roku koncentrację sił wojskowych. Po ubiegłorocznych wspólnych amerykańsko-izraelskich uderzeniach na irańskie obiekty nuklearne, Teheran ostrzegł, że odpowie „zdecydowanie” na każdy kolejny atak. Paradoks polega na tym, że te same uderzenia miały według Iranu zatrzymać wzbogacanie uranu – choć międzynarodowi inspektorzy nie zweryfikowali jeszcze tych twierdzeń.
Trump publicznie wyznaczył krótki termin na postępy, ostrzegając w lutym, że Iran musi zawrzeć porozumienie w ciągu tygodni, w przeciwnym razie będzie musiał ponieść „nieokreślone, ale poważne konsekwencje”. To nie pierwsza tego rodzaju groźba w historii amerykańsko-irańskich relacji, ale nigdy wcześniej nie towarzyszyła jej tak masywna koncentracja sił zbrojnych w bezpośredniej bliskości irańskiego wybrzeża.
| Aspekt | Pozycja USA | Pozycja Iranu |
|---|---|---|
| Wzbogacanie uranu | Całkowite zaprzestanie na zawsze | Zawieszenie na 3-5 lat, potem 1,5% |
| Obiekty nuklearne | Całkowity demontaż | Utrzymanie infrastruktury |
| Rakiety balistyczne | Muszą być częścią rozmów | Temat nietykany |
| Kontrola | Nieograniczony dostęp inspektorów | Weryfikacja z ograniczeniami |
Szach-mat czy szach?
Negocjacje w Genewie to gra, w której żadna ze stron nie może wyjść na przegraną. Trump potrzebuje spektakularnego sukcesu, który można by przedstawić jako silniejszy od umowy zawartej za Obamy, którą on sam zerwał. Iran z kolei potrzebuje złagodzenia sankcji, które duszą jego gospodarkę i wywołały w zeszłym miesiącu ogólnokrajowe protesty. Jak powiedział doradca ajatollaha Ali Chamenei, „natychmiastowe porozumienie” jest w zasięgu ręki, jeśli przedmiotem rozmów pozostanie wyłącznie „nieprodukcja broni nuklearnej przez Iran”.
Ale czy to wystarczy? Iran również nie siedzi z założonymi rękami. Raport austriackich służb wywiadowczych z maja ubiegłego roku stwierdził, że Teheran realizuje zaawansowany program broni nuklearnej z pociskami balistycznymi zdolnymi do przenoszenia głowic nuklearnych na duże odległości. Równocześnie Iran zamówił od Chin duże ilości paliwa stałego do rakiet. Jeśli te doniesienia są prawdziwe, mamy do czynienia z sytuacją, w której obie strony przygotowują się do najgorszego, jednocześnie udając że rozmawiają o pokoju.
Cena porażki
Rozmowy zostały przerwane po trzech godzinach na konsultacje, co rzecznik irańskiego MSZ określił jako dowód „bardzo poważnych” postępów. Omański minister spraw zagranicznych Badr al-Busaidi mówił o „wymianie kreatywnych i pozytywnych pomysłów”. Ale optymizm może być przedwczesny. Naprawdę kluczowe pytanie brzmi: co się stanie, jeśli te rozmowy zakończą się fiaskiem?
Nikt nie wie, kiedy może nastąpić ewentualny atak. Jeśli celem jest wywarcie presji na Iran, nie jest jasne, czy ograniczone uderzenia poskutkują. Jeśli natomiast celem jest obalenie irańskich przywódców, to zaangażuje Stany Zjednoczone w większą, dłuższą kampanię. Teheran mógłby zemścić się na sojuszniczych wobec Ameryki krajach Zatoki Perskiej lub na Izraelu. Ceny ropy naftowej wzrosły w ostatnich dniach częściowo z powodu tych obaw – baryłka kosztuje obecnie około 70 dolarów. Analitycy z Axios napisali 18 lutego, że brak oznak przełomu w negocjacjach sprawia, iż wojna wygląda na najbardziej prawdopodobną opcję.
Podczas gdy delegacje wracają do stołu negocjacyjnego po przerwie, lotniskowce czekają. Czy Genewa stanie się miejscem przełomu, czy ostatnim przystankiem przed punktem bez powrotu? Historia pokazuje, że gdy dyplomacja kończy się bez rezultatu, a żadna ze stron nie jest gotowa ustąpić, pozostaje tylko jedna opcja.
Źródła:
NPR
CNN
Al Jazeera
The Washington Post
CNBC
Axios
Modern Diplomacy
Newsweek