Największa grupa imigrantów w Polsce coraz częściej celem ataków
W Polsce mieszka dziś około 1,6 miliona Ukraińców, największa grupa cudzoziemców w kraju. W pierwszej połowie 2026 roku policja przyjęła 180 zgłoszeń przestępstw z nienawiści wobec tej społeczności. To o 30 procent więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku i o 35 procent więcej niż w tym samym okresie 2024 roku – wynika z danych opisanych przez dziennik „Rzeczpospolita”.
Jeśli tempo się utrzyma, cały 2026 rok zamknie się na poziomie około 360 zgłoszeń. Dla porównania, w całym 2025 roku było ich 275, a w 2024 roku 267. Krzywa pnie się w górę od kilku lat, ale ostatni skok jest najbardziej wyraźny ze wszystkich dotychczasowych.
| Rok | Liczba zgłoszeń |
|---|---|
| 2024 | 267 |
| 2025 | 275 |
| 2026 (prognoza) | około 360 |
Liczby, które nie mówią wszystkiego
Same statystyki policyjne to, zdaniem ekspertów, tylko wierzchołek góry lodowej. „Powszechnie zakłada się, że przestępstwa z nienawiści są niedoszacowane” – powiedział Rzeczpospolitej Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych. Dodał, że część ofiar nie zgłasza incydentów, bo się po prostu boi.
Kucharczyk zwraca uwagę na coś jeszcze bardziej niepokojącego. Jego zdaniem toksyczna atmosfera wokół Ukraińców przenika z politycznej retoryki wprost do codziennego życia. Zaznaczył przy tym, że na takim klimacie chętnie żeruje Rosja, która ma własny interes w podsycaniu polsko-ukraińskiego sporu.
Seria incydentów, o których trudno nie usłyszeć
Ostatnie tygodnie dostarczyły temu twierdzeniu aż nadto dowodów. 13 lipca w Bielsku-Białej mężczyzna został nagrany, jak w autobusie wykrzykuje ksenofobiczne wyzwiska pod adresem ukraińskich dziewczynek. Sprawcę zatrzymano, a nagranie szybko obiegło media w obu krajach.
Kilka dni wcześniej dwóch działaczy skrajnej prawicy usłyszało zarzuty po konfrontacji z Ukrainką prowadzącą firmę pomagającą innym imigrantom. Jeden z nich był już wcześniej w tym roku oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji. W maju z kolei pięciu nastolatków zatrzymano w Warszawie po brutalnym pobiciu grupy młodych Ukraińców.
Do tego dochodzi wątek jeszcze bardziej niepokojący. Osiemnastoletni Ukrainiec stanie przed polskim sądem, oskarżony o malowanie na zlecenie Rosji napisów gloryfikujących Ukraińską Powstańczą Armię, odpowiedzialną za rzeź wołyńską. To niemal podręcznikowy przykład prowokacji, której celem jest podsycanie sporu, a nie jego rozwiązanie.
Politycy obwiniają się nawzajem
Reakcje na incydent w autobusie pokazały, jak bardzo temat Ukraińców w Polsce jest dziś naładowany politycznie. Premier Donald Tusk nazwał zdarzenie „obrzydliwym” i ostrzegł przed potencjalnie katastrofalnymi skutkami podsycania nienawiści narodowościowej.
Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński poszedł dalej. Wprost wskazał, że odpowiedzialność za zaostrzającą się retorykę ponoszą lider PiS Jarosław Kaczyński i jego zastępca Przemysław Czarnek oraz przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej Grzegorz Braun, ostrzegając przed brunatną falą zalewającą Polskę.
Rzecznik PiS Rafał Bochenek odpowiedział oskarżeniem rządu o cyniczne wykorzystywanie tragedii do celów politycznych. Dodał, że to właśnie Tusk i Kierwiński odpowiadają za brutalizację życia publicznego w Polsce. Czy w tej wymianie ciosów komukolwiek chodzi naprawdę o los dziewczynek z autobusu w Bielsku-Białej?
Ambasador Ukrainy w Polsce Wasyl Bodnar spróbował wznieść się ponad ten spór. Cytowany przez Polską Agencję Prasową, z zadowoleniem przyjął fakt, że cała polska klasa polityczna jednoznacznie potępiła incydent, i wyraził nadzieję, że obecna fala ataków to zjawisko przejściowe, które w końcu samo minie.
Skąd bierze się ta niechęć?
Źródła napięcia sięgają głębiej niż pojedyncze zdarzenia z ostatnich tygodni. W maju prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał jednej z jednostek wojskowych imię „bohaterów UPA”, organizacji odpowiedzialnej za wymordowanie około 100 tysięcy polskich cywilów, głównie kobiet i dzieci, podczas drugiej wojny światowej. W Polsce zbrodnię tę uznaje się za ludobójstwo, choć Ukraina konsekwentnie odrzuca to określenie.
Decyzja wywołała burzę. 19 czerwca prezydent Karol Nawrocki odebrał Zełenskiemu Order Orła Białego, najwyższe polskie odznaczenie, przyznane mu w 2023 roku. Na tym tle skrajnie prawicowe ugrupowania, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej, od miesięcy prowadzą kampanię wymierzoną w Ukraińców, a coraz twardszy ton przybiera też Prawo i Sprawiedliwość, największa partia opozycyjna.
Co naprawdę myślą Polacy?
Obraz komplikuje jednak najnowszy sondaż CBOS, opublikowany 25 lipca. Aż 59 procent Polaków popiera decyzję Nawrockiego o odebraniu orderu, a 84 procent uważa, że polskie państwo powinno reagować, gdy inny kraj gloryfikuje sprawców zbrodni na Polakach. Same te liczby mogłyby sugerować powszechną, jednoznaczną wrogość.
Ten sam sondaż pokazuje jednak coś zupełnie innego. Trzy czwarte respondentów zgodziło się, że Polska i Ukraina powinny przede wszystkim współpracować w obliczu zagrożenia ze strony Rosji, zamiast skupiać się na tym, co je dzieli. Aż 80 procent uznało, że to Rosja zyskuje na polsko-ukraińskim sporze.
| Twierdzenie z sondażu CBOS (lipiec 2026) | Poparcie |
|---|---|
| Polska i Ukraina powinny współpracować wobec zagrożenia z Rosji | 75% |
| Rosja korzysta na polsko-ukraińskim sporze | 80% |
| Politycy obu krajów podsycają konflikt dla własnych korzyści | 73% |
| Dobre relacje wymagają rozliczenia przeszłości | 77% |
| Polska i Ukraina mają więcej wspólnych interesów niż spornych | 52% |
Na podstawie odpowiedzi na wszystkie te pytania socjologowie CBOS wyodrębnili trzy grupy Polaków o odmiennym podejściu do całego sporu, różniące się tym, jak rozkładają akcenty między pamięcią o zbrodniach na Kresach a bieżącą współpracą wojskową i gospodarczą z Ukrainą:
- „Moraliści” (46 procent) kładą nacisk przede wszystkim na rozliczenie historii.
- „Pragmatycy” (34 procent) stawiają na współpracę wobec wspólnego zagrożenia.
- „Wycofani” (20 procent) nie mają w tej sprawie wyrobionego zdania.
Można by rzec, że Polacy i Ukraińcy są dziś trochę jak sąsiedzi, którzy pokłócili się o miedzę, ale wciąż muszą razem naprawiać wspólny płot, bo za nim czai się ktoś dużo groźniejszy od nich obu. Czy taka logika przetrwa kolejne miesiące napięć, czy jednak górę weźmie emocja z ostatnich nagrań z autobusów i podwórek?
Kijów szuka wyjścia z impasu
Zełenski nie zamierza wycofać się z decyzji o nazwaniu jednostki imieniem UPA, ale Ukraina próbuje łagodzić spór na innych frontach. Na początku lipca minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha przyjechał do Warszawy z propozycją „pakietu antykryzysowego”. Kilka dni później sam Zełenski przedstawił plan pięciu punktów, w tym otwarcie ukraińskich archiwów historycznych i zgodę na dalsze ekshumacje ofiar rzezi wołyńskiej.
Strona polska przyjęła te gesty z ostrożnością, czekając na konkretne działania, nie tylko deklaracje. Czy zapowiedzi z Kijowa przełożą się na realne ustępstwa, czy pozostaną jedynie gestem bez pokrycia, okaże się zapewne jeszcze w tym roku. Jedno jest już dziś pewne: to, co dzieje się między Warszawą a Kijowem na szczeblu dyplomatycznym, ma bezpośrednie przełożenie na to, jak Ukraińcy czują się na polskich ulicach.
Źródła:
Notes from Poland
Rzeczpospolita
CBOS
PAP