NATO 3.0: Ameryka stawia Europie twarde warunki obrony

Avatar photo
1 komentarz 4 minuty

Bruksela znów stała się areną transatlantyckiego napięcia. W czwartek 18 czerwca 2026 roku, podczas spotkania ministrów obrony NATO, sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych Pete Hegseth ogłosił sześciomiesięczny przegląd amerykańskich sił w Europie i wezwał do przekształcenia Sojuszu w NATO 3.0. Przekaz był jednoznaczny: era, w której Waszyngton dźwiga główny ciężar europejskiego bezpieczeństwa, dobiega końca.

Sześć miesięcy, od których wiele zależy

Przegląd nie jest formalnością. Hegseth powiązał jego wynik z tempem, w jakim europejscy sojusznicy przejmą odpowiedzialność za własną obronę. „To będzie prawdziwy przegląd” – powiedział partnerom w Brukseli. „Ma zapewnić, że NATO szybko i nieodwracalnie zmierza w stronę, w której to Europa przewodzi i bierze główną odpowiedzialność za obronę kontynentu.” Za wstyd uznał przy tym odmowę udostępnienia baz w Europie pod uderzenia na Iran.

Koniec „ery jazdy na gapę”

W narracji Hegsetha dotychczasowy model Sojuszu, nazwany NATO 2.0, był po prostu erą jazdy na gapę. NATO 3.0 ma być powrotem do twardego, wojskowego rdzenia, zdolnego do realnego odstraszania na kontynencie. Przy okazji szef Pentagonu uderzył w europejską politykę migracyjną i równościową, w tonie przypominającym głośne wystąpienie wiceprezydenta J.D. Vance’a w Monachium w 2025 roku.

Problem w tym, że obraz słabej, gnuśnej Europy rozmija się z danymi. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte przypomniał, że w minionym roku europejscy sojusznicy i Kanada wydali na obronę o 90 miliardów dolarów więcej, czyli o 20 procent rok do roku. Większość państw zaostrzyła też politykę graniczną. Czy retoryka o słabości kontynentu nadąża za rzeczywistością?

Geopolityczna szachownica Europy: rozmieszczenie sił sojuszniczych wzdłuż wschodniej flanki stanowi centralny punkt dyskusji o przyszłości NATO.

Czego Ameryka już nie gwarantuje

Słowa idą w parze z konkretami. Trzeciego czerwca Waszyngton zasygnalizował, że w razie kryzysu nie wystawi już części zasobów, na których Europa polegała od dekad. Naczelny dowódca sił sojuszniczych w Europie, tradycyjnie Amerykanin, przygotowuje plany awaryjne. Lista wycofywanych zdolności jest krótka, ale wymowna:

  • lotniskowiec wraz z okrętami wsparcia,
  • samoloty do tankowania w powietrzu,
  • dziesiątki myśliwców oraz część okrętów wojennych.

Do tego dochodzi majowa decyzja Pentagonu o wycofaniu pięciu tysięcy żołnierzy z Niemiec. Wzbudziło to niepokój nie tylko w Europie. Republikańscy szefowie komisji sił zbrojnych Senatu i Izby Reprezentantów, Roger Wicker i Mike Rogers, ostrzegli, że każda znacząca zmiana amerykańskiej obecności wojskowej w Europie wymaga rozważnego przeglądu oraz ścisłej koordynacji z Kongresem i sojusznikami.

Polska na pierwszej linii

Dla Polski nie jest to abstrakcyjny spór o procenty. Kraj od lat przeznacza na obronę najwyższy odsetek PKB w całym Sojuszu, ponad cztery procent, wyprzedzając nawet Stany Zjednoczone, a projekt budżetu na 2026 rok winduje wydatki do blisko 4,8 procent. Mimo to bezpieczeństwo wschodniej flanki wciąż w dużej mierze opiera się na amerykańskiej obecności.

Co się stanie, jeśli przegląd wypadnie dla części sojuszników niekorzystnie? To pytanie spędza sen z powiek planistom w Warszawie i stolicach bałtyckich. Polska, Litwa, Łotwa i Estonia od miesięcy naciskają na stałą obecność wojsk, a teraz muszą liczyć się ze scenariuszem, w którym parasol rozpięty nad nimi z Waszyngtonu staje się mniej szczelny.

Pomimo krytyki z USA, europejscy sojusznicy, w tym Polska, zwiększają wydatki na obronność i szkolą swoich żołnierzy, by przejąć większą odpowiedzialność.

Atom zostaje, a zegar tyka

Nie wszystko jednak wskazuje na odwrót. Stany Zjednoczone nie zamierzają wycofywać z Europy broni jądrowej, która pozostaje fundamentem odstraszania NATO. Co znamienne, Grupa Planowania Nuklearnego Sojuszu wydała w czwartek pierwsze oświadczenie od dziewiętnastu lat, podkreślając, że strategiczne siły jądrowe pozostają najwyższą gwarancją bezpieczeństwa sojuszników.

Cała rozgrywka odbędzie się w cieniu zbliżającego się szczytu NATO w Ankarze, na którym swój udział zapowiedział prezydent Donald Trump. Hegseth zapowiedział też, że w 2027 roku USA przeznaczą na własną obronę 1,5 biliona dolarów. Europa ma więc pół roku, by udowodnić, że potrafi stanąć na własnych nogach. Pytanie tylko, czy zdąży.

Źródła:

Zdjęcia: Adobe Stock
NPR
Associated Press
CBS News
NBC News
Notes from Poland
Polska Agencja Prasowa

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Piszę odkąd wyskoczyłem z kołyski. Ale też czytam, edukuję się, poznaję, rozmawiam. Moje ulubione słowo to "merytoryczny". Oprócz zrozumienia faktów, logiki, procesów, warto też rozumieć emocje i intencje, które kryją się za wydarzeniami na świecie i decyzjami jednostek.

1 komentarz

  1. bradley pisze:

    NATO 3.0 wymusza zmianę układu sił. Presja USA na Europę redefiniuje podział kosztów i architekturę bezpieczeństwa. Zapowiada się ciekawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *