Niemiecki sąd staje po stronie muzyków w starciu z AI

Avatar photo
0 komentarzy 7 minut

W piątek 31 lipca monachijski sąd wydał wyrok, na który środowisko muzyczne czekało z zapartym tchem. Sędziowie orzekli, że amerykańska platforma Suno złamała prawa autorskie, trenując swój model na utworach reprezentowanych przez niemiecką organizację zbiorowego zarządzania GEMA. To dopiero preludium – opublikowane właśnie badanie pokazuje, że sztuczna inteligencja odpowiada już za blisko dwie piąte nowo wydawanej na świecie muzyki.

Sześć piosenek, które zaważyły na sprawie

Spór między GEMA a Suno toczył się od stycznia 2025 roku przed 42. Izbą Cywilną Sądu Krajowego w Monachium, wyspecjalizowaną w prawie autorskim. Sprawa dotyczyła sześciu znanych utworów: „Atemlos durch die Nacht” Helene Fischer, „Daddy Cool” i „Rasputin” grupy Boney M, „Big in Japan” oraz „Forever Young” zespołu Alphaville, a także refrenu „Mambo No. 5″ Lou Begi.

Sąd pod przewodnictwem sędzi Elke Schwager uznał, że modele Suno w wersjach 3.5 i 4 nie tylko analizowały wzorce muzyczne, ale zapamiętały i przechowywały te konkretne utwory w formie możliwej do odtworzenia. To wykracza poza wyjątek dotyczący eksploracji tekstów i danych, przewidziany w niemieckim prawie autorskim. Innymi słowy, maszyna nie uczyła się stylu, tylko go skopiowała.

Wyrok nakazuje Suno zaprzestanie wykorzystywania spornych utworów, ujawnienie przychodów związanych z ich użyciem oraz zapłatę odszkodowania, którego wysokość ustali odrębne postępowanie. Co istotne, monachijscy sędziowie uznali swoją jurysdykcję również nad procesem trenowania modelu, choć odbywał się on w Stanach Zjednoczonych. To precedens, który może otworzyć drzwi kolejnym europejskim pozwom przeciwko amerykańskim firmom AI.

„To wyrok o globalnym znaczeniu” – powiedział agencji Reuters Tobias Holzmüller, dyrektor generalny GEMA. Organizacja, niemiecki odpowiednik polskiego ZAiKS-u, reprezentuje interesy blisko stu tysięcy kompozytorów, autorów tekstów i wydawców, a za pośrednictwem umów wzajemnych – ponad dwóch milionów twórców na całym świecie.

Suno nie zgadza się z wyrokiem i nie zamierza składać broni, zapowiadając apelację do wyższej instancji. Firma przekonuje, że jej model od początku uczy się tworzyć nowe utwory, a nie odtwarzać istniejące, i że wyrok opiera się na błędnym zrozumieniu działania jej technologii.

Spór o sampling w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych też zaczynał się od pojedynczych, kilkusekundowych pętli rytmicznych, a skończył na wielomilionowych ugodach. Tym razem stawką są całe utwory odtwarzane niemal nuta w nutę, więc porównania do tamtej epoki mogą okazać się zbyt łagodne.

Monachijski sąd uznaje, że te cyfrowe ślady na płycie to nie nauka stylu, a bezprawne kopiowanie utworów.

Skala zjawiska: prawie dwie piosenki na pięć

Monachijski wyrok nabiera dodatkowego znaczenia w świetle danych opublikowanych w czwartek przez platformę SubmitHub. Analiza ponad miliona utworów wydanych w lipcu pokazała, że 23,2 procent z nich zostało wygenerowanych przez sztuczną inteligencję w całości, a kolejne 15,3 procent powstało z użyciem elementów audio stworzonych przez AI, które człowiek następnie zmodyfikował.

Łącznie daje to 38,5 procent – blisko dwie piosenki na pięć wydane w jednym tylko miesiącu. Twórca SubmitHub Jason Grishkoff stawia raczej na przejrzystość niż na zakazy. Jego zdaniem droga naprzód dla muzyki AI to jawne informowanie o jej pochodzeniu, tak aby słuchacz sam mógł zdecydować, czy chce takiej muzyki słuchać.

Narzędzie do wykrywania AI stworzone przez firmę Grishkoffa wykorzystują już Bandcamp, Traxsource i sama GEMA. Tempo zmian najlepiej ilustruje jednak przypadek francuskiego Deezera, który regularnie bada, jaki odsetek nowości trafiających na platformę powstaje z użyciem sztucznej inteligencji.

OkresUdział utworów AI wśród nowości na Deezerze
Wrzesień 202528 procent
Kwiecień 202644 procent
Sierpień 2026ponad 50 procent

Jakby tego było mało, badanie z listopada zeszłego roku wykazało, że aż 97 procent ludzi nie potrafi odróżnić utworu nagranego przez człowieka od tego wygenerowanego przez maszynę. Czy w takim razie w ogóle ma jeszcze znaczenie, kto – a raczej co – stoi za piosenką lecącą z głośników?

Platformy szukają własnych rozwiązań

Skoro ludzkie ucho zawodzi, ciężar rozpoznawania AI musiały wziąć na siebie same serwisy streamingowe. Spotify ogłosiło 11 sierpnia wprowadzenie odznaki „AI Persona”, która od połowy września zacznie się pojawiać przy profilach wykonawców podejrzanych o sztuczną tożsamość.

Warto podkreślić zastrzeżenie – odznaka dotyczy tożsamości artysty, a nie sposobu powstania samej muzyki, co Spotify opisuje osobnymi narzędziami: AI Credits i SongDNA. Profile oznaczone jako AI Persona domyślnie znikną z rekomendacji redakcyjnych i algorytmicznych, chyba że słuchacz sam zdecyduje się je obserwować.

Bandcamp poszedł dalej i od początku roku zakazał publikowania muzyki stworzonej w całości przez AI, zastrzegając sobie prawo do usuwania utworów podejrzanych o taki rodowód. Ruchy platform zbiegły się w czasie nieprzypadkowo – 2 sierpnia w całej Unii Europejskiej weszły w życie przepisy unijnego aktu o sztucznej inteligencji, nakładające obowiązek oznaczania treści audio, wideo i obrazów wygenerowanych maszynowo.

Zestawiając wyrok z Monachium z opisanymi wyżej ruchami platform streamingowych, widać wyraźnie, że cała branża muzyczna próbuje dogonić rozpędzoną technologię jednocześnie na kilku frontach, sięgając po bardzo różne, uzupełniające się narzędzia:

  • prawnym – poprzez precedensowe procesy, jak ten wytoczony przez GEMA,
  • regulacyjnym – dzięki unijnym przepisom o przejrzystości,
  • rynkowym – za sprawą własnych narzędzi platform streamingowych do oznaczania treści.
Skoro 97 procent ludzi nie słyszy różnicy, platformy muszą same o oznaczać artystów z 'Persona AI’.

Muzycy podzieleni: bunt i akceptacja

Środowisko artystyczne nie mówi jednym głosem. Brian May z Queen w połowie sierpnia zwrócił się wprost do brytyjskiego premiera Andy’ego Burnhama, oburzony wykorzystaniem AI do stworzenia okładki jednego z albumów. „Musicie to teraz powstrzymać” – napisał gitarzysta. Podobny ton przebijał w czerwcu wokalistka SZA, która nazwała muzykę generowaną przez AI obrzydliwą po odkryciu, że jej utwory posłużyły do trenowania modeli bez jej zgody.

Po drugiej stronie barykady stoją twórcy, którzy w AI widzą po prostu kolejne narzędzie studyjne. Amerykański raper Tyga przyznał, że na albumie „$tarface” wykorzystał AI do syntezatorowych brzmień w stylu retro, porównując to do debiutu Auto-Tune’a. Krytycy nie byli łaskawi – Pitchfork przyznał płycie najniższą ocenę, a koledzy po fachu, w tym Doja Cat, nie szczędzili mu ostrych słów.

Producent Timbaland poszedł jeszcze dalej, uruchamiając przedsięwzięcie Stage Zero i podpisując kontrakt z TaTa, swoim pierwszym wykonawcą, opisywanym jako żywy, uczący się i autonomiczny twór muzyczny zbudowany z wykorzystaniem AI. Dla jednych to zdrada rzemiosła, dla innych naturalna ewolucja studia nagraniowego.

Czy taki podział da się jeszcze w ogóle pogodzić? Trudno o jednoznaczną odpowiedź, skoro nawet prawnicy nie są zgodni co do tego, gdzie kończy się inspiracja cudzym stylem, a zaczyna zwykłe kopiowanie cudzej pracy bez pytania o zgodę i bez zapłaty twórcy.

Co dalej z europejskim precedensem

Wyrok w sprawie GEMA przeciwko Suno nie jest prawomocny, firma może się jeszcze odwołać do wyższej instancji w Monachium. To już zresztą druga porażka sądowa spółki AI w starciu z niemiecką organizacją – w listopadzie ubiegłego roku analogicznie przegrał OpenAI, oskarżony o wykorzystanie tekstów dziewięciu piosenek do trenowania ChatGPT. Ta sprawa również czeka na rozstrzygnięcie w drugiej instancji.

Jedno wydaje się jednak pewne: era, w której platformy AI mogły bez przeszkód trenować swoje modele na cudzej twórczości bez pytania kogokolwiek o zgodę, dobiega końca, przynajmniej w Europie. Pytanie, czy w ślady Monachium pójdzie reszta świata, i czy słuchacze w ogóle będą się tym przejmować, na razie pozostaje otwarte.

Źródła:

  • Euronews
  • Reuters
  • Variety
  • TechCrunch
  • Music Week
  • Spotify Newsroom

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Kiedy zaczynam pisać, wtedy czuję, że żyję. Ukończyłam polonistykę i dziennikarstwo, na obu kierunkach uzyskałam tytuł magistra. Przez dwa lata studiowałam też kulturoznawstwo. Staram się kierować dewizą "faktom na usługach, opinii w ryzach" - zgodnie z zasadami Ryszarda Kapuścińskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *