Sto lat Gdyni, sto lat Wajdy. Polskie kino wraca nad morze

Avatar photo
0 komentarzy 9 minut

W poniedziałek 21 września Gdynia po raz pięćdziesiąty pierwszy zamieniła się w stolicę polskiego kina. Festiwal Polskich Filmów Fabularnych potrwa do 26 września, a tegoroczna edycja trafiła w moment, jakiego w kalendarzu nie było od dawna. W jednym tygodniu spotykają się dwie okrągłe rocznice, rekordowy udział reżyserek w Konkursie Głównym i film, który trzy dni przed otwarciem dostał bilet do oscarowego wyścigu.

Trzy rocznice, jedna scena

W maju 2025 roku Senat wskazał patronów roku 2026. Jednogłośnie, głosami 85 senatorów, ustanowił go Rokiem Andrzeja Wajdy – w setną rocznicę urodzin i dziesiątą rocznicę śmierci reżysera. Tą samą serią uchwał 2026 stał się również Rokiem Miasta Gdyni, w stulecie nadania praw miejskich. W uzasadnieniu senatorowie napisali, że nie wyobrażają sobie polskiej kultury bez dzieł tego artysty.

Zbieżność dat jest niemal nieprawdopodobna. Rada Ministrów wydała rozporządzenie w sprawie Gdyni 10 lutego 1926 roku, a weszło ono w życie 4 marca. Dwa dni później, 6 marca 1926 roku, w Suwałkach urodził się Andrzej Wajda. Miasto i reżyser są więc rówieśnikami co do tygodnia – i oba jubileusze wypadają w roku, w którym festiwal wchodzi w nowe pięćdziesięciolecie.

Trudno o lepszą scenografię. Gdynia w 1921 roku liczyła 1268 mieszkańców, w momencie uzyskania praw miejskich około 12 tysięcy, a przed wybuchem wojny już ponad 120 tysięcy. II Rzeczpospolita w ciągu kilkunastu lat przekształciła nadmorską osadę w jeden z najnowocześniejszych portów Europy, a dziś to miasto gości festiwal poświęcony kinu, które przez dekady opowiadało Polskę samej sobie.

W programie znalazły się dwie wystawy związane z reżyserem: „Wajda na nowo. Suplement” w Muzeum Miasta Gdyni oraz „Andrzej Wajda: wspomnienie” w Gdyńskim Centrum Filmowym. Dyrektorka artystyczna Joanna Łapińska życzy festiwalowiczom jednego: „Niech to będzie edycja odkryć”.

Siedem reżyserek i rekordowy udział

O Złote Lwy powalczy szesnaście tytułów, a wśród nich pięć pełnometrażowych debiutów reżyserskich. Przy siedmiu z szesnastu filmów reżyserką lub współreżyserką jest kobieta – relacjonujące start festiwalu media piszą o najwyższym udziale reżyserek w historii gdyńskiej imprezy.

Co ciekawe, tegoroczna szesnastka nie dzieli się prosto na kino stare i nowe. Obok debiutantek pojawiają się twórcy obecni w pierwszym szeregu polskiego kina od dwóch dekad.

TytułReżyseria
Czas, który nie nadszedłJulia Rogowska
Dobry chłopiecJan Komasa
Dziki, dziki wschódJan Holoubek
EXOTICSonja Orlewicz-Zakrzewska
FluidyMaria Wider
Hot SpotAgnieszka Smoczyńska
Kobieta stanu wolnegoEliza Godlewska, Alan Ruczyński
Mniej obcyKristoffer Rus
Nasza rewolucjaPiotr Domalewski
OjczyznaPaweł Pawlikowski
PojedynekŁukasz Palkowski
Powiedz mi, co czujeszŁukasz Ronduda
Przez ścianęMaciej Sobieszczański
Syrenka PicassaJanusz Zaorski
Violetta VillasKarolina Bielawska
Zima pod znakiem WronyKasia Adamik

Tematy również nie są z jednej półki. Julia Rogowska w debiucie „Czas, który nie nadszedł” pokazuje świat, w którym starość stała się największym tabu, a kuracja antygeriatryczna daje młodość i miejsce w nowym społeczeństwie – w roli Sary Agata Kulesza. Agnieszka Smoczyńska w „Hot Spocie” prowadzi widza do przyszłości sterowanej przez sztuczną inteligencję. Kasia Adamik sięgnęła po opowiadanie Olgi Tokarczuk i osadziła thriller w pierwszych dniach stanu wojennego.

Film otwarcia, „Dziki, dziki wschód” Jana Holoubka, przenosi widzów w srogą zimę 1943 roku. Do Małego Zalesia na wschodzie okupowanej Polski przybywa Wolff, nazistowski urzędnik z Berlina, którego oficjalnym zadaniem jest inwentaryzacja porzuconego majątku. W tej roli Itay Tiran, obok niego Joanna Kulig, Robert Więckiewicz i Piotr Trojan. Holoubek opowiada o wojnie w konwencji westernu – to gatunkowy ruch, jakiego polskie kino wojenne dotąd praktycznie nie robiło.

Konkurs Główny oceni jury pod przewodnictwem Krzysztofa Zanussiego. Obok niego zasiedli aktorka Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, kompozytor Mikołaj Trzaska, operatorka Ita Zbroniec-Zajt, scenarzysta Przemysław Chruścielewski, scenografka Jagna Dobesz i producent Marcin Wierzchosławski. Osobny Konkurs Perspektywy, z ośmioma filmami i Szafirowymi Lwami do zdobycia, poprowadzi Dorota Kędzierzawska.

„Ojczyzna” jedzie do Hollywood

Największy szum wokół jednego tytułu zrobił się jednak poza Gdynią. W piątek 18 września dziewięcioosobowa Komisja Oscarowa pod przewodnictwem producenta Jana Naszewskiego jednogłośnie wybrała „Ojczyznę” Pawła Pawlikowskiego polskim kandydatem do Oscara w kategorii najlepszy pełnometrażowy film międzynarodowy. Film wyłoniono spośród siedmiu zgłoszeń.

Ten liczący 82 minuty czarno-biały obraz opowiada o relacji Thomasa Manna z córką Eriką podczas podróży przez powojenne Niemcy. W obsadzie są Sandra Hüller, Hanns Zischler i August Diehl, za zdjęcia odpowiada Łukasz Żal, stały współpracownik reżysera. W maju film pokazano na 79. festiwalu w Cannes, gdzie Pawlikowski otrzymał nagrodę za reżyserię ex aequo z hiszpańskim duetem Javierem Calvo i Javierem Ambrossim. Sam twórca mówi o „Ojczyźnie”, że to najbardziej osobisty film, jaki zrealizował.

Oscarowy dorobek reżysera jest wyjątkowo mocny. „Ida” zdobyła statuetkę dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego w 2015 roku, a cztery lata później „Zimna wojna” otrzymała trzy nominacje: za film nieanglojęzyczny, reżyserię i zdjęcia. Czy trzecie podejście z rzędu może się skończyć kolejną statuetką?

DataEtap oscarowego wyścigu
18 września 2026Komisja Oscarowa wybiera „Ojczyznę”
30 września 2026Termin zgłoszeń komitetów narodowych
15 grudnia 2026Ogłoszenie 15-tytułowej shortlisty
21 stycznia 2027Ogłoszenie nominacji
14 marca 202799. gala Oscarów w Dolby Theatre

Warto dodać, że w stawce zgłoszeń były też „Dziki, dziki wschód”, „Nasza rewolucja” Piotra Domalewskiego, „Pojedynek” Łukasza Palkowskiego i „Przez ścianę” Macieja Sobieszczańskiego – wszystkie cztery zobaczymy w Gdyni. Kto właściwie decyduje, który polski film jedzie po Oscara? Komisja powoływana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej, w tym roku złożona z twórców, producentów i dystrybutorów, wśród nich Mileni Fiedler, Pawła Łozińskiego, Agnieszki Odorowicz i Małgorzaty Szumowskiej.

Nagroda w Cannes ma jeszcze jeden wymiar. Dzięki „Ojczyźnie” Pawlikowski został trzecim polskim filmowcem docenionym co najmniej dwa razy w konkursie głównym canneńskiego festiwalu – po Andrzeju Wajdzie i Jerzym Skolimowskim. Wajdę nagradzano tam dwukrotnie, a Złota Palma za „Człowieka z żelaza” z 1981 roku była pierwszą w historii polskiego kina.

Kobieta, która zmontowała „Ziemię obiecaną”

Platynowe Lwy za całokształt twórczości otrzyma w tym roku Halina Prugar-Ketling – urodzona w 1929 roku montażystka, dziś 97-latka. W ciągu ponad czterdziestu lat pracy zmontowała przeszło sto filmów dokumentalnych, fabularnych i produkcji telewizyjnych. Współpracowała z Aleksandrem Fordem, Romanem Polańskim, Jerzym Skolimowskim i Andrzejem Żuławskim, ale przede wszystkim była montażystką Wajdy. Łukasz Ronduda, przewodniczący rady programowej festiwalu, nazywa ją legendą i tytanką polskiego kina.

Ich znajomość zaczęła się od rekomendacji. Operator Jerzy Lipman polecił ją Wajdzie po „Ósmym dniu tygodnia”, a wspólna praca ruszyła w 1962 roku przy noweli „Warszawa” z międzynarodowej koprodukcji „Miłość dwudziestolatków” – którą Lipman również sfotografował. Potem przyszły „Wesele”, „Ziemia obiecana”, „Człowiek z marmuru”, „Panny z Wilka” i „Człowiek z żelaza”.

Najlepiej tę relację oddaje historia z montażowni. Przy finale „Ziemi obiecanej” Wajda nakręcił ogromną ilość materiału, a gdy ekipa pytała, jak właściwie ma wyglądać zakończenie, odpowiadał krótko: „Halina sobie poradzi”. Prugar-Ketling przygotowała pięć propozycji, zanim reżyser zaakceptował jedną z nich. Sama wspominała, że nigdy nie podsuwał jej gotowych rozwiązań – mówił tylko, na czym mu w scenie zależy.

Montaż jest trochę jak oddech: najlepszy wtedy, gdy nikt go nie zauważa. Dlatego nagroda dla montażystki to gest z drugim dnem – dowartościowuje zawód, który przez dekady zostawał w cieniu nazwisk z plakatu. Laureatka mówi, że przyjmuje wyróżnienie z wielkim szacunkiem, i podkreśla, że zależało jej zawsze na czytelności i emocjach. Podczas festiwalu pokazany zostanie film „Panny z Wilka”, wybrany przez nią samą, a krytyk Łukasz Knap i montażysta Rafał Listopad poprowadzą poświęcony jej masterclass.

Miasto jako bohater

Stulecie Gdyni odcisnęło się na programie mocniej niż zwykle – sekcja „Filmy z Gdyni” została znacznie rozbudowana, a obok projekcji zaplanowano cykl Rozmów o mieście. Do tego dochodzą wydarzenia, w których kino przenika się z lokalną historią:

  • wystawa „Kachu totalny. Sztuka Kazimierza Ostrowskiego” w Muzeum Miasta Gdyni
  • spacery Gdyńskim Szlakiem Modernizmu i Szlakiem Filmowym Gdyni
  • czytanie performatywne „Jesteśmy sami na świecie” na podstawie tekstu Andrzeja Wajdy i Moniki Kotowskiej – próba twórczego zrekonstruowania filmu, który nigdy nie powstał
  • opera „Głos potwora” w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej – 24 września w Operze Bałtyckiej w Gdańsku, godz. 19:00, spektakl biletowany
  • Strefa Rekonstrukcji Cyfrowej TVP na placu Grunwaldzkim

Po raz piąty wręczone zostaną też Złote Lwiątka imienia Janusza Korczaka dla filmów dla najmłodszych. O statuetkę powalczy pięć tytułów, a sekcję Gdynia Dzieciom otworzyła prapremiera animacji „Ryjówka przeznaczenia” Marcina Wasilewskiego. Grzegorz Łoszewski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich, ujął to bez owijania w bawełnę: nie ma kina dla małych spraw, są tylko historie opowiedziane mniej lub bardziej uczciwie.

A co z widzem spoza Trójmiasta

To pytanie wraca co roku i tym razem odpowiedź jest dość konkretna. Festiwal działa jak filtr: to tu rozstrzyga się, o których polskich premierach będzie się mówiło przez kolejne miesiące. Filmy z gdyńskiej szesnastki trafiają potem do normalnego repertuaru – „Dziki, dziki wschód” wejdzie do kin 8 stycznia 2027 roku w dystrybucji Warner Bros. Entertainment Polska, ponad trzy miesiące po festiwalowych seansach.

Na miejscu część programu jest otwarta i bezpłatna, między innymi spotkania z twórcami w Centrum Riviera. Pięć debiutów w Konkursie Głównym oznacza też, że w Gdyni rozstrzyga się teraz, kto będzie robił polskie kino w następnej dekadzie.

Laureatów poznamy w sobotę 26 września. Do tego czasu Gdynia będzie robić to, co robi od pół wieku: trzymać rękę na pulsie polskiego kina i sprawdzać, czy ma ono jeszcze coś do powiedzenia o świecie, w którym żyjemy. W roku, gdy miasto i jeden z najważniejszych twórców tego kina obchodzą setne urodziny, po tę odpowiedź warto wybrać się do sali kinowej.

Źródła:

  • Festiwalgdynia.pl
  • Dziennik Bałtycki
  • Dzień Dobry TVN
  • TVN24
  • Filmweb
  • Interia
  • Polsat News
  • Historia.org.pl
  • Senat RP
  • Narodowe Centrum Kultury
  • Muzeum Miasta Gdyni
  • Dzieje.pl
  • Polskie Radio
  • Wajda.pl
  • FilmPolski.pl
  • Archiwum Historii Mówionej Muzeum Kinematografii w Łodzi

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Kiedy zaczynam pisać, wtedy czuję, że żyję. Ukończyłam polonistykę i dziennikarstwo, na obu kierunkach uzyskałam tytuł magistra. Przez dwa lata studiowałam też kulturoznawstwo. Staram się kierować dewizą "faktom na usługach, opinii w ryzach" - zgodnie z zasadami Ryszarda Kapuścińskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *