Siedem narracji Kremla. Tak Putin zniechęca Europę do Ukrainy
Wojna o Ukrainę toczy się nie tylko na froncie. Równolegle Kreml prowadzi drugą kampanię – tę o umysły Europejczyków. Jej cel nie jest specjalnie ukrywany: osłabić wolę państw Zachodu, by dalej pomagały Kijowowi. Europejska Służba Działań Zewnętrznych (EEAS) określa to zjawisko mianem zagranicznej manipulacji informacjami i ingerencji, w skrócie FIMI. Codziennie na platformę X, Facebooka i TikToka trafiają setki spreparowanych treści, a większość z nich ma wspólny mianownik – podważyć sens wspierania Ukrainy.
Druga linia frontu mieści się w kieszeni
Wysoka przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych Kaja Kallas mówiła w Parlamencie Europejskim, że dezinformacja to broń wspierająca działania zbrojne na lądzie. Jej zdaniem front tej wojny hybrydowej przebiega przez europejskie demokracje – uczelnie, parlamenty i media. „Jej celem jest zmiana naszej polityki i zniechęcenie Europy do wspierania Ukrainy” – stwierdziła. Co istotne, ta broń dosłownie leży w naszych kieszeniach, w telefonach i aplikacjach, których używamy każdego dnia.
Kreml nie wymyśla zwykle nowych lęków. Sięga po te, które już w europejskich społeczeństwach tlą się same: obawy o ceny energii, o migrację, o koszty życia. Wystarczy dorzucić iskrę i rozdmuchać ją w pożar. To trochę jak podsycanie ognia cudzymi rękami – wina spada na rządy w Berlinie czy Paryżu, a nie na Moskwę. Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego pod artykułem o Ukrainie tak szybko pojawia się identyczny, gniewny komentarz pod kilkoma profilami naraz?
Fabryka kłamstw, czyli jak to działa
Najlepiej udokumentowaną operacją jest kampania Doppelganger, ujawniona przez unijne służby i powiązana z rosyjską agencją Social Design Agency. Jej metoda polega na klonowaniu znanych portali. Powstają łudząco podobne kopie takich tytułów jak Die Welt, Le Parisien, La Repubblica, a nawet polskich – Polityki i Polskiego Radia. Na sfałszowanych stronach publikowane są zmyślone artykuły, które następnie boty i fałszywe konta rozsyłają dalej, by zatrzeć ślad prawdziwego nadawcy.
Skala bywa zaskakująca. Według niemieckiego raportu pojedyncze reklamy tej kampanii na Facebooku potrafiły docierać do ponad stu tysięcy Niemców dziennie. Do tego dochodzą spreparowane nagrania (tzw. deepfake), zmyślone cytaty przypisywane gwiazdom pokroju Taylor Swift czy Beyoncé oraz podstawione „eksperckie” wywiady nagrywane przez komunikator. Kreml finansuje też fałszywe redakcje rzekomo weryfikujące fakty, które podszywają się pod rzetelne organizacje, by jeszcze bardziej zamącić obraz.
Choć technologia bywa wyrafinowana, sama logika tej machiny jest dość przewidywalna i powtarza się od kampanii do kampanii. Najważniejsze narzędzia, po które sięgają operatorzy rosyjskich operacji wpływu, można streścić w kilku punktach:
- Klonowanie domen i podszywanie się pod prawdziwe media oraz strony rządowe
- Armie botów i fałszywych kont, które sztucznie windują zasięgi
- Spreparowane nagrania i obrazy generowane przez sztuczną inteligencję
- Płatne reklamy w mediach społecznościowych, kierowane do wybranych grup
- Fałszywi „weryfikatorzy faktów” imitujący niezależne organizacje
Platforma EUvsDisinfo, prowadzona przez EEAS od 2015 roku, gromadzi tysiące przykładów takich treści. Ponad cztery na dziesięć przypadków w jej bazie dotyczą właśnie Ukrainy. To pokazuje, że Kijów pozostaje głównym celem rosyjskiej propagandy – nie tylko czołgów, lecz także narracji. Charakterystyczne jest też dopasowywanie przekazu do kraju odbiorcy, co dobrze widać w analizie kampanii Doppelganger.
| Kraj | Główne motywy narracji | Cel operacji |
|---|---|---|
| Francja | Migracja, wojna w Ukrainie | Pogłębianie podziałów społecznych |
| Niemcy | Energia, klimat, wojna w Ukrainie | Wiązanie kryzysu z pomocą Kijowowi |
| Polska | Uchodźcy z Ukrainy, migracja | Podsycanie niechęci do uchodźców |
| Hiszpania | Wojna w Ukrainie | Osłabianie poparcia dla Kijowa |

Siedem fałszywych narracji z mediów społecznościowych
Poniżej siedem powtarzalnych opowieści, które krążą po europejskich sieciach. Część z nich brzmi niegroźnie, część wręcz absurdalnie, lecz wszystkie zmierzają w tę samą stronę. Łączy je też to, że każda została obalona przez niezależnych analityków, a mimo to wraca jak bumerang.
1. „Ukrainą rządzą naziści”
To fundament rosyjskiej propagandy, obecny od czasu Euromajdanu. W bazie EUvsDisinfo zebrano blisko pięćset takich przypadków. W tej narracji „nazistą” jest każdy, kto sprzeciwia się Moskwie. Na forum we Władywostoku w 2022 roku Putin posunął się do twierdzenia, że szef unijnej dyplomacji Josep Borrell „znalazłby się po stronie faszystów, gdyby żył w latach trzydziestych”. Etykieta ta ma uzasadniać inwazję jako rzekomą „denazyfikację”.
2. „Sankcje rujnują Europę, nie Rosję”
Ta opowieść maluje obraz kontynentu pogrążonego w nędzy z powodu własnych sankcji. W jednej z jej absurdalnych wersji zubożali Europejczycy mają wkrótce żywić się owadami i robakami. W rzeczywistości sklepowe półki są pełne, a owadzie przekąski to ciekawostka kulinarna sprzed lat, nie skutek polityki wobec Moskwy. Celem jest wywołanie paniki i złości skierowanej nie ku Rosji, lecz ku Brukseli.
3. „Wasze rządy porzucają własnych obywateli”
Tu Kreml gra na poczuciu krzywdy. Przekaz powtarza, że rząd dba o Ukrainę kosztem swoich podatników, którym brakuje na ogrzewanie czy szkoły. Niemiecki raport o operacji Doppelganger wskazuje to jako jeden z głównych motywów wymierzonych w Berlin. Mechanizm jest prosty: zestawić każdą krajową bolączkę z pomocą dla Kijowa i zasiać ziarno niezgody między obywatelem a jego państwem.
4. „Ukraińscy przywódcy żyją w luksusie za wasze pieniądze”
Najgłośniejszym przykładem była historia o rzekomym zakupie Bugatti za 4,5 miliona euro przez Ołenę Zełenską. Towarzyszyła jej sfałszowana faktura oraz nagranie „pracownika salonu”, które okazało się wytworem sztucznej inteligencji. Producent aut oficjalnie zaprzeczył, by taka transakcja miała miejsce. Przesłanie pozostaje zawsze to samo – ukraińskie elity opływają w luksusy, podczas gdy proszą świat o wsparcie.
5. „Pomoc tylko przedłuża wojnę”
Pozornie rozsądna teza, która w rzeczywistości prowadzi do jednego wniosku: trzeba przestać wysyłać broń i „usiąść do stołu”. W tej narracji pokój oznacza po prostu zgodę na rosyjskie zdobycze terytorialne. Kto się na to nie godzi, ten zostaje przedstawiony jako podżegacz. Komu naprawdę służy hasło, że „czas na negocjacje”, gdy warunkiem ma być kapitulacja zaatakowanego?
6. „Wsparcie Ukrainy grozi wojną atomową”
To narracja oparta na czystym strachu. Każda dostawa sprzętu dla Kijowa ma rzekomo przybliżać Europę do III wojny światowej i nuklearnej zagłady. Groźby eskalacji powracają regularnie przy okazji kolejnych decyzji o pomocy. Analitycy EUvsDisinfo zaliczają „straszenie atomem” do stałego repertuaru Moskwy, której chodzi o sparaliżowanie zachodnich rządów lękiem przed odpowiedzialnością.
7. „Uchodźcy z Ukrainy to obciążenie i zagrożenie”
W Polsce to właśnie wokół uchodźców skupiała się znaczna część rosyjskiego przekazu. Narracja przedstawia ich jako rywali w dostępie do pracy, świadczeń i bezpieczeństwa. Cel jest oczywisty – przekuć początkową solidarność w zmęczenie i wrogość. Im więcej napięcia między sąsiadami, tym łatwiej rozbić wspólny front pomocy. Ile z tych historii przewinęło się przez wasze tablice w ostatnim roku?
Drobny fałsz groźniejszy niż wielki absurd
Paradoks rosyjskiej propagandy polega na tym, że najbardziej szkodliwe nie są wcale najbardziej szalone historie. Te najdziwniejsze – o robakach czy Bugatti – pełnią rolę dymnej zasłony. Mają bawić, męczyć i zalewać przestrzeń szumem, by w tym hałasie łatwiej przeszły cichsze, bardziej wiarygodne kłamstwa. Mechanizm da się streścić w jednym zdaniu: rozproszyć uwagę absurdem, a wpłynąć na odbiorcę subtelnym fałszem.
Unia próbuje odpowiadać. W kwietniu 2026 roku objęła sankcjami kolejne podmioty stojące za operacjami wpływu, między innymi platformę Euromore i fundację Pravfond. Powstaje też Europejska Tarcza Demokracji, zapowiedziana przez Ursulę von der Leyen jako narzędzie obrony przed najpoważniejszymi zagrożeniami. Najskuteczniejszą bronią pozostaje jednak coś bardziej przyziemnego – chłodna głowa, sprawdzanie źródeł i świadomość, że jeśli jakiś post celuje prosto w nasze emocje, warto na chwilę się zatrzymać.
Bo wojna o Ukrainę rozgrywa się nie tylko nad Dnieprem. Toczy się również na naszych ekranach, w komentarzach i udostępnieniach. I w tej bitwie każdy z nas, klikając „dalej” lub „nie podaję dalej”, zajmuje jakąś stronę.
Źródła:
- EUvsDisinfo
- EEAS
- Auswärtiges Amt
- Atlantic Council
- Euronews
2 komentarze
Najbardziej intensywnie Putin działa w Niemczech. Pogadaj z jakimkolwiek Niemcem w wieku 30-40 lat – wojna na Ukrainie musi się skończyć, powinno się zacząć negocjacje, na siłę wcielają do wojsk ukraińskich młodych ludzi i wiele tego typu bzdur, Rosja to „nie nasza sprawa”, Zełeński ma jakieś wille / auta. To wszystko widzą na kontach trolli rosyjskich i wierzą w to. Albo na tych portalach, które naśladują realne portale informacyjne. Niestety zrozumienie geopolityki i spraw międzynarodowych wśród społeczeństwa jest bardzo niewielkie. Standardowa edukacja tego nie pokrywa.
Moskwa prawdopodobnie więcej wydaje na dezinformację w Europie, niż na faktyczne działania bojowe na Ukrainie. Bo wiedzą, że póki Europa wspiera, nic nie zdziałają.