Sędziowie złożyli przysięgę w Sejmie. Prezes TK ich nie uznał
Polska praworządność znalazła się w czwartek, 9 kwietnia 2026 roku, w kolejnym punkcie zapalnym. Czterech sędziów wybranych przez większość rządową złożyło przysięgę w Sejmie – z pominięciem prezydenta – a następnie udało się do siedziby Trybunału Konstytucyjnego. Prezes TK Bogdan Święczkowski odmówił uznania ich mandatu i uniemożliwił im podjęcie obowiązków.
Ceremonia, jakiej Polska jeszcze nie widziała
W marcu 2026 roku sejmowa koalicja rządząca wybrała sześciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Instytucja ta od grudnia 2025 roku funkcjonowała w zaledwie dziewięcioosobowym składzie, podczas gdy do wydania orzeczenia w pełnym składzie potrzeba co najmniej jedenastu sędziów.
Prezydent Karol Nawrocki przyjął przysięgę wyłącznie od dwójki spośród nich – Dariusza Szostka i Magdaleny Bentkowskiej. Szef Kancelarii Prezydenta, Zbigniew Bogucki, wyjaśnił, że głowa państwa zaakceptowała te kandydatury, ponieważ uzupełniały one skład do wymaganego minimum i odpowiadały liczbie wakatów otwartych od czasu objęcia urzędu przez Nawrockiego. Pozostałe cztery nominacje prezydent zablokował, powołując się na wątpliwości co do ich legalności.
Czwórka odrzuconych kandydatów – Anna Korwin-Piotrowska, Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski i Marcin Dziurda – bezskutecznie zabiegała o wyznaczenie terminu ślubowania. Wobec milczenia Pałacu Prezydenckiego zdecydowali się na krok bez precedensu: zorganizowali ceremonię ślubowania w gmachu Sejmu, w obecności notariusza. W wydarzeniu, które zbojkotował prezydent, uczestniczyli za to czterej byli prezesi Trybunału.
Prezes TK zatrzasnął drzwi
Kiedy pod siedzibą TK pojawiło się sześcioro sędziów – do wspomnianej czwórki w geście solidarności dołączyła zaprzysiężona wcześniej dwójka – Bogdan Święczkowski przyjął ich indywidualnie. Mimo że pogratulował całej szóstce wyboru przez Sejm, ogłosił, że do orzekania dopuści jedynie Szostka i Bentkowską.
Pozostałym sędziom prezes oświadczył, że nie może uznać ich statusu, gdyż nie otrzymał oficjalnego potwierdzenia złożenia przysięgi przed Prezydentem RP. Minister Bogucki ze strony Pałacu Prezydenckiego skomentował te wydarzenia krótko, nazywając sceny w Trybunale „groteskową farsą”.
Kuriozum prawne i polityczny kontratak
Na paradoks sytuacji zwrócił uwagę Maciej Berek, minister w rządzie Tuska. Skoro prezes Święczkowski pogratulował wszystkim nominatom wyboru, to w ocenie rządu potwierdził tym samym, że ich wybór był prawnie skuteczny. W takim scenariuszu argumentacja prezydenta o „wątpliwościach” co do legalności procedury staje się trudna do obrony. Pojawiają się pytania, czy Karol Nawrocki nie próbuje uzurpować sobie prawa do recenzowania decyzji parlamentu, którego Konstytucja mu nie przyznaje.
Podziały sięgają samego PiS
Spór obnażył pęknięcia również wewnątrz obozu opozycji. Krzysztof Szczucki, poseł PiS i doktor nauk prawnych, publicznie przyznał, że skoro prezydent uznał dwie nominacje z tej samej listy za ważne, to z punktu widzenia logiki prawnej powinien zaakceptować pozostałe cztery.
Reakcja partii była natychmiastowa – Szczucki został zawieszony w prawach członka. Jak pisał Monteskiusz, podział władz ma być zabezpieczeniem wolności obywateli. Tymczasem w Polsce AD 2026 stał się on areną wyniszczającego starcia, w którym każda ze stron ogłasza się jedynym prawowitym strażnikiem konstytucji.
Co dalej z Trybunałem?
Zbigniew Bogucki zapowiedział, że Karol Nawrocki zwróci się do TK o rozstrzygnięcie sporu wokół obsady sędziowskiej. Do tego czasu prezydent ma wstrzymać się z wszelkimi działaniami w tej sprawie. Jednak koalicja rządząca, która od lat kwestionuje umocowanie obecnego Trybunału, z góry zapowiada ignorowanie takich rozstrzygnięć.
Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował, że rząd dysponuje już „planem B” na wypadek ostatecznego zablokowania czwórki sędziów. Choć szczegóły pozostają tajemnicą, jasne jest, że polska praworządność weszła w kolejny ostry zakręt, a wyjście z impasu wydaje się dziś bardziej odległe niż kiedykolwiek.
Źródła:
Notes from Poland