Czerwona lampka dla polskiej gospodarki – Moody’s ostrzega przed kryzysem zadłużenia
Negatywny sygnał z międzynarodowych rynków
Agencja ratingowa Moody’s w piątek 20 września zmieniła perspektywę ratingu Polski ze stabilnej na negatywną, utrzymując sam rating na poziomie A2. To drugi raz w ciągu miesiąca, gdy międzynarodowa agencja ostrzega przed pogarszającą się sytuacją fiskalną naszego kraju – wcześniej podobny krok podjął Fitch. Decyzja Moody’s to wyraźny sygnał, że światowe rynki finansowe tracą zaufanie do zdolności Polski do kontrolowania rosnącego zadłużenia publicznego.
Analitycy agencji wskazują na „istotnie słabszą prognozę wskaźników fiskalnych i zadłużenia w porównaniu z wcześniejszymi oczekiwaniami”. Według ich szacunków, dług publiczny Polski będzie systematycznie rósł, osiągając około 65 proc. PKB w 2026 roku i przekraczając 70 proc. pod koniec lat dwudziestych. Główne zagrożenia wynikają z impasu między rządem a prezydentem oraz prawdopodobieństwa wzrostu wydatków rządowych przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku.
Polityczny pat blokuje reformy
Gdzie tkwi źródło problemu? Eksperci jednoznacznie wskazują na brak współpracy między Pałacem Prezydenckim a rządem Donalda Tuska. „Agencja wysłała mocny sygnał, że brak współpracy między rządem i prezydentem nie służy ani gospodarce, ani państwu” – ocenia Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. To polityczny pat uniemożliwia przeprowadzenie koniecznych reform fiskalnych, które mogłyby zahamować spiralę zadłużenia.
Presja na finanse publiczne rośnie z wielu stron jednocześnie. Starzejące się społeczeństwo wymaga coraz większych wydatków na emerytury i opiekę zdrowotną, rosnące płace w sektorze publicznym generują dodatkowe koszty, a utrzymanie wydatków na obronność na poziomie 5 proc. PKB – w obliczu zagrożenia ze strony Rosji – jest koniecznością, nie luksusem. Do tego dochodzą rosnące koszty obsługi długu publicznego, które w przyszłym roku mogą przekroczyć 70 miliardów złotych.
Czas na trudne decyzje
| Wskaźnik | 2024 | 2026 (prognoza) | Koniec dekady |
|---|---|---|---|
| Dług publiczny | 57% PKB | 65% PKB | >70% PKB |
| Deficyt budżetowy | 6,9% PKB | 5,5% PKB | 4,5% PKB |
| Wydatki na obronność | 4% PKB | 5% PKB | 5% PKB |
Ministerstwo Finansów próbuje zachować dobra minę do złej gry, podkreślając, że gospodarka wciąż rośnie w tempie 3 proc. rocznie. Problem w tym, że bez strukturalnych reform ten wzrost może nie wystarczyć do sfinansowania rosnących wydatków. Jak powiedział kiedyś Warren Buffett: „Dopiero gdy odpływ ujawni, kto pływał nago”. W przypadku Polski tym odpływem może być kolejna obniżka ratingu, która podniesie koszty obsługi długu o miliardy złotych.
Czy rząd i prezydent znajdą wspólny język przed wyborami? Ekonomiści są sceptyczni. „Czas socjalnej bonanzy się skończył” – mówi wprost jeden z analityków. Zbliżająca się kampania wyborcza związana z wyborami prezydenckimi w 2025 roku i parlamentarnymi w 2027 roku nie sprzyja podejmowaniu niepopularnych decyzji o cięciu wydatków czy podnoszeniu podatków. Tymczasem Moody’s wyraźnie ostrzega: jeśli Polska nie wkroczy na wiarygodną ścieżkę konsolidacji fiskalnej, rating może zostać obniżony, co będzie oznaczać droższe kredyty dla państwa, firm i obywateli.
Źródła:
Kresy.pl
Bankier.pl
RMF24
Money.pl
Parkiet.com
Forsal.pl
2 komentarze
70 procent PKB długu publicznego do końca dekady to naprawdę czerwona lampka, zwłaszcza że jeszcze 10 lat temu byliśmy poniżej 50 procent. Problem w tym że każdy rząd dokłada swoje – PiS rozdawał 500+, teraz PO podnosi płace w budżetówce, a do tego 5 procent PKB na obronność to konieczność z Putinem za granicą. Moody’s ma rację że bez współpracy rządu z prezydentem nic się nie zmieni, ale Duda i Tusk prędzej się dogadają o pogodzie niż o reformach fiskalnych.
Obniżka perspektywy ratingu to katastrofa dla małych firm bo banki zaraz podniosą marże na kredytach tłumacząc się większym ryzykiem kraju. Już teraz WIBOR zabija przedsiębiorców a jak rating spadnie to będzie jeszcze drożej. Najgorsze że politycy będą się kłócić o to kto winny zamiast usiąść i dogadać się jak ciąć wydatki, bo przy zbliżających się wyborach nikt nie chce być tym złym co zabiera ludziom świadczenia. Kończy się czas łatwych pieniędzy i rozdawnictwa, ale nasi politycy jeszcze tego nie zauważyli.