Chiny każą influencerom udowodnić, że wiedzą, o czym mówią

Avatar photo
0 komentarzy 5 minut

W erze, gdy miliony ludzi czerpią wiedzę o zdrowiu, finansach czy prawie z krótkich filmików, Chiny postanowiły postawić tamę samozwańczym ekspertom. 25 października 2025 roku weszły w życie przepisy Administracji Cyberprzestrzeni Chin (CAC), które zobowiązują twórców treści do udowodnienia kwalifikacji zawodowych przed publikowaniem materiałów z obszarów uznanych za wrażliwe. Czy reszta świata pójdzie tym samym tropem?

Koniec ery samozwańczych ekspertów?

Przez lata chiński internet przypominał pod tym względem jarmark: każdy mógł oferować porady medyczne, rekomendacje inwestycyjne czy interpretacje prawa, niezależnie od jakiegokolwiek przygotowania. Skala zjawiska w kraju z ponad miliardem użytkowników internetu sprawiała, że skutki dezinformacji były odczuwalne w realnym życiu.

Fałszywe kuracje w czasie pandemii COVID-19, nielegalne porady podatkowe maskowane jako edukacja finansowa, pseudomedyczne suplementy promowane przez celebrytów – to konkretne przypadki, które stały za nową regulacją. Dla chińskich władz cierpliwość dobiegła końca.

Nowe przepisy objęły cztery dziedziny: medycynę i zdrowie, prawo, finanse oraz edukację. Twórca chcący publikować treści w tych obszarach musi teraz dostarczyć platformie potwierdzenie kwalifikacji – dyplom ukończenia studiów, licencję zawodową lub inny dokument certyfikacyjny uznany przez odpowiednie organy. Platformy – Douyin, Weibo i Bilibili – ponoszą odpowiedzialność prawną za weryfikację tych danych i za konsekwencje ich braku.

Co dokładnie zmienia nowe prawo?

Regulacja wprowadzona przez CAC – przy współpracy z Krajową Administracją Radia i Telewizji (NRTA) oraz Ministerstwem Kultury i Turystyki – nakłada na twórców i platformy szereg wymogów. Maksymalna kara za naruszenie wynosi 100 tysięcy juanów, czyli około 14 tysięcy dolarów. Dla dużych platform to suma symboliczna, dla indywidualnego twórcy – realne zagrożenie finansowe.

WymógKogo dotyczySankcja za naruszenie
Weryfikacja kwalifikacji zawodowychTwórcy treści z obszarów wrażliwychZawieszenie konta
Oznaczanie treści generowanych przez AIWszyscy twórcyUsunięcie materiału
Zamieszczanie cytatów i przypisów do źródełTwórcy treści eksperckichUsunięcie materiału
Zakaz reklamy suplementów jako treści edukacyjnejTwórcy i platformyKara do 100 tys. juanów

Oficjalny argument: ochrona przed dezinformacją

CAC uzasadnia regulację troską o jakość informacji w przestrzeni publicznej. Jak ujął to rzecznik urzędu podczas konferencji prasowej poświęconej nowym przepisom: „W erze, gdy głosy w sieci wywierają wpływ na miliony ludzi, musimy zadbać o to, by wiedza przekazywana w kluczowych dziedzinach pochodziła z wiarygodnych źródeł”. Trudno z tą tezą polemizować w oderwaniu od realiów – problem pojawia się, gdy próbuje się ją zastosować w praktyce.

Warto zauważyć, że CAC nie zaczął od zera. Już w 2022 roku obowiązywał Kodeks postępowania dla nadawców internetowych, który zawierał pewne zalecenia dotyczące rzetelności treści. Regulacja z 2025 roku to jednak znaczące zaostrzenie: nie sugestia, lecz wymóg prawny z sankcjami, instytucjonalny nadzór i wyraźny podział odpowiedzialności między twórcę a platformę.

Kto zyskuje, kto traci?

Środowisko lekarzy, prawników i ekonomistów aktywnych w mediach społecznościowych przyjęło regulację z wyraźną ulgą. Od lat wskazywali oni, że rywalizują o uwagę odbiorców z osobami, które nie mają żadnego wykształcenia kierunkowego, za to chętnie korzystają z chwytliwych tytułów i prostych odpowiedzi na skomplikowane pytania. Dla nich nowe przepisy to coś w rodzaju cyfrowego porządku – wreszcie formalne kwalifikacje mają znaczenie.

Znacznie trudniejsza jest sytuacja twórców, którzy nie wpisują się w tę kategorię – a których głosy bywają równie wartościowe. Wyobraźmy sobie osobę chorą przewlekle, która od lat dzieli się w sieci doświadczeniem pacjenta i buduje dla tysięcy innych chorych społeczność wzajemnego wsparcia. Formalnie nie jest lekarzem. Czy powinna milczeć? Tego rodzaju przypadki graniczne regulacja omija milczeniem.

Globalne echo: czy to tylko chiński eksperyment?

Chiny nie są pierwszym krajem, który próbuje porządkować przestrzeń influencer marketingu. Hiszpania w 2024 roku uchwaliła tzw. prawo influencerów, które nakłada obowiązek rejestracji na twórców zarabiających powyżej 300 tysięcy euro rocznie lub posiadających ponad milion obserwujących. Regulacje te dotyczą jednak głównie reklamy i przejrzystości finansowej – nie weryfikacji wiedzy merytorycznej.

Model chiński jest znacznie dalej idący i budzi zainteresowanie regulatorów w innych krajach, szczególnie w kontekście sektora zdrowotnego. Zachodnie systemy prawne chronią swobodę wypowiedzi w sposób, który czyni weryfikację kwalifikacji jako warunek publikacji trudną do obronienia konstytucyjnie.

Nie zmienia to jednak faktu, że sam pomysł – przywrócenia rangi ekspertyzy w debacie publicznej – trafia na podatny grunt na całym świecie. Czy regulacje tego rodzaju to przyszłość zarządzania informacją w sieci, czy jedynie lokalny eksperyment bez szans na trwały sukces?

Cenzura w białych rękawiczkach?

Krytyczne głosy wobec regulacji koncentrują się wokół jednego pytania: kto decyduje o tym, co jest „wiedzą ekspercką”, a co nie? W systemie, gdzie CAC jest instytucją rządową, nie zaś niezależnym regulatorem, granica między walką z dezinformacją a kontrolą narracji jest cienka. Niedługo po wejściu w życie nowych przepisów Weibo zawiesił ponad 1200 kont pod zarzutem „szerzenia plotek” na temat sytuacji gospodarczej i programów socjalnych rządu.

Mechanizm weryfikacji kwalifikacji może być zatem narzędziem o podwójnym zastosowaniu: raz chroni przed pseudoekspertami medycznymi, innym razem może posłużyć do wyciszania ekonomistów, którzy komentują politykę rządu w sposób niekomfortowy dla władz. Czy te dwie funkcje regulacji dają się rozdzielić – to pytanie, na które chińskie prawo nie daje odpowiedzi.

Globalna debata o jakości informacji w mediach społecznościowych nie zakończy się wraz z chińską regulacją. Jest raczej kolejnym rozdziałem sporu o to, jak pogodzić wolność słowa z odpowiedzialnością za słowo – sporu, który demokracje liberalne i państwa autorytarne toczą różnymi metodami, ale wobec tego samego problemu.

Źródła:

Times Higher Education
Moneywise
NetInfluencer
Watchdoq / HealthBeat
Vanguard News
WebProNews

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Piszę odkąd wyskoczyłem z kołyski. Ale też czytam, edukuję się, poznaję, rozmawiam. Moje ulubione słowo to "merytoryczny". Oprócz zrozumienia faktów, logiki, procesów, warto też rozumieć emocje i intencje, które kryją się za wydarzeniami na świecie i decyzjami jednostek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *