Susza silniejsza niż atom. Dunaj gasi reaktory w Europie
Rumunia w czwartek straciła prąd ze swojej jedynej elektrowni jądrowej. Powodem nie jest awaria ani decyzja polityczna, lecz rzeka, w której zabrakło wystarczająco dużo wody, by chłodzić reaktory. Ten sam Dunaj sprawia kłopoty także na Węgrzech, a Francja zmaga się z niemal identycznym problemem na własnym wybrzeżu.
Trzy kraje, jeden kontynent i coraz wyraźniejszy sygnał, że rekordowa susza potrafi wyłączyć nawet najbardziej zaawansowaną infrastrukturę energetyczną, budowaną z myślą o dziesięcioleciach bezawaryjnej pracy. Wspólnym mianownikiem pozostaje ten sam kaprys pogody, który latem 2026 roku doskwiera niemal całej Europie.
Rumunia traci swój jedyny atom
W czwartek rumuński operator Nuclearelectrica ogłosił kontrolowane wyłączanie drugiego reaktora elektrowni jądrowej w Cernavodzie. Pierwszy z dwóch reaktorów przestał pracować już pod koniec lipca, a teraz do chłodzenia zabrakło wody także dla drugiego bloku.
Elektrownia w Cernavodzie normalnie dostarcza około 20 procent całej rumuńskiej energii elektrycznej. Dyrektor obiektu Romeo Urjan przyznał agencji AFP, że nie spodziewa się wznowienia pracy w ciągu najbliższych dziesięciu dni. To dopiero drugi taki przypadek w historii elektrowni – poprzednio do całkowitego wyłączenia z powodu suszy doszło w 2003 roku.
Czy dwadzieścia trzy lata to dużo, czy mało w historii jednej elektrowni? Wystarczająco, by ten wcześniejszy przypadek wyglądał jak wyjątek potwierdzający regułę – dopóki nie okazało się, że reguła właśnie się zmienia, a klimat przestaje być tłem dla europejskiej energetyki i staje się jej głównym bohaterem.
Rozpaczliwa walka o każdy centymetr wody
Zanim doszło do ostatecznego wyłączenia, Rumunia rzuciła na szalę dosłownie wszystko, co miała pod ręką. Na próby odwrócenia biegu wody w stronę reaktorów wydano ponad dwa miliony euro. Wśród podjętych działań znalazły się rozwiązania, które jeszcze dekadę temu trudno byłoby sobie wyobrazić:
- wysadzenie w powietrze skały ograniczającej przepływ rzeki,
- zatopienie czterech barek wypełnionych kamieniami, by lokalnie podnieść poziom wody,
- ponowne uruchomienie wcześniej wygaszonej elektrowni opalanej węglem brunatnym, o mocy 330 megawatów,
- zwiększony import prądu z krajów sąsiednich, przy transgranicznych mocach przesyłowych sięgających 4 tysięcy megawatów.
Rząd ogłosił stan alarmu energetycznego, obowiązujący przez cały sierpień. Koncerny motoryzacyjne Dacia i Ford wstrzymały produkcję w kraju do 19 sierpnia, by odciążyć sieć. Jak zauważyła analityczka rynku energii Corina Murafa, mieszkańcom nie grozi brak prądu, choć import w godzinach szczytu będzie kosztowny, bo wszystkie kraje regionu potrzebują wtedy energii jednocześnie.
Przygotowano też mechanizm pozwalający odłączać od sieci dużych odbiorców przemysłowych z 24-godzinnym wyprzedzeniem, gdyby dostępna generacja nie pokryła prognozowanego zapotrzebowania. Gospodarstwa domowe, szpitale i newralgiczna infrastruktura pozostają poza jego zasięgiem.

Trzy kraje, jedna rzeka
Sytuacja w Rumunii nie jest odosobniona. Na sąsiednich Węgrzech i we Francji trwa właściwie ta sama walka, choć z innym natężeniem i w innym momencie kryzysu. Poniższe zestawienie pokazuje skalę problemu w trzech krajach, które łączy nie tylko geografia, ale i ta sama fala rekordowych upałów.
| Kraj | Elektrownia | Udział w krajowej produkcji prądu | Sytuacja w połowie sierpnia |
|---|---|---|---|
| Rumunia | Cernavodă | około 20 procent | oba reaktory wyłączone |
| Węgry | Paks | około 40 procent | praca ograniczona, groźba pełnego zatrzymania |
| Francja | Gravelines i inne | atom to 70 procent miksu | ponad 20 procent mocy jądrowych niedostępne |
Węgry: nowy rząd na pierwszym poważnym egzaminie
Węgierska elektrownia w Paks, jedyna w kraju, na razie uniknęła całkowitego zatrzymania, choć niewiele do tego brakowało. Cztery reaktory tego obiektu chłodzone są wodami tego samego Dunaju, który kilkaset kilometrów w dół biegu rzeki zdławił już rumuńską elektrownię.
Na początku sierpnia premier Péter Magyar ostrzegał, że kraj stoi przed najbardziej krytycznym pięciodniowym okresem, odkąd spadający poziom rzeki zmusił Budapeszt do wygaszenia elektrowni odpowiadającej za 40 procent krajowej produkcji prądu. Jak napisał wtedy na platformie X, elektrownia miała zostać „całkowicie wyłączona po raz pierwszy od 44 lat”.
To poważny sprawdzian dla rządu, który władzę sprawuje dopiero od maja. Magyar objął urząd po tym, jak w kwietniowych wyborach jego partia Tisza pokonała rządzącą od szesnastu lat formację Viktora Orbána, zdobywając 141 ze 199 mandatów w parlamencie. Czy gabinet, który obiecywał stabilność i odbudowę relacji z Brukselą, przetrwa swój pierwszy poważny egzamin infrastrukturalny?
W środę Magyar zapowiedział budowę podwodnej zapory, mającej utrzymać odpowiedni przepływ wody przy elektrowni. W pobliżu obiektu ustawiono już dwie osiemdziesięciometrowe barki, które w razie potrzeby można zatopić, by lokalnie podnieść poziom rzeki.
Meduzy, upały i francuski atom
We Francji problem ma zupełnie inne oblicze, choć podobne źródło. W środę ponad 20 procent mocy francuskich elektrowni jądrowych było niedostępne – to rekordowy deficyt, jak wynika z obliczeń agencji AFP na podstawie danych koncernu EDF sięgających 2015 roku.
Trzynaście z 57 reaktorów odczuło skutki upałów i suszy, przy czym osiem zostało całkowicie wyłączonych, a pięć pracowało ze zmniejszoną mocą. Do tego doszedł epizod z gatunku tych, które trudno wymyślić – w elektrowni Gravelines, największej w Zachodniej Europie, trzy reaktory musiały zostać wyłączone po tym, jak instalacje chłodzące zapchał rój meduz.
To nie pierwszy taki przypadek. Niemal dokładnie rok wcześniej, w sierpniu 2025 roku, ten sam obiekt padł ofiarą identycznego zjawiska. Cieplejsze morze sprzyja rozmnażaniu się meduz, więc coraz trudniej traktować taki incydent jako jednorazowy zbieg okoliczności. Dla Francji ma to szczególne znaczenie, bo atom odpowiada tam za blisko 70 procent produkowanej energii elektrycznej.
Rzeki jak żyły europejskiej energetyki
Rzeka pełni dla elektrowni jądrowej rolę żyły zasilającej. Gdy przepływ słabnie, cały system zaczyna gorączkować, a inżynierowie muszą decydować, co poświęcić w pierwszej kolejności – moc produkcyjną czy bezpieczeństwo ekosystemu, do którego trafia podgrzana woda chłodząca.
Według analizy unijnego programu obserwacji Ziemi Copernicus, w sierpniu cztery największe rzeki Europy – Ren, Loara, Pad i Dunaj – osiągnęły rekordowo niskie poziomy. Największe ogniska suszy odnotowano we Francji, w Niemczech, na Węgrzech i w Rumunii.
Profesor klimatologii Richard Allan z University of Reading ocenił, że obserwowane teraz ekstrema hydrologiczne to dopiero „wierzchołek góry lodowej” w miarę dalszego ocieplania klimatu, a zarządzanie zasobami wodnymi będzie stawało się coraz trudniejsze. Trudno o bardziej wymowne podsumowanie sytuacji, w której technologia budowana z myślą o dekarbonizacji sama okazuje się zakładniczką zmieniającego się klimatu.

Co dalej z europejskim atomem
Żaden z opisanych przypadków nie oznacza realnego ryzyka przerw w dostawach prądu dla gospodarstw domowych. Importy, elektrownie węglowe trzymane w rezerwie i odnawialne źródła energii wciąż pozwalają grać na czas. Sytuacja pokazuje jednak coś więcej niż tylko chwilowe kłopoty techniczne trzech elektrowni.
Elektrownie jądrowe projektowano z myślą o warunkach klimatycznych sprzed dekad, a nie o rzekach kurczących się do rekordowo niskich poziomów rok w rok. Energia atomowa od lat sprzedawana jest jako fundament transformacji energetycznej i tarcza przeciwko ociepleniu klimatu. Sierpień 2026 roku pokazał, że ta sama technologia bywa też jego zakładniczką.
Rachunki za prąd w regionie mogą w najbliższych tygodniach nieco wzrosnąć, zwłaszcza w godzinach szczytowego zapotrzebowania, gdy sąsiedzi importują energię niemal jednocześnie. To i tak niewielka cena w porównaniu z tym, co może przynieść kolejne lato, jeśli poziom wody w Dunaju, Renie czy Loarze ponownie okaże się rekordowo niski.
Źródła:
- Al Jazeera
- Euronews
- Irish Times
- Balkan Insight
- Romania Insider
- CNN
- POLITICO
- Copernicus