Litwa widziała drona nad Polską, nasze radary tego nie potwierdzają
W niedzielę 18 października rano w rejonie poswolskim na północy Litwy rozbił się i eksplodował dron. Szczątki spadły w okolicy wsi Jodańce, około 10 km od granicy z Łotwą. Według litewskiego ministra obrony Robertasa Kaunasa był to ukraiński dron uderzeniowy FP-1, który najpewniej leciał na cele w rejonie Petersburga. Litwini twierdzą, że wleciał do ich kraju od strony Polski. Polskie MON informuje jednak, że krajowe systemy radarowe nie potwierdziły takiego przelotu.
Co zobaczyły litewskie radary
Szef Sztabu Obrony Litewskich Sił Zbrojnych Giedrius Premeneckas przedstawił dokładną chronologię. Według niego litewskie radary po raz pierwszy wykryły obiekt nad terytorium Polski, 30–40 km od granicy z Litwą. Pilotom poderwanych myśliwców NATO nie udało się jednak dostrzec obiektu, bo przeszkodziła im zła pogoda.
| Godzina (czas polski) | Co się wydarzyło |
|---|---|
| 4:47 | Litewskie radary wykrywają obiekt nad Polską, 30–40 km od granicy |
| 5:02 | Dron przekracza granicę Litwy |
| 5:40 | Zapada decyzja o poderwaniu myśliwców NATO |
Szczątki uszkodziły cywilny samochód, ale nikt nie został ranny. Dokładne przyczyny upadku i eksplozji drona pozostają niewyjaśnione. Wśród rozważanych scenariuszy są awaria techniczna, wyczerpanie paliwa oraz zderzenie z przeszkodą terenową. Na północy kraju ogłoszono alarm, a lotnisko w Kownie na krótko wstrzymało pracę.
Słowo przeciwko słowu
Polskie służby od początku przedstawiały odmienne ustalenia. Rzecznik MON Janusz Sejmej przekazał w niedzielę, że polskie systemy radarowe nie potwierdzają przekroczenia granicy z Polski na Litwę przez ten obiekt. Polsat News, powołując się na nieoficjalne źródła w resorcie obrony, podał z kolei, że dron mógł wystartować z terytorium Litwy, około 30 km od polskiej granicy.
W poniedziałek MON stanowczo zdementowało doniesienia przypisywane źródłom w ministerstwie i zaapelowało o niepowielanie fałszywych spekulacji. Na polecenie szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza wojsko analizuje dane z radarów w Polsce i krajach sąsiednich. Litewskie władze podtrzymały jednak swoje stanowisko. Doradca prezydenta Litwy ds. bezpieczeństwa narodowego Deividas Matulionis zapewnił w rozmowie z agencją BNS, że kraj ma wiarygodne dane o przelocie drona przez polską granicę.
Kto ma rację? Na razie dane obu stron pasują do siebie jak puzzle z dwóch różnych pudełek. Nikt nie podważa za to pochodzenia maszyny. Kijów nie zaprzeczył, że maszyna jest ukraińska. Rzecznik ukraińskiego MSZ Heorhij Tychyj wyraził ubolewanie i ocenił, że dron mógł zboczyć z kursu przez rosyjską walkę elektroniczną. To na razie hipoteza strony ukraińskiej, a nie wynik śledztwa. Premier Litwy Mindaugas Sinkevičius przekazał, że Ukraina potwierdziła utratę kontaktu z jednym ze swoich dronów.
Tusk stawia sprawę jasno
We wtorek przed posiedzeniem rządu Donald Tusk zapowiedział ścisłą współpracę z Litwą. O wyjaśnienia od Ukrainy ma w imieniu Polski wystąpić dowódca operacyjny. Premier zapowiedział, że będzie w tej sprawie „bardzo natarczywy”, i dodał: „Polska nie zezwala na prowadzenie operacji na naszym terytorium czy nad naszym terytorium bez wyraźnej zgody państwa polskiego”.
Tego samego dnia Tusk spotkał się w Warszawie z prezydentem Litwy Gitanasem Nausėdą. Litewski przywódca poinformował, że ministerstwa obrony Polski i Litwy powołały wspólną grupę, która ma wyjaśnić okoliczności incydentu. Wilno przy okazji dmucha na zimne. Litwa chce, by zintegrowany system wykrywania zagrożeń powietrznych działał przynajmniej częściowo do końca 2027 roku, a Sinkevičius zapowiedział konsultacje z NATO w sprawie zestrzeliwania obiektów bez ich wizualnej identyfikacji.
Jeden zbłąkany dron w ciągu dwóch dni postawił pytania o szczelność nieba nad wschodnią flanką NATO. Dla mieszkańców północno-wschodniej Polski najważniejsze pozostaje jednak bardzo praktyczne pytanie. Czy uzbrojony dron rzeczywiście przeleciał przez polską przestrzeń powietrzną, a jeśli tak, dlaczego krajowe systemy radarowe tego nie potwierdziły? Odpowiedź ma przynieść praca wspólnej polsko-litewskiej grupy.
Źródła:
- RMF24
- TVN24
- Interia
- Wirtualna Polska
- Defence24
- LRT
- Euronews
- Kresy.pl
3 komentarze
Konkluzja tekstu sprowadza całą sprawę do pytania retorycznego, podczas gdy odpowiedź jest w znacznej mierze znana i ma charakter czysto techniczny. Radary naziemne mają ograniczenie horyzontu radiolokacyjnego, a obiekt klasy FP-1, o niewielkiej skutecznej powierzchni odbicia, lecący na małej wysokości, bywa po prostu filtrowany jako zakłócenie albo nie zostaje wykryty w ogóle. Różnica między danymi litewskimi a polskimi nie musi więc oznaczać, że ktoś mija się z prawdą, tylko że porównujemy zapisy z sensorów o odmiennych parametrach i odmiennej geometrii obserwacji. Należałoby to czytelnikowi wyjaśnić zamiast efektownej metafory o puzzlach z dwóch pudełek.
Dokładnie, skoro nasze radary nic nie widzą, to może po prostu nie działają?!
Litwa widzi, a my NIE WIDZIMY, dalej nawet nie czytałem!! A tymczasem rząd ma czas na wszystko, tylko nie na radary, które cokolwiek wykrywają!!