Królewska gala w cieniu skandali: Trump po raz drugi gościem państwowym w Windsorze
Bezprecedensowa wizyta w burzliwych czasach
Donald Trump zapisał się w historii jako pierwszy prezydent USA, który dwukrotnie został uhonorowany wizytą państwową w Wielkiej Brytanii. Wczorajsze spotkanie z królem Karolem III w zamku Windsor miało być triumfem brytyjskiej dyplomacji, ale odbyło się w atmosferze protestów i kontrowersji. Jak donosi CNN, król Karol w pewnym sensie spłacał 37-letni dług – w 1988 roku, jeszcze jako książę Walii, odwiedził Trumpa w Mar-a-Lago, choć zdecydował się nocować na odległym ranczu koni, a nie w posiadłości magnata.
Premier Keir Starmer liczył, że królewska pompa i ceremoniał złagodzą Trumpa w negocjacjach handlowych. Jak zauważyła analityk Olivia O’Sullivan z Chatham House dla NBC News: „Administracja Trumpa zwykle bardzo interesuje się polityką wewnętrzną krajów europejskich”. Starmer miał nadzieję, że wizyta zakamufluje brytyjskie problemy wewnętrzne, ale może ona je tylko uwypuklić.
Skandal Epsteina rzuca cień na ceremonię
Wizyta odbyła się w najgorszym możliwym momencie dla brytyjskiego rządu. Tydzień wcześniej został zdymisjonowany Peter Mandelson, ambasador UK w Waszyngtonie, po ujawnieniu jego korespondencji z Jeffreyem Epsteinem. W liście na 50. urodziny finansjera Mandelson nazwał go „swoim najlepszym kumplem”. Według Al Jazeery, czterech demonstrantów zostało aresztowanych za wyświetlanie zdjęć Trumpa z Epsteinem na murach tysiącletniego zamku Windsor.
Podczas bankietu państwowego Trump uniknął tematu Epsteina, skupiając się na pochwałach dla rodziny królewskiej. Nazwał wizytę „jednym z najwyższych zaszczytów swojego życia” i pochwalił księżną Kate za to, że wygląda „promiennie i zdrowo” po leczeniu onkologicznym. Jak podaje ABC News, wśród gości znaleźli się CEO największych firm technologicznych: Tim Cook z Apple, Sam Altman z OpenAI i Jensen Huang z NVIDIA.
Protesty i policyjne kordony
Tysiące demonstrantów zebrało się w Londynie pod hasłem „Stop Trump Coalition”. Według NPR, 78-letnia Pat Iliffe z Essex po raz pierwszy w życiu wzięła udział w demonstracji: „Czuję gniew z powodu jego kłamstw, żądzy władzy i sposobu, w jaki traktuje ludzi na całym świecie”. Thames Valley Police przeprowadziła bezprecedensowe środki bezpieczeństwa, przeszukując każdy centymetr trasy procesji.
Paradoksalnie, Trump spędził niemal całą wizytę za zamkniętymi drzwiami lub, jak napisał Washington Post, „za starannie przystrzyżonymi żywopłotami”, z dala od protestów. Ceremonia Beating the Retreat z udziałem 200 żołnierzy i przelot Red Arrows były pierwszymi tego typu wydarzeniami podczas wizyty państwowej.
Technologiczny deal za 40 miliardów
Mimo napięć, wizyta przyniosła konkretne rezultaty gospodarcze. Rząd brytyjski ogłosił, że amerykańskie firmy technologiczne zainwestują ponad 40 miliardów dolarów w Wielkiej Brytanii w ramach „Tech Prosperity Deal”. Jak zauważa PBS News, to próba wykorzystania „special relationship” do przyciągnięcia inwestycji w czasach post-brexitowej niepewności gospodarczej.
Król Karol III w swoim toaście nawiązał do historycznej ironii: „Nie mogę powstrzymać się od zastanowienia, co nasi przodkowie z 1776 roku pomyśleliby o tej przyjaźni dzisiaj. Celebrujemy relację między naszymi krajami, której z pewnością ani Waszyngton, ani król Jerzy III nie mogli sobie wyobrazić”.
Ukraina – wielkie nieobecne tematu
Najbardziej uderzający był brak postępu w kwestii ukraińskiej. Według CNN, Trump powtórzył swoje stanowisko, że to sojusznicy NATO powinni najpierw przestać kupować rosyjską ropę, zanim Ameryka zwiększy wsparcie dla Ukrainy. To stanowisko wywołało frustrację w Downing Street, które liczyło na przełom w negocjacjach pokojowych.
Brytyjski establishment znalazł się w kleszczach: z jednej strony potrzebuje amerykańskich inwestycji i gwarancji bezpieczeństwa, z drugiej musi radzić sobie z nieprzewidywalnym prezydentem, którego według sondaży nie lubi większość Brytyjczyków. Jak podsumowała to Al Jazeera: „Ocean może nas dzielić, ale pod wieloma względami jesteśmy teraz najbliższymi krewnymi” – słowa króla Karola brzmią bardziej jak wishful thinking niż opis rzeczywistości.
Źródła:
CNN
NPR
Al Jazeera
ABC News
NBC News
PBS News
Washington Post
3 komentarze
Trump znowu robi show na całą Europę, a Brytyjczycy się uśmiechają i udają że wszystko jest ok, bo potrzebują amerykańskich pieniędzy po Brexicie. Ciekawe że zaprosili go drugi raz mimo że większość Brytyjczyków go nie lubi, ale widać biznes jest ważniejszy niż opinia publiczna. Przynajmniej coś z tego mają, 40 miliardów dolarów inwestycji to nie byle co.
A co mieli zrobić, obrazić prezydenta USA i stracić sojusznika w niepewnych czasach? Polityka to gra interesów, a nie konkurs popularności. Zresztą król Karol zachował się z klasą, mimo całej tej afery z Epsteinem.
Najbardziej mnie zastanawia to milczenie o Ukrainie, Trump nadal gra swoją grę i uzależnia pomoc od tego czy Europa przestanie kupować rosyjską ropę. Brytyjczycy liczyli na przełom w negocjacjach pokojowych, a wyszło jak zawsze – dużo ceremonii, mało konkretów. Chociaż te firmy technologiczne coś zainwestują, to zawsze jakiś plus dla brytyjskiej gospodarki.