Polska ma 673 tony złota. Po co bankowi centralnemu taki skarb?

Avatar photo
4 komentarze 9 minut

W czwartek, 8 października, prezes NBP Adam Glapiński podał stan polskich rezerw złota z dokładnością do stu kilogramów. Bank ma – jak mówił – 672 tony złota „i 900 jeszcze kilogramów”, czyli niemal 673 tony. To stan na koniec września, a cały zasób wyceniono na 348,6 mld zł. Miesiąc wcześniej NBP miał 648 ton, więc w samym wrześniu przybyło blisko 25 ton kruszcu.

Zarząd NBP wyznaczył cel zgromadzenia 700 ton złota, a do jego osiągnięcia brakuje już około 27 ton. „Jesteśmy już bardzo blisko osiągnięcia tego celu” – podkreślał Glapiński. Liczby robią wrażenie, ale rodzą też naturalne pytanie: po co bankowi centralnemu sztaby, które same z siebie nie przynoszą odsetek?

Najmocniejszy miesiąc zakupów

Obecny etap zakupów zaczął się 20 stycznia 2026 roku, gdy zarząd NBP przyjął uchwałę o zwiększeniu zasobów z 550 do 700 ton. W styczniu bank nie dokupił złota, w lutym przybyło około 20 ton, a w kolejnych miesiącach przyrosty wynosiły od kilku do kilkunastu ton. Wrzesień był więc najmocniejszym miesiącem tego roku. Od stycznia przybyło już około 123 ton, czyli więcej niż w całym 2025 roku. Wtedy NBP kupił 102 tony i był największym nabywcą złota wśród banków centralnych świata.

Miesiąc (stan na koniec)Złoto NBP (tony)Wartość (mld zł)
grudzień 2025550,2275,6
luty 2026570,4339,8
marzec 2026581,6319,5
maj 2026613,9324,2
czerwiec 2026632,4ok. 308
sierpień 2026ok. 648344,8
wrzesień 2026672,9348,6

Ostatnia kolumna pokazuje, że więcej złota nie zawsze oznacza wyższą wycenę. Na koniec marca NBP miał o ponad 11 ton więcej niż miesiąc wcześniej, a zasób był wart o ponad 20 mld zł mniej. Notowania złota przypominały w tym roku jazdę kolejką górską. W marcu, po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran, uncja najpierw przekroczyła 5400 dolarów, a potem spadła w okolice 4100 dolarów.

Ile to właściwie jest?

Czy 673 tony to dużo? Złoto zajmuje zaskakująco mało miejsca. Według wyliczeń INNPoland 700 ton kruszcu zmieściłoby się w sześcianie o boku nieco ponad 3,3 metra. Masa robi jednak wrażenie: to mniej więcej tyle, ile waży dziesięć czołgów Abrams M1A2. Dla porównania w 2016 roku, gdy Glapiński obejmował stanowisko prezesa NBP, bank miał nieco ponad 100 ton złota.

Wiosną Polska zajmowała 13. miejsce w zestawieniu Światowej Rady Złota. Dziś, jak podkreśla Glapiński, należy już do dziesięciu państw o największych zasobach złota. Polskę nadal wyprzedzają jednak kraje dysponujące znacznie większymi rezerwami – Japonia ma o ponad 170 ton więcej, a Stany Zjednoczone mniej więcej dwanaście razy więcej.

PaństwoRezerwy złota (tony)
Stany Zjednoczoneok. 8100
Niemcyok. 3300
Włochyok. 2400
Francjaok. 2400
Rosjaok. 2300
Chinyok. 2300
Szwajcariaok. 1000
Indie880
Japonia846
Polska (koniec września)672,9
Holandia612
Turcja595

Dane w tabeli mają charakter orientacyjny i zostały zaokrąglone. Stan Polski pochodzi z końca września 2026 roku, a pozostałych państw – z wiosennego zestawienia Światowej Rady Złota. Pominięto Międzynarodowy Fundusz Walutowy, który ma około 2800 ton złota i figuruje w tym zestawieniu, ale nie jest państwem.

Gdzie leży polskie złoto

Lekcja z września 1939 roku

Historia zna już moment, w którym polskie złoto trzeba było ratować w pośpiechu. Według Zygmunta Karpińskiego z zarządu Banku Polskiego 1 września 1939 roku bank miał 95 ton kruszcu. Około 20 ton leżało w bankach za granicą, a 75 ton w kraju, w tym 38 ton w Warszawie. Pierwszy transport wyruszył ze stolicy już 4 września, a kluczową rolę w ewakuacji odegrali płk Ignacy Matuszewski i Henryk Floyar-Rajchman.

W nocy z 13 na 14 września złoto załadowano w Śniatyniu do wagonów i wywieziono do Rumunii. W Konstancy 1208 skrzyń trafiło na amerykański tankowiec „Eocene”, pływający pod brytyjską banderą. Przez Stambuł, Bejrut i Tulon kruszec dotarł do Francji. W czerwcu 1940 roku, gdy Niemcy zajmowały ten kraj, wywieziono go do Dakaru, a potem 800 km w głąb Afryki, do fortu Kayes na terenie dzisiejszego Mali.

Złoto przetrwało wojnę, ale – jak podkreśla NBP – „fizycznie nigdy nie wróciło do kraju”. Według banku centralnego kruszec został w całości wykorzystany przez władze Polski Ludowej – „był sprzedawany albo zaciągano pożyczki pod jego zastaw”, a gdy pożyczek nie spłacano, zastaw przepadał.

Z Londynu do Warszawy

Na tym tle symbolicznie zabrzmiała operacja z 2019 roku, gdy NBP sprowadził drogą lotniczą z Londynu 100 ton złota. „Po raz pierwszy od czasów przedwojennych mamy poważne zasoby złota w kraju” – mówił wtedy Glapiński. Dziś kruszec leży w trzech miejscach: w Polsce, w Londynie i w Nowym Jorku. Na koniec czerwca w krajowych skarbcach było 104,7 tony, czyli niespełna jedna szósta całego zasobu i praktycznie tyle samo co w 2019 roku.

Ta proporcja ma się zmienić. Glapiński zapowiadał sprowadzenie do kraju dużej partii złota z Londynu, gdzie NBP je kupuje. Krajowa część zasobu ma urosnąć po przebudowie gmachu NBP od strony placu Powstańców Warszawy. Pojemność planowanego tam skarbca ma być – jak zapewniał prezes – „praktycznie nieograniczona”.

Skąd pewność, że sztaby w zagranicznych skarbcach naprawdę tam są? W czerwcu NBP przeprowadził rozszerzone inspekcje w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku i w Banku Anglii. Sprawdzono losowo wybraną próbę statystyczną sztab – ich oznaczenia i rzeczywistą masę. Według prezesa kontrole potwierdziły pełną zgodność oznaczeń.

Po co bankowi centralnemu złoto

Zwolennicy strategii NBP traktują złoto jak polisę na trudne czasy: samo nie zapewnia regularnego dochodu, ale ma pokazać swoją wartość wtedy, gdy zawiodą inne zabezpieczenia. W lipcu Glapiński, powołując się na słowa pewnego słynnego bankiera, przekonywał, że złoto nie jest zobowiązaniem żadnego państwa ani instytucji finansowej, a „złoto to jedyny prawdziwy pieniądz”. Najczęściej powtarzane argumenty brzmią tak:

  • fizyczne złoto, w przeciwieństwie do obligacji, nie jest niczyim zobowiązaniem, więc nie grozi mu niewypłacalność emitenta,
  • pozwala nie wkładać wszystkich jajek do jednego koszyka, bo rozkłada ryzyko w rezerwach,
  • jest zabezpieczeniem na czarną godzinę, czyli na wypadek wojny, sankcji lub kryzysu finansowego,
  • według NBP wzmacnia wiarygodność polskiej gospodarki i stabilność złotego.

Podobną myśl wyraził przed ponad stuleciem jeden z najsłynniejszych bankierów w historii. W grudniu 1912 roku John Pierpont Morgan, przesłuchiwany przez komisję amerykańskiego Kongresu badającą potęgę wielkich banków, powiedział: „Pieniądz to złoto i nic więcej”. NBP konsekwentnie stawia na tę logikę.

Argumenty krytyków

Złoto ma jednak słabości, o których ekonomiści przypominają od dawna. Sztaby w skarbcu nie zapewniają regularnych dochodów w taki sposób jak obligacje. NBP lokuje wprawdzie część kruszcu na oprocentowanych lokatach w zagranicznych instytucjach finansowych – na koniec 2025 roku było to 96,3 tony. Wtedy jednak złoto staje się należnością od konkretnej instytucji, a to oznacza ryzyko kontrahenta.

Cena kruszcu potrafi też gwałtownie skakać, co dobrze widać w pierwszej tabeli. Jeden z najsłynniejszych ekonomistów XX wieku, John Maynard Keynes, nazwał w 1923 roku standard złota „barbarzyńskim reliktem”. Jego słowa dotyczyły jednak systemu wiązania walut z kruszcem, a nie samego trzymania sztab w rezerwach.

Osobną kwestią są niezrealizowane przychody z wyceny złota, które na koniec września przekraczały 147 mld zł. To różnica między rynkową wyceną kruszcu a średnią ceną jego zakupu, czyli zysk istniejący na razie tylko na papierze. Jeszcze 10 września Glapiński mówił o 156,6 mld zł, ale we wrześniu kruszec, liczony w złotych, nieco potaniał.

Dlaczego te miliardy nie zasilają budżetu? Zgodnie z zasadami rachunkowości NBP niezrealizowane przychody nie są wliczane do wyniku finansowego banku, tylko trafiają na rachunek różnic z wyceny w bilansie. Papierowy zysk stałby się realnym dopiero po sprzedaży części kruszcu. Do budżetu trafia zaś 95 proc. rocznego zysku NBP, ale tylko wtedy, gdy bank go osiągnie. Tymczasem za 2025 rok NBP wykazał 35,7 mld zł straty, przede wszystkim przez umocnienie złotego.

Właśnie te pieniądze stały się w tym roku przedmiotem politycznego sporu. 4 marca prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z Glapińskim ogłosił program „Polski SAFE 0 proc.” o wartości 185 mld zł na zbrojenia jako alternatywę dla unijnych pożyczek SAFE. Prezes NBP zastrzegał, że bank nie może po prostu przekazać państwu części rezerw, bo byłoby to niezgodne z prawem. Konstytucja w art. 220 zakazuje pokrywania deficytu budżetowego przez zaciąganie zobowiązań w banku centralnym.

Następnego dnia minister finansów i gospodarki Andrzej Domański odpowiedział, że „nie istnieje coś takiego jak »SAFE 0 proc.«”. Przypomniał, że od trzech lat z zysku NBP do budżetu nie trafił ani jeden złoty. Glapiński deklarował później gotowość do „aktywnego zarządzania posiadanym zasobem złota”, a na czwartkowej konferencji ocenił, że państwo nie korzysta z tej możliwości ze względu na „niedoskonałości funkcjonowania naszego życia politycznego”.

Co dalej z polskim złotem

Do celu 700 ton brakuje około 27 ton, czyli niewiele więcej, niż NBP dokupił w samym wrześniu. Bank nie wskazywał jednak daty, w której chce osiągnąć ten poziom, a tempo zakupów ma zależeć od sytuacji na rynku. A co po 700 tonach? Na razie obowiązuje jedna liczba zapisana w uchwale zarządu z 20 stycznia.

Jedno nie ulega wątpliwości: polskie zasoby złota nigdy w historii nie były tak duże. Dla zwolenników strategii NBP to zabezpieczenie na najgorsze scenariusze, dla krytyków – kosztowny i kapryśny składnik rezerw, którego papierowe zyski łatwo przecenić. Ostateczną ocenę tej strategii wystawią kolejne kryzysy, ale też rachunek kosztów utrzymywania tak dużego zasobu.

Źródła:

  • Narodowy Bank Polski
  • PAP Biznes
  • Comparic.pl
  • zero.pl
  • wPolsce24
  • Bankier.pl
  • money.pl
  • RMF24
  • Forsal.pl
  • Forbes Polska
  • dzieje.pl
  • Tysol.pl
  • Super Biznes
  • INNPoland
  • bank.pl
  • Notes from Poland
  • bne IntelliNews
  • The Big Apple (Barry Popik)
  • Wikipedia
  • Konstytucja RP

Udostępnij:

Avatar photo

O autorze

Ukończyłem Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu. Lubię zdobywać nową wiedzę i chętnie przekazuję ją dalej. Gdy zgłębiam temat, staram się dotrzeć do samego dna, wrócić na powierzchnię, następnie jeszcze okrążyć 3 razy i znowu zanurkować. W spektrum moich zainteresowań są ekologia, literatura, współczesna technika, trochę historia i filozofia.

4 komentarze

  1. Jan Kowalczyk pisze:

    Na uwagę zasługuje informacja, że na koniec 2025 roku 96,3 tony kruszcu ulokowano na oprocentowanych lokatach w zagranicznych instytucjach finansowych. W takim przypadku złoto przestaje być aktywem wolnym od zobowiązań i staje się należnością, co powinno podlegać szczegółowej sprawozdawczości. Zasadne byłoby wskazanie, na podstawie jakich procedur wewnętrznych dobierani są kontrahenci oraz jakie limity ekspozycji zostały w tym zakresie ustalone przez zarząd banku.

  2. Robert pisze:

    147 mld zyaku na papierze i jednoczesnie 35,7 mld straty za 2025. Czyli do budzetu zero, trzeci rok z rzedu.

    Fajnie miec szescian zlota w piwnicy, tylko kto placi za jego pilnowanie i przebudowe skarbca? My, z podatkow.

  3. kaminski684 pisze:

    672 tony i 900 kg xd 😄

  4. Ewa K. pisze:

    Zwróciłabym uwagę na sposób, w jaki zreferowano tu art. 220 Konstytucji. Zdanie, że prezes NBP nie może przekazać państwu części rezerw, „bo byłoby to niezgodne z prawem”, a następnie przywołanie zakazu finansowania deficytu, sugeruje czytelnikowi, że to jedna i ta sama przeszkoda. Co do zasady trzeba rozróżnić dwa przypadki. Pierwszy to zaciąganie przez budżet zobowiązań w banku centralnym i pokrywanie deficytu kredytem NBP, i tego dotyczy art. 220 ust. 2. Drugi to transfer zysku NBP na podstawie ustawy o NBP, który jest dopuszczalny, tyle że wymaga istnienia zysku, a przy stracie za 2025 rok po prostu nie ma czego dzielić. Artykuł zlewa te dwie sytuacje w jedno zdanie i czytelnik wychodzi z przekonania, że przeszkoda jest wyłącznie konstytucyjna. Zabrakło też zastrzeżenia, że przepisy unijne regulują to osobno.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *