Dwie Ameryki, jedna rocznica. Spór o duszę 250-lecia niepodległości
Za kilka dni, 4 lipca 2026 roku, Stany Zjednoczone obchodzić będą dwieście pięćdziesiąt lat od podpisania Deklaracji Niepodległości. To okrągła data, jakiej nie doświadczył żaden żyjący dziś Amerykanin – poprzednia, dwustulecie z 1976 roku, dla większości obecnych mieszkańców USA jest już tylko wspomnieniem z podręczników.
Tym razem jednak zamiast jednej, wspólnej celebracji kraj dostał dwie równoległe imprezy, które rywalizują o to, czyja wizja Ameryki ma zostać zapamiętana. Sama nazwa tego jubileuszu – semikwincentenialna rocznica – brzmi jak coś wyjętego żywcem z łacińskiego podręcznika, ale Kongres rzeczywiście lubuje się w długich słowach.
Pęknięcie zamiast jedności
Problem w tym, że za fasadą oficjalnej terminologii kryje się coś znacznie bardziej przyziemnego: spór o pieniądze, wpływy i narrację. Z jednej strony działa America250, ponadpartyjna komisja powołana przez Kongres jeszcze w 2016 roku. Z drugiej – Freedom 250, inicjatywa stworzona przez administrację Donalda Trumpa w pierwszym tygodniu jego drugiej kadencji, działająca pod skrzydłami Departamentu Spraw Wewnętrznych i National Park Foundation.
Czy da się świętować dwieście pięćdziesiąt lat republiki, gdy sama republika nie potrafi się zgodzić, jak to zrobić? Sytuacja w Waszyngtonie sugeruje, że niekoniecznie. Na trawniku przed Białym Domem stanął ring do walk MMA, a wkrótce przez National Mall ma przejechać szybki wyścig samochodowy – to nie scenariusz satyrycznego programu, lecz realny element obchodów organizowanych przez Freedom 250.

Gdy historia zawiodła w idealnym momencie
Aby zrozumieć wagę tego sporu, warto cofnąć się do poprzednich rocznic. Pierwsza, pięćdziesiąta, obchodzona w 1826 roku, była znacznie skromniejszym wydarzeniem niż późniejsze fety. Burmistrz Waszyngtonu zaprosił wówczas żyjących jeszcze sygnatariuszy Deklaracji na uroczystości w stolicy. Byli prezydenci John Adams i Thomas Jefferson odmówili przybycia, tłumacząc się złym stanem zdrowia.
Obaj zmarli w odstępie zaledwie kilku godzin – dokładnie w dniu pięćdziesiątej rocznicy. To jeden z tych historycznych zbiegów okoliczności, które brzmią zbyt dobrze, by były prawdziwe, a jednak są w pełni udokumentowane. Dwóch ludzi odeszło tego samego dnia, dokładnie pół wieku po tym, jak ich podpisy znalazły się pod dokumentem zrywającym z Koroną Brytyjską.
Byli politykami, którzy przez dekady rywalizowali ze sobą o władzę, a pod koniec życia prowadzili serdeczną korespondencję, w której wracali do wspólnych wspomnień z czasów rewolucji. To jedna z najlepszych ilustracji tego, jak amerykańska historia lubi domykać klamry w najmniej spodziewanych momentach.
Sto lat później – wystawa i jej powtórka
Pięćdziesiąt lat później, w 1876 roku, kraj uczcił stulecie pierwszą w swojej historii światową wystawą, prezentującą sztukę, kulturę i technologię z całego globu. Odbyła się ona w Filadelfii, mieście, w którym podpisano Deklarację, a sam oryginalny dokument wystawiono tam tymczasowo dla publiczności. To był moment triumfu – kraj odbudowany po wojnie secesyjnej pokazywał światu swoją industrialną potęgę.
Nie każda rocznica miała jednak taki rozmach. Kolejna światowa wystawa, zorganizowana w Filadelfii z okazji stupięćdziesięciolecia w 1926 roku, nie odniosła już takiego sukcesu – magazyn Variety określił ją mianem „największej klapy Ameryki”. Historia bywa przewrotna: czasem największe ambicje kończą się fiaskiem, a skromne początki – jak w 1826 roku – zapisują się w pamięci na zawsze.
Współczesny wzorzec całorocznych, ogólnokrajowych obchodów ukształtował się dopiero przy dwustuleciu w 1976 roku, gdy po raz pierwszy świętowanie rozciągnięto na cały kraj, a nie skoncentrowano w jednym mieście. To właśnie ten model – zdecentralizowany, obejmujący tysiące lokalnych inicjatyw – miał być punktem wyjścia dla obchodów dwustupięćdziesięciolecia. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana.
Dwie organizacje, dwie filozofie
| Cecha | America250 | Freedom 250 |
|---|---|---|
| Powstanie | 2016, decyzja Kongresu | Pierwszy tydzień drugiej kadencji Trumpa |
| Charakter | Ponadpartyjny, oficjalny | Powiązany z administracją |
| Finansowanie | Środki Kongresu (z opóźnieniami) | Środki prywatne i przekierowane fundusze publiczne |
| Flagowe wydarzenia | Block Party, Giving 4th, kapsuła czasu | Walki UFC, wyścigi, koncerty |
Spór o pieniądze nie jest tylko sporem technicznym. Według doniesień medialnych America250 miała otrzymać jedynie część przyznanych przez Kongres pięćdziesięciu milionów dolarów, a dziesięć milionów z tej puli przekierowano do Freedom 250. To rodzi pytanie, które zadają sobie nie tylko demokraci, ale i część republikanów: czy publiczne pieniądze rzeczywiście powinny finansować wydarzenia o tak wyraźnie politycznym charakterze.
Kontrowersje, które przyćmiły jubileusz
Wyobraźmy sobie sytuację: organizujesz coś, co miało być największym wspólnym świętem narodowym od pokolenia, a w mediach najgłośniej mówi się o oktagonie do MMA postawionym przed Białym Domem. Tak właśnie wygląda dziś narracja medialna wokół obchodów. Sąd federalny odmówił zablokowania walki UFC zaplanowanej na terenie rezydencji prezydenckiej, mimo sprzeciwów części opinii publicznej kwestionującej stosowność takiego wydarzenia w tym miejscu.
Nie był to jedyny zgrzyt. Część artystów zaproszonych na koncerty Freedom 250 wycofała się z udziału, twierdząc, że zostali wprowadzeni w błąd co do charakteru imprezy. Piosenkarka country Martina McBride napisała na Instagramie, że zapewniano ją o apolitycznym charakterze wydarzenia, mającego celebrować wszystkie pięćdziesiąt stanów. Jak to ujęła, „wszystko zaczęło się zmieniać, a to, co nam powiedziano, nie odpowiada temu, co się dzieje”.
Do tego dochodzi sprawa pomników. Administracja zapowiedziała sprowadzenie do Waszyngtonu kilku kontrowersyjnych posągów, w tym konnego pomnika Caesara Rodneya – sygnatariusza Deklaracji Niepodległości, który jednocześnie był właścicielem niemal dwustu niewolników. Jego pomnik usunięto w 2020 roku podczas protestów w Wilmington w stanie Delaware.
Wcześniej, w 2025 roku, przywrócono też pomnik konfederackiego generała Alberta Pike’a w Waszyngtonie, usunięty w tym samym roku co posąg Rodneya. Krytycy pytają wprost, czy taka selektywna polityka historyczna naprawdę służy budowaniu wspólnej narodowej dumy.
Historycy kontra polityka
Yoni Appelbaum, zastępca redaktora naczelnego magazynu The Atlantic, zwrócił uwagę na głębszy konflikt skrywający się za organizacyjnym chaosem. Jego zdaniem rywalizacja między America250 a Freedom 250 odzwierciedla coś więcej niż spór o budżet – to symptom pęknięcia w przekonaniu o tym, czym właściwie jest amerykańska tożsamość narodowa i czy istnieje dziś wspólna narracja, którą można by celebrować ponad podziałami.
To pytanie nie jest czysto akademickie. Spór toczy się między dwiema wizjami historii: jedną podkreślającą niedoskonałości i niesprawiedliwości w dziejach kraju, oraz drugą, traktującą takie epizody jako margines wobec triumfalnej opowieści o narodzie. Pytanie, którą z tych narracji uznać za „prawdziwie amerykańską”, od lat dzieli środowisko historyczne i polityczne niemal tak samo głęboko, jak kiedyś dzieliła je sama wojna secesyjna.

Co łączy, a co dzieli
Mimo całego zamieszania obie organizacje zaplanowały też wydarzenia, które trudno nazwać kontrowersyjnymi. America250 przygotowała inicjatywę America’s Block Party, zachęcającą lokalne społeczności do organizowania własnych świąt sąsiedzkich trzeciego i czwartego lipca.
Towarzyszy temu program Giving 4th, mający uczynić Dzień Niepodległości największym dniem dobroczynności w historii kraju. Organizacja przygotowuje również kapsułę czasu z listami i przedmiotami reprezentującymi życie Amerykanów w 2026 roku, która ma zostać otwarta dopiero przy pięćsetleciu państwa.
Freedom 250 stawia z kolei na rozmach i widowiskowość – stąd wyścigi, koncerty i walki sportowe, mające zgodnie z deklaracjami organizatorów „opowiedzieć historię Ameryki” w nowoczesnej, masowej formule. Problem w tym, że dla wielu obserwatorów ta forma wydaje się bardziej spektaklem politycznym niż narodową celebracją.
Czego można się spodziewać w samą rocznicę
Niezależnie od organizacyjnego chaosu, sama data wciąż zbliża się nieubłaganie. Wydarzenia na większą skalę potwierdzono w Filadelfii i Waszyngtonie, a partnerzy międzynarodowi zadeklarowali ceremonialny udział w obchodach. Pytanie, czy Amerykanie – zmęczeni latami politycznych konfliktów – odnajdą w tej rocznicy choć odrobinę wspólnej dumy, pozostaje otwarte.
Jak pokazuje historia poprzednich jubileuszy, czasem to właśnie skromniejsze, mniej zaplanowane momenty zapadają w pamięć najgłębiej. Pięćdziesiąta rocznica z 1826 roku nie miała fajerwerków na miarę późniejszych obchodów, a mimo to do dziś przywoływana jest jako jeden z najbardziej poruszających epizodów amerykańskiej historii. Czy dwieście pięćdziesiąt lat później kraj zapamięta raczej oktagon na trawniku Białego Domu?
Czy może jednak uda mu się odnaleźć coś bliższego duchowi tamtych skromnych wydarzeń sprzed dwóch wieków, gdy o wielkości chwili decydowały nie fajerwerki ani spektakl, lecz autentyczne, ludzkie historie? Odpowiedź poznamy najdalej czwartego lipca.
Źródła:
Al Jazeera
Axios
TIME
PBS
Wikipedia