Koniec ery Starmera – Wielka Brytania szuka siódmego premiera
Rankiem 22 czerwca 2026 roku przed drzwiami numer 10 przy Downing Street stanął Keir Starmer i oznajmił, że rezygnuje ze stanowiska premiera Zjednoczonego Królestwa. Słowa te nie były niespodzianką – przez ostatnie tygodnie brytyjska scena polityczna przypominała szybkowar, z którego powoli uchodziło ciśnienie.
Starmer, prawnik i były prokurator generalny, który w 2024 roku poprowadził Partię Pracy do największego zwycięstwa wyborczego od 1997 roku, odchodzi po zaledwie dwóch latach u władzy. „Przyjąłem werdykt mojej frakcji parlamentarnej z godnością” – powiedział krótko przed kamerami. W tle stały dziesiątki posłów własnej partii, którzy od miesięcy domagali się jego odejścia.
Dwa lata, które nie zmieniły nic – i zmieniły wszystko
Starmer obejmował urząd z poczuciem historycznej misji. Po czternastu latach rządów Partii Konserwatywnej, naznaczonych brexitem i chaosem kolejnych premierów, Brytyjczycy dali Partii Pracy mandat do zmiany. „Zmiana zaczyna się teraz” – oświadczył Starmer po wygranych wyborach. Tymczasem rzeczywistość okazała się bardziej uparta niż polityczne deklaracje.
Przeciętne tygodniowe wynagrodzenie po uwzględnieniu inflacji wzrosło przez te dwa lata o mniej niż jeden procent. Koszty życia pozostały dotkliwie wysokie, nastroje społeczne systematycznie się pogarszały, a kolejne sondaże wskazywały Starmera jako jednego z najbardziej niepopularnych premierów w historii – porównywanego przez komentatorów z Liz Truss, która rządziła zaledwie 45 dni.
Do tego doszły skandale podcinające zaufanie wyborców. Mianowanie Petera Mandelsona – powiązanego z Jeffreyem Epsteinem – na stanowisko ambasadora w Waszyngtonie wywołało burzę. Reformy systemu świadczeń uznane przez lewicę za zbyt ostre doprowadziły do rezygnacji ministrów. W maju 2026 Partia Pracy odnotowała jedne z najgorszych wyników w wyborach lokalnych, tracąc setki mandatów radnych.

Burnham i strategia czternastu miesięcy
Siódmy premier w ciągu dekady – to niemal pewny los czekający Wielką Brytanię. Na czoło stawki wysunął się Andy Burnham, 56-letni były mer Manchesteru, zwany „Królem Północy” ze względu na żarliwą obronę interesów północnej Anglii. Przez ostatnie miesiące budował swoją pozycję spoza parlamentu – był jedynym politykiem lewicowym zdolnym rozmawiać jednocześnie z tradycyjną bazą robotniczą i wyborcami kuszonymi przez populizm Reform UK.
| Kandydat | Obecne stanowisko | Główny atut wyborczy |
|---|---|---|
| Andy Burnham | Poseł (Makerfield, od 19 VI 2026) | Popularność poza Londynem, wizerunek outsidera |
| Wes Streeting | b. minister zdrowia | Deklarowane poparcie 81 posłów Partii Pracy |
| Angela Rayner | wicepremier | Doświadczenie rządowe, silna baza związkowa |
| David Lammy | minister spraw zagranicznych | Dyplomatyczny autorytet |
Droga Burnhama z powrotem do Westminsteru była celowo utorowana. W maju 2026 roku Josh Simons, ówczesny poseł z Makerfield, zrezygnował z mandatu właśnie po to, by Burnham mógł wystartować w wyborach uzupełniających. Wynik głosowania 18 czerwca był przytłaczający: Burnham zdobył 54,8 procent głosów, pokonując kandydata Reform UK o ponad dziewięć tysięcy głosów. Trzy dni później Starmer ogłosił rezygnację.
Kiedy marzenie zderza się z rzeczywistością
Nie wszyscy w Partii Pracy witają zmianę lidera z otwartymi ramionami. Tim Bale, profesor nauk politycznych z Queen Mary University of London, ujął to bez owijania w bawełnę: „Do tej pory Burnham był w pewnym sensie wymarzoną opcją, czystą kartą, na którą zwolennicy mogli przelewać swoje nadzieje i wizje. Teraz ta fantazja zderzy się z rzeczywistością – a rzeczywistość zawsze wygrywa.”
Burnham wchodzi do gry z silną narracyjną przewagą: jest outsiderem w świecie politycznego establishmentu, politykiem mówiącym głosem miejscowości zapomnianych przez Londyn. Jednak kraj, który przejmie, jest zadłużony, z najwyższymi kosztami obsługi długu w grupie G7 i ekonomiczną stagnacją wpisaną głęboko w strukturę. Czy charyzma i wizerunek wystarczą, by Wielka Brytania poczuła się lepiej niż na papierze?
Co to znaczy dla Europy i Polski
Odejście Starmera to nie tylko wewnętrzna sprawa brytyjska. Przez ostatnie dwa lata był on jedną z filarowych postaci europejskiego zaangażowania na rzecz Ukrainy. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen skomentowała rezygnację premiera w wymownych słowach: „Europejskie i ukraińskie bezpieczeństwo jest silniejsze dzięki Tobie.”
Dla Polski, której relacje z Londynem obejmują zarówno kwestie obronne, jak i blisko milionową wspólnotę Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii, zmiana przywódcy rodzi konkretne pytania. Burnham koncentrował dotychczas swą aktywność niemal wyłącznie na sprawach wewnętrznych – infrastruktura Północy, transport publiczny, gospodarka regionalna. Jaka będzie jego polityka zagraniczna? Tego dziś nie wie nikt, włącznie z nim samym.
Siódmy premier w dekadzie
Ta rotacja przywódców – Cameron, May, Johnson, Truss, Sunak, Starmer i teraz ktoś kolejny – sama w sobie stała się symptomem choroby głębszej niż personalia. Chodzi o brak konsensusu co do tego, czym właściwie ma być i dokąd zmierzać Wielka Brytania po brexicie. Żaden z premierów nie zdołał znaleźć spójnej odpowiedzi na to pytanie, a kraj płaci za to cenę w postaci politycznej niestabilności trwającej od dekady.
Starmer zapowiedział, że pozostanie w urzędzie do czasu wyboru następcy. Nowy lider Partii Pracy – który automatycznie obejmie urząd premiera, jako że partia zachowuje większość w Izbie Gmin – ma być znany przed powrotem parlamentu we wrześniu 2026 roku. Zegar już tyka. A Wielka Brytania, jak co kilka lat, stoi na progu kolejnego rozdziału, którego treść wciąż trudno przewidzieć.
Źródła:
Al Jazeera
NPR
NBC News
CNN
ABC News
Time
Wikipedia