Chiny odrzucają ultimatum Trumpa. Świat czeka na wojnę celną
Napięcia handlowe między Stanami Zjednoczonymi a Chinami osiągnęły punkt krytyczny w weekend, gdy Pekin odpowiedział na groźby prezydenta Donalda Trumpa chłodnym ostrzeżeniem. Chińskie Ministerstwo Handlu oświadczyło w niedzielę, że kraj „nie chce wojny celnej, ale się jej nie obawia”, sygnalizując gotowość do długotrwałego konfliktu gospodarczego z Waszyngtonem.
Eskalacja nastąpiła po piątkowym ogłoszeniu Trumpa o planach nałożenia dodatkowych 100-procentowych ceł na wszystkie towary importowane z Chin od 1 listopada lub wcześniej. Nowe taryfy miałyby się nakładać na obecnie obowiązujące 30-procentowe cła, podnosząc efektywną stawkę do rekordowych 130 procent – poziomu, który według ekonomistów zbliżałby się do faktycznego embarga handlowego.
Metale ziem rzadkich jako broń
Bezpośrednim powodem groźby Trumpa były ogłoszone przez Chiny w czwartek nowe kontrole eksportowe dotyczące metali ziem rzadkich. Pekin wprowadził wymóg specjalnych zezwoleń dla zagranicznych firm chcących eksportować produkty zawierające nawet śladowe ilości pierwiastków ziem rzadkich pochodzących z Chin lub wydobytych przy użyciu chińskich technologii.
Chiny kontrolują około 70 procent światowych dostaw tych strategicznych minerałów, które są niezbędne do produkcji elektroniki, chipów komputerowych, laserów, silników odrzutowych i innego zaawansowanego sprzętu. Amerykański sektor półprzewodników i przemysł obronny są szczególnie uzależnieni od chińskich dostaw, co czyni te ograniczenia potencjalnie wyniszczającymi dla kluczowych gałęzi gospodarki USA.
Trump określił chińskie działania jako „zaskakujące” i „wychodzące znikąd”, nazywając je „absolutnie niespotykanym w handlu międzynarodowym” posunięciem i „moralną hańbą w stosunkach z innymi narodami”. W odpowiedzi prezydent zapowiedział nie tylko dodatkowe cła, ale również kontrole eksportowe „wszelkiego krytycznego oprogramowania” z USA do Chin.
Rynki w panice
Reakcja rynków finansowych była natychmiastowa i brutalna. W piątek, zanim Trump formalnie ogłosił nowe cła po zamknięciu giełd, inwestorzy już wyprzedawali akcje w obawie przed eskalacją. Indeks Dow Jones Industrial Average stracił 876 punktów, zamykając sesję ze spadkiem o 1,9 procenta. S&P 500 spadł o 2,7 procenta, notując najgorszy dzień od kwietnia, kiedy to pierwsze rundy ceł Trumpa wywołały obawy przed globalną recesją.
Szczególnie mocno ucierpiały spółki technologiczne. Nasdaq Composite, który koncentruje się na sektorze technologicznym, spadł o 3,6 procenta. Megakorporacje technologiczne straciły łącznie 770 miliardów dolarów wartości rynkowej w ciągu jednego dnia – co stanowi jeden z największych jednosesyjnych spadków w historii tego sektora.
| Wskaźnik | Spadek (piątek) | Kontekst |
|---|---|---|
| Dow Jones | -876 pkt (-1,9%) | Najgorszy dzień od miesiąca |
| S&P 500 | -2,7% | Największy spadek od kwietnia |
| Nasdaq | -3,6% | Tech traci 770 mld USD |
Historia się powtarza
Czy obecna eskalacja to tylko kolejny rozdział w długiej sadze napięć handlowych między obiema potęgami? W kwietniu tego roku taryfy na chińskie towary osiągnęły zawrotne 145 procent, zanim Trump wydał zwolnienie dla elektroniki, obniżając je do 20 procent. Ten ruch był w dużej mierze uznaniem, że administracja rozumiała ból, który zadawała amerykańskiej gospodarce poprzez astronomiczne cła.
Następnie, w maju, amerykańscy i chińscy urzędnicy jeszcze bardziej umocnili współzależność handlu, zgadzając się na obniżenie taryf wzajemnie. Chiny obniżyły opłaty od amerykańskiego eksportu do 10 procent ze 125 procent, a Stany Zjednoczone obniżyły stawki do 30 procent ze 145 procent. Oba rynki akcji wzrosły w rezultacie tego porozumienia.
Analitycy zwracają uwagę na powtarzający się wzorzec zachowań Trumpa. Financial Times ukuło nawet termin „handel TACO” – od „Trump Always Chickens Out” (Trump zawsze się wycofuje) – opisujący strategię inwestorów zakładających, że prezydent ostatecznie ustąpi przed własnymi groźbami. Jednak skala obecnych napięć i strategiczne znaczenie metali ziem rzadkich mogą sprawić, że tym razem będzie inaczej.
Pekin pozostaje niewzruszony
W obszernym niedzielnym oświadczeniu chińskie Ministerstwo Handlu oskarżyło administrację Trumpa o stosowanie „podwójnych standardów” i prowadzenie „prowokacyjnych i szkodliwych” działań. Pekin wymienił decyzję Waszyngtonu o umieszczeniu chińskich firm na czarnej liście oraz nałożenie opłat portowych na statki związane z Chinami jako przykłady amerykańskiej agresji.
„Te działania poważnie zaszkodziły interesom Chin i podkopały atmosferę dwustronnych rozmów gospodarczych i handlowych. Chiny zdecydowanie się im sprzeciwiają” – głosiło oświadczenie ministerstwa. Co znamienne, w przeciwieństwie do wcześniejszych rund tytułowych taryf, Chiny jak dotąd nie ogłosiły żadnych środków odwetowych.
Niektórzy obserwatorzy interpretują tę wstrzemięźliwość jako oznakę tego, że Pekin wciąż ma nadzieję na wynegocjowanie rozwiązania. Inni ostrzegają, że może to być spokój przed burzą. Jak zauważył ekonomista Milton Friedman: „Inflacja jest zawsze i wszędzie zjawiskiem monetarnym, ale wojna celna jest zawsze i wszędzie zjawiskiem politycznym”. Pytanie brzmi, kto poniesie większe straty w tym politycznym starciu.
Szczyt w Korei Południowej w zawieszeniu
Napięcia handlowe zagrażają również potencjalnemu szczytowi między Trumpem a chińskim przywódcą Xi Jinpingiem podczas szczytu Współpracy Gospodarczej Azji i Pacyfiku w Korei Południowej pod koniec października. Byłoby to pierwsze spotkanie twarzą w twarz między przywódcami od czasu powrotu Trumpa do władzy w styczniu.
Trump początkowo zasugerował w piątek, że może odwołać spotkanie, pisząc na platformie Truth Social, że „nie wydaje się być powodu” do spotkania z Xi. Później tego samego dnia powiedział jednak dziennikarzom, że nie odwołał formalnie spotkania, pozostawiając możliwość dyplomatycznego przełomu.
Odnowione napięcia handlowe między dwiema największymi gospodarkami świata nie tylko grożą zerwaniem potencjalnego szczytu, ale również wywołują obawy firm polegających na chińskiej dominacji w przetwarzaniu metali ziem rzadkich. Tajwańskie ministerstwo gospodarki ogłosiło w niedzielę, że najnowsze ograniczenia eksportowe Chin prawdopodobnie nie wpłyną na tamtejszy przemysł półprzewodników, ponieważ pierwiastki objęte zakazem różnią się od tych wymaganych w procesach produkcji chipów.
Źródła:
NPR
Bloomberg
The Washington Post
CNBC
CBS News
Al Jazeera
Axios
The Hill
ABC News
2 komentarze
Ten termin „handel TACO” to coś. Trump Always Chickens Out – faktycznie to już widzieliśmy. W kwietniu 145 procent ceł, potem się wycofał. W maju dogadali się i obniżyli nawzajem do 30 i 10 procent. Teraz znowu grozi 130 procentami. Ale tym razem chodzi o metale ziem rzadkich, które są strategicznie krytyczne dla USA, i Chiny mają 70 procent światowych dostaw. To nie jest coś czego Ameryka może łatwo zastąpić, więc może rzeczywiście nie będzie łatwo się wycofać. Giełdy tracące 770 miliardów w jeden dzień pokazują że inwestorzy się boją.
130 procent ceł to praktycznie embargo. Trump może sobie grozić, ale amerykański przemysł jest uzależniony od chińskich metali ziem rzadkich. Bez nich nie ma chipów, nie ma elektroniki, nie ma sprzętu wojskowego. I co, znowu konsumenci zapłacą za to wyższymi cenami wszystkiego. Taka polityka gospodarcza to droga donikąd, a Milton Friedman by się w grobie przewracał.